wtorek, 26 maja 2015

Filozoficznie o rąbaniu i szczypaniu


Tak naprawdę to najważniejsze jest rąbanie drewna na opał, bowiem działa uspokajająco.
Ogólnie uspokajająco dodam aby uciąć wszelkie spekulacje na ten temat. Nie nerwy i potrzeba ich wyładowania, a potrzeba przemyśleń jest najlepszą motywacją do rąbania.
Jakiś czas temu układałem płytki chodnikowe w blaszaku który robi za domek ogrodnika, warsztat i garaż na motocykl Młodego. Usunąłem z niego palety które do tej pory udawały podłogę. Powstałą stertę desek pociąłem, tępiąc łańcuch piły spalinowej i paląc silnik piły elektrycznej. Tej elektrycznej to mi najmniej żal, bo sam przecież powtarzam to amerykańskie powiedzenie – nigdy nie oczekuj od towaru więcej niż za niego zapłaciłeś. Maszynka kosztowała „grosze” i przy kolejnej belce jęknęła wypuszczając z wnętrza odrobinę niebieskawego, gryzącego dymu.
- Po ptokach – pomyślałem, odkładając ją na bok.
Następnego dnia z miną studenta złapanego na onanizmie udałem się do specjalisty od maszyn ogrodniczych, celem naostrzenia łańcucha.
Niby łańcuch jest mój i za ostrzenie płacę a więc moja sprawa gdzie i co przycinam, głupio się jednak czuję gdy specjalista spojrzy fachowym okiem na łańcuch a potem na mnie i pyta
- A na czym pan to tak zmasakrował?
Przełykam nerwowo ślinę i czasem zwalam na Młodego.
Nie za każdym razem jednak wypada. Poza tym spec mógłby nabrać przekonania, że posiadam idealną rodzinę w której celem i sensem życia dzieci jest pomoc rodzicom.
A przecież jaka młodzież teraz jest każdy widzi.
Jedno jest pewne, że nie narzuca się ze swoją bezinteresowną dobroczynnością.
Coś tam jednak z owej współpracy na polu i w ogrodzie się udaje.
Ostry łańcuch niczym nóż w masło wszedł w deski, ścinając wszytko w jedną chwilę.
Deseczki postanowiłem porąbać na szczapki do rozpałki w kominku. Ustawiłem pieniek i rozpocząłem swoje kilo w górę kilo w dół.
Dobry trening siłowy.
Machałem tak w zapamiętaniu przez trzy godziny, zadziwiając nie tylko siebie ale i sukę która to na pieńku to znów na mnie wyładowywała frustracje spowodowane tym, że nie bawiłem się z nią, do czego przecież jestem stworzony.
W końcu znalazła inny cel i postanowiła wskoczyć na drzewo w pogoni za naszym domowym kotem. Ileż się ona naskakała i to bez najmniejszego efektu.
To tak jakby i ona postanowiła skorzystać z oferty tej niecodziennej siłowni w plenerze.
Kotka siedząca wśród konarów z przymrużeniem oczu patrzyła na te popisy pełne beznadziejnego uporu. Kiedy zaś pies na chwilę zajął się czymś innym, ona powoli zeszła z drzewa. Sprawnie uniknęła swego prześladowcy, a może tylko partnera do zabawy.
Siedząc przy pieńku, szczypałem te deseczki rozmyślając i planując co tam mi do głowy wpadło.
Uważałem tylko aby w tym zamyśleniu nie stracić któregoś z nieodzownych mi w dalszym ciągu dziesięciu palców
Udało się
Jeden, dwa, trzy........ dziesięć.
Gdybym tak podnosił i opuszczał kilogramowy ciężarek na siłowni, nuda zabiła by mnie już po dwóch kwadransach. A tak jest kondycja i są efekty.
Kiedy wróciłem do domu miałem tylko niejaki problem w utrzymaniem szklanki z piwem. Subtelny kształt wydawał mi się zbyt delikatny.
Dzisiaj ułożę to wszystko w drewutni i trzeba będzie rozejrzeć się za czymś solidniejszym co paląc się utrzymuje żar.
W końcu wychowałem się w czasach obowiązywania hasła - kupuj węgiel latem.
To samo można powiedzieć o lekko przesuszonym buku.
Właśnie skończyłem budować płot oddzielający grządki warzywne od reszty ogrodu. Nie będzie już suka wykopywać cebulek posadzonych przed chwilą i nurzać się w zagonie sałaty tak, że tylko pojedyncze liście wystrzeliwały w niebo spod jej łap.


Nawet całkiem nieźle mi to wyszło, jeżeli mogę tu się odrobinę pochwalić.
Czekam na lepszą pogodę, a bateria środków chemicznych zmagazynowana w garażu czeka razem ze mną.
Póki co harcują jeszcze na swobodzie niedobitki mączniaka które przetrwały pierwsze pryskanie, a zaraz potem przędziorki na winogronach szpeciele ( podoba mi się ta nazwa) na liściach gruszy. Mszyce na jabłoni i śliwach, kędzierzawość na moreli. Sam jestem zaskoczony jak szeroko odkrywa się przede mną świat ogrodowych szkodników.
Już nawet nie wspominam o babce lancetowatej, mleczach czy koniczynie w trawniku. O nornicach zżerających cebulki i korzonki roślin można by pisać bez końca.
Jak tylko słyszę frazę, że owoce są nie pryskane, to pojawia mi się na twarzy taki kpiarski uśmiech, bo kolejną grupą po politykach której przestaję wierzyć zaczynają być ogrodnicy, a zaraz potem wędkarze.

26 komentarzy:

  1. Przy tym liczeniu palców przeżyłam chwilę grozy:). Uff, do następnego razu.
    Płotek, a raczej płot pikny, że hej! Jest więc się czym pochwalić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś tam doświadczenie z siekiera mam
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Fajnie to opowidziałeś. Nie wiem tylko, czy lepiej wychodzi rżnięcie, czy rąbanie. Chyba jednak od tego i owego jednakowo ręce drżą i szklankę tudno utrzymać. Może dlatego dla facetów przygotowali kufle z grubego szkła z potężnym uchem?
    A płot jest przepiękny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to i wytłumaczenie dla grubych kufli
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Płot wyszedł bardzo zacny. Jeśli chodzi o piłowanie i rabanie to się nie wypowiadam:) ale o szkodnikach ogrodowych mogę godzinami zwłaszcza, że u mnie i tych grzybowych i owadzich pełno ale też czworonożne kudłate i wielkie są aż dwa. Mają niszczycielską moc więc u nas też stanęły płoty ochronne z furtkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że wpisałem się z tym płotem w pewne ustalone działania

      Usuń
  4. Na mszyce idzie naturalnego zastosować oprysku z wody, w której się narwanych pokrzyw z dzień, czy dwa moczyło, bo owe tegoż zapachu nie znoszą. Nie działa to zbyt długo, ale jak się nie chce chemii stosować... A palić w kominku deskami z drzew najpewniej iglastych prosta droga, by sobie przewodu kominowego sadzą z żywicy nader ciężko usuwalną zapaskudzić...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie deseczki tylko na podpałkę
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. ach to kreowanie na drwala ;)
    krety Wam nie ryją?
    kiedy mój sąsiad zobaczył, ze zbudowaliśmy specjalne ogrodzenie aby pies nie niszczył warzyw, patrzył na nas jak na wariatów - to nie prościej uwiązać psa?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam brody, ale,,,ale koszula miałem wczoraj w kratę
      Siekierę mam zaś z czasów kiedy moda na drwala nie była na topie, bardziej Siekierezada
      POzdrawiam

      Usuń
  6. Też musiałabym takie ogrodzenie zbudować, żeby mi pies po grządkach nie latał. I dlatego grządek póki co nie mam...
    Ale na tuje też muszę uważać, jedną spisałam na straty i została przyznana psu w uznaniu jego zasług dla mnie i rodziny :).
    Rąbanie drewna lubię, ale 3 godziny to by był dla mnie zbyt intensywny trening siłowy. Też zaczynam mieć coraz większą frajdę z robót ogrodowych. To tak potem fajnie rośnie :), a jeszcze jakby można było zjeść! To hoho! (albo chocho?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze względu na tuje i iglaki zdecydowałem się na sukę.
      Teraz doceniam ten wybór i z innych powodów
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ja się nie mogłam zdecydować, piesio sam mnie swego czasu wybrał. :))) A iglakom starałam się zapewnić jak najlepsze dzieciństwo i warunki wzrostu, mam nadzieję, że sobie teraz nawet w nieco trudniejszych warunkach poradzą :)

      Usuń
  7. Jak mi kiedyś sąsiadka tłumaczyła, że sfermentowaną pokrzywą się chroni rośliny przed zarazą ziemniaczaną, a drożdżami przed mączniakiem, to się w myślach pukałem w głowę. Tymczasem miała rację. Biotechnologia w ogrodzie się sprawdza jak najbardziej - mikroba trzeba poszczuć innym mikrobem! I to naprawdę działa! http://sklepprobio.pl/pl/?gclid=CPr3xo2_4MUCFWvHtAodZBkA5w

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czytałem o tych sposobach naturalnych.
      Nie jestem uparty w żadną ze stron

      Usuń
    2. Ja tez nie. Po kilku kompletnie nieudanych próbach wyhodowania w miarę zdrowego pomidora odpuściłem sobie. :)

      Usuń
  8. Śliczny płot. muszę zmusić Pragmatyka, żeby mi podobny sprawił :-)
    Moje grządki są narażone na ataki zarówno Psicy, jak i Dziedzica .
    Co do piły, to się nie tłumacz, tylko na pytania sprzedawcy odpowiedz, ze niech go to nie obchodzi - wiesz klient- pan i władca :p
    Żarcik oczywiście

    OdpowiedzUsuń
  9. Wymieniać tak po nazwisku choroby i szkodniki roślin jest godne podziwu. Tego. Należy się jakiś honorowy dyplom Uniwersytetu Rolniczego:-)
    Swoją drogą coś jest w tym rąbaniu skoro tak sprzyja rozmyślaniu...

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolega zawodowy leśnik wciąż mi chciał o poprochu cetyniaku opowiadać. A jak zacząłem go błagać, żeby dał spokój, to płynnie przeszedł na rozwałka korowca. Każda liszka swoje owady chwali.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. A najlepsze są przędziorki w kędzierzawości, jakże one pobudzają wyobraźnię, że o turkuciu podjadku nie wspomnę...Ale najlepsze jest jednak rąbanie ze szczypaniem, filozoficznie oczywiście. Hanula

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć Antoni
    Też muszę rąbać drzewo, ale robię to niechętnie i dopiero wtedy kiedy wielkość zakupionych drwa zdecydowanie przekracza wymiary niewielkich drzwiczek czerwonego, szpanerskiego pieca kominkowego. A swoją niechęć do kontaktu z siekierą tłumaczę swojej Pani skojarzeniami z katowskim toporem. A swoją droga niech żyją bloki z ciepłymi, bezobsługowymi kaloryferami. Pozdro JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
  13. Sąsiadka robi opryski z pokrzywy z dobrym skutkiem. A u mnie jest tak jak Mickiewicz opisuje w Panu Tadeuszu w ogrodach.
    Mam zdrowe pomidory i nie sypane chemią owoce. I na zimę słoiki syropu na przeziębienia z tak zwanego mlecza. A babkę lancetowatą osobiście do ziołowego ogródka wsadziłam. Komar ugryzie zmięty w dłoni listek i już swędzenia nie ma. Poza tym syrop z będzie na wszelkie zimowe dolegliwości, bo chwast ten wielką moc leczniczą posiada. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Klik dobry:)
    Antoni, a tej chemii to nie masz więcej na wsi, niż zanieczyszczeń w metropolii?

    Płot jak się patrzy! Samopochwała należna i zasłużona.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ty to masz klawe życie :). pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Zawsze sadzę parę krzaczków ogórków i pomidorów. Od jakiegoś czasu nie mam zbiorów, zaraza niszczy rośliny. Chyba przerzucę się na rąbanie drew, przynajmniej pożytek jakiś z tego będzie. A może w ramach sąsiedzkiej pomocy i u mnie dałoby się taki piękny płot postawić. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń