wtorek, 24 marca 2015

Nowe słowo na g

Kiedy dzisiaj rano, codziennym zwyczajem zasiedliśmy do porannej kawy, żona podniosła kubek do ust ale po chwili odłożyła go stół, nie upijając nawet kropli.
- Myślałam, że życie na wsi w jakiś sposób nas ograniczy i zablokuje rozwój. Do dziś pamiętam przecież jak moja bratowa powiedziała, że musi mieszkać w Krakowie bo ma tu okazję ocierać się o prawdziwą kulturę. Mieszkała zaś w dziesięciotysięcznym uzdrowisku.
- Teraz przecież mieszkamy bliżej domu kultury niż wtedy gdy codziennie wdrapywaliśmy się na nasze krakowskie trzecie piętro, bez windy – dopowiedziałem, nie do końca rozumiejąc intencje małżonki.
- Zmierzam do tego – odgadła moje myśli – że w ostatnim okresie poznałam tyle nowych słów jak
areator, wertykulator. Wczoraj doszła do tego glebogryzarka. Te pierwsze dwa kojarzyły mi się bardziej z lotnictwem niż wsią, ale oglądanie glebogryzania wzbudziło mój entuzjazm.
- U mnie to była euforia – dokonałem stopniowania naszego zadowolenia.
W trakcie artykułowania naszych zachwytów, kawa osiągnęła temperaturę. Możliwe stało się jej picie, więc oddaliśmy się przedłużeniu, żona swojego entuzjazmu a ja euforii, delektując się wonną i aromatyczna kawą.
A wszystko to, poza kawą, za sprawą ostatniego weekendu.
W sobotę zawitał u nas teść mojego syna, w towarzystwie siostry i psa rasy labrador. Było to pierwsze takie psie spotkanie. Zwierzęta merdały ogonami, kręciły tyłkami i posikiwały z entuzjastycznie. Najpierw nieśmiało ale z upływem czasu coraz chętniej oddawały się zabawie. Pies jest starszy od naszej suki o jakieś pół roku i cięższy o pięćdziesiąt procent. Jak na faceta przystało, nie wykorzystywał swoich atutów i był wobec naszej młodej kobiety nad wyraz delikatny. Wszystko by było dobrze, gdyby w trakcie poznawania swoich charakterów i ciał, pies nie naruszył jakiejś strefy erogennej suki. Wtedy chodziło już tylko o zabawę w tatę i mamę.
Na tę zabawę nie było zgody i zwierzaki zostały odseparowane.
Nie, nie jesteśmy bez serc, tylko dopiero tydzień temu skończyły się „te chętne dni” naszej suki.
A jak coś źle obliczyliśmy?
- Zobaczysz jutro ją będzie bolała głowa – stwierdziła żona
- Może nie. W końcu zwierzęta trochę od ludzi się różnią – wygasiłem temat
Co ma jednak ból głowy do glebogryzarki?
Już wyjaśniam. Oddałem się pokusie niewalczenia z prądem w trakcie lania wody, a prąd jak to zwykle bywa, zaniósł mnie na meandry seksu. Wyłażę już z szuwarów i wracam do sedna.
Korzystając z pięknej pogody uruchomiłem wertykulator i z entuzjazmem zacząłem pastwić się nim nad trawnikiem. Wycinałem symetryczne rowki z lewa na prawo i ze wschodu na zachód.
Co chwilę opróżniać musiałem kosz w którym lądowała wyszarpana trawa, suche pędy i drobiny ziemi.
- A cóż to Pan Panie Antoni kosi jak trawa taka mała? – zapytała zaraz zza siatki sąsiadka, która lubi być we wszystkich sprawach dobrze poinformowana.
Uprzejmie poinformowałem ją, że to naprawdę nie jest to na co wygląda.
Cieszę się, że nie muszę prostować jej innych podpatrzonych wyobrażeń.
Oddawałem się tej czynności gospodarskiej do południa ze względu na to, że było ciepło jak i dlatego, że chciałem by było ładnie. Uroda trawnika po tym zabiegu była dyskusyjna ale teren wokół sprawiał wrażenie czystego i zadbanego. Nacięcia w trawie były symetryczne i regularne.
- No to lecisz z robotą – ocenił teść mojego syna.
- No, jeszcze nie przekopałem ogródka – zanegowałem swoje wyjątkowe wysiłki - Kompost leży od zeszłego roku. Muszę się zabrać za to zaraz po niedzieli.
- A może chcesz glebogryzarkę? - spytał nagle – Ja jej nie używam już od dwóch lat i przy moim zdrowiu nie zapowiada się na to bym ją jeszcze kiedyś odpalił.
- Glebogryzarkę mówisz ? – starałem się przeciągnąć moje udawane, niezbyt wielkie zainteresowanie.
- Mała, spalinowa, niewiele używana, w sam raz na twoje grządki
- Mógłbym się nad tym zastanowić - powiedziałem, chociaż w duszy mi grało – Yes, yes, yes.
- Nie dalej jak w środę mówiłem, że taka maszyna to by się przydała. Nie mam jednak kasy by kupować maszynkę na każdą okoliczność.
- No to kiedyś ci ją podrzucę – obiecał.
Wytrzymałem tylko do południa w poniedziałek. Co prawda teść nie odbierał telefonu, ale wtedy kiedy już straciłem nadzieję oddzwonił.
- Słuchaj, czy ta oferta z soboty jest dalej aktualna? - zapytałem.
- Na glebogryzarkę? Oczywiście
- A czy zamiast fatygować Ciebie, mógłbym po nią sam podjechać ?
- Kiedy mógłbyś być
- Za pół godziny
Byłam w przeciągu dwudziestu pięciu minut.
A potem jadąc z maszyną w bagażniku, nagiąłem kilka ograniczeń szybkości.
Już w domu uznałem, że obiad to strata czasu. Byłem jednak tak głodny, że zjadłem coś na szybko.
Poza pompowaniem małych kółek, czyszczeniem świecy i zalaniem baku, nie miałem wiele roboty.
Trochę poszarpałem za sznurek zanim silnik Briksa -Strattona odpalił. Najpierw nierówno aby z czasem uspokoić obroty. Rzuciłem się na działkę jak szczerbaty na suchary. Najpierw nieporadnie, ale za każdym nowym metrem przerzuconej ziemi, coraz sprawniej.
Euforia zakończyła gleborozgryzanie.
Popracowałem jeszcze trochę maszyną na sucho, a to włączając a to odłączając wirujące noże.
W kwadrans uporałem się z powierzchnią, na którą przy tradycyjnej łopacie potrzebowałbym całego popołudnia.
Suka przestała też obszczekiwać urządzenie, które zamarło w ciszy tak jak stało, na skraju ogródka.
- Jest fajnie,
- Dzwoń do teścia – podpowiedziała Maria.
- Marku, maszyna działa. Uruchomiłem ją i już mam obrobiony ogródek.
- Ty naprawdę jesteś chytry na robotę. Podziwiam i trochę zazdroszczę entuzjazmu. Ciesze się jednak, że prezent jest trafiony.
- Zostaję na noc - zdecydowała teściowa - a jutro od rana sadzę dymkę. Tak pulchnej ziemi nie miałam od dawna.
Ta euforia trzyma mnie i dzisiaj, tylko nie wypada mi dzwonić do darczyńcy by mu jeszcze raz podziękować.
Swoja drogą, ostatnio cieszą mnie takie proste rzeczy jak skopana działka.
Ale to chyba dobrze?

33 komentarze:

  1. A mnie ucieszyłoby skopanie tyłka i to nie jednego...Cóż, każdy ma swoje priorytety. Wydawało mi się ,że glebogryzarki są duże,takie przyczepiane do traktora, a okazuje się ,że i na przydomowy ogródek mogą się nadać. Ot! swoista miniaturyzacja. Ale jeśli do spulchniania ziemi użyłeś glebogryzarki, to masz raczej gryzioną działkę, a nie skopaną. W końcu jej nie skopałeś, tylko gryzałeś (glebę)i to za pomocą maszyny:) Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gryziona czy skopana, wszystko jedno. Rzodkiewka smakuje tak samo dobrze.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Ja ze zgrozą myślę o działce, bo nie mam żadnych widoków ani na glebogryzarkę ani nawet na ogrodową minikoparkę podsiębierną zasięrzutną. Chyba znowu trzeba będzie prezesowi ogródków wmawiać, że nasza działka jest ekologiczna i dlatego taka trochę nieuporządkowana. Ciekawe, czy i tym razem takie tłumaczenie przełknie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli to tłumaczenie podziała, nie widzę problemu. W końcu działka ma być miejscem wypoczynku a nie katorżniczej pracy.
      Bywają jednak perwersi w tej dziedzinie, jak piszący te słowa.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. " Ogrodowa minikoparka podsiębierna zasięrzutna" - majstersztyk :)
      Padłam i turlam się ze smiechu :D

      Usuń
    3. Ja czasami bywam przedsiębierna i zasięrzutna, ale żadna ze mnie mini ani koparka:)

      Usuń
    4. A i jeszcze podsiębierna bywam także

      Usuń
  3. Klik dibry:)
    Pewnie, że dobrze. Bardzo dobrze! Trzeba umieć się cieszyć z rzeczy prostych, bo z nich w większości sklada się życie. Nadzwyczajne zdarzają się tylko od czasu do czasu.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja tka mam. Ciesze się i pozdrawiam

      Usuń
  4. Koniecznie dzwoń do swego darczyńcy. Mówi się, że wdzięczność jest cechą królów. A może by mu w ramach wdzięczności przegryźć ogródek, skoro szwankuje mu zdrowie:)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Propozycje pomocy w tej dziedzinie złożyłem już w czasie wspólnej jazdy po maszynę
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Na pewno dobrze, ale dlaczego zepsuleś trawnik?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paradoksalnie to dla jego dobra
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Już dawno odkryto że największą przyjemność sprawiają rzeczy najprostsze albo codzienne - takie jak wschód lub zachód słońca.
    Tylko do tego trzeba dorosnąć.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to prawda z tym dorastaniem
      POzdrawiam

      Usuń
  8. Glebogryzarka oooooooooo pozazdrościć :-)
    I psiego spotkania :-D Nasza Psica niestety z tych autorytarnych, szczególnie na swoim terenie .
    U nas ogródek tez na przekopanie czeka, ale jak to na wsi, Pragmatyk zajedzie traktorem z pługami i przekopane ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to rozmach w robocie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Kokietujesz;-)))) bo wiadomo, że to wielka umiejętność cieszyć się z rzeczy prostych. Prostych, a nie drobnych - żeby była jasność. Bo skopany ogródek w 15 minut zamiast złachanie się przy tym w pół dnia to wielka różnica, a tym bardziej nie drobiazg.
    zante

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć Antoni
    Moja Pani byłaby zachwycona takim entuzjazmem dla spraw agrarnych. Nie może mi darować mojej nieprzezwyciężonej niechęci do wszelkich prac wychodzących tylko minimalnie poza standardowe przejście kosiarką po zbyt (oj, zawsze zbyt) wyrośniętym zielsku. Inna sprawa że tego zielska jest 40 arów i to terenu mocno nierównego i zarośniętego drzewami. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje Ci trzymanie się teorii o ekologicznych uprawach i naturalnych plantacjach
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Zostałeś więc mechanizatorem. Gratuluję i życzę owocnego glebowgryzania:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małym mechanizatorem
      Taki duży zaczyna się od ciągnika wzwyż
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. Pewnie, że dobrze. Takie gospodarskie czynności dają olbrzymie zadowolenie. :)
    I ja odczuwam wielką przyjemność, jak mi się coś uda zrobić w ziemi. pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki związek zadowolonych z grzebania w ziemi
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. No i po ciężkiej robocie. To jest to co lubimy najbardziej a bratki już kwitną? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jakaś robota się znajdzie. Pozdrawiuam

      Usuń
  14. Widziałam takie u Słowaków, jak pracowali na swoich mini-ogródkach; poręczne to-to, z napędem, robota tylko furczała; super maszyna; mam grządki podwyższone, nie kopię ich, tylko dokładam z wierzchu kompost, za to trzeba je częściej pielić; trzeba dzwonić do teścia syna, dziękować, odwdzięczać się, bo maszyna wielce pożyteczna:-) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Fascynacja nową zabawką aż nadto wyraźnie u Waszmości widoczna:)) Jak byś Wasze jakiś niedosyt odczuwał po zglebozgryzieniu (tak się to nazywa?:) swego, to służę swoim areałem:))
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W związku ,że takie zaproszenia się powtarzają z różnych kierunków widzę możliwości.
      Potencjał jest tylko dokupię gumofilce
      Pozdrawiam

      Usuń
  16. Glebogryzarka - brzmi intrygująco! :) Chyba się tez pokusze o ten sprzęt , wszak cała gęba jestem ze wsi podlaskiej :)

    OdpowiedzUsuń