wtorek, 4 listopada 2014

Ciasteczka z Krakowa

W zamierzchłych latach siedemdziesiątych kiedy to popularność święcił program ITR ( lustrowany Tygodnik Rozrywkowy), emitowany w programie III Polskiego Radia, pierwszy raz zetknąłem się z twórczością Grzegorza Wasowskiego.
Samouczek potwornie zdobiony, tak chyba nazywał się ten cykl programów. W nim to słyszałem taką oto dowcipną wiadomość:
Pewien staruszek z Nowego Jorku złamał rękę w jednym miejscu
Pewien staruszek z Nowego Sącza złamał rękę w trzech miejscach.
A jednak co Polak to Polak.
Skąd te w reminiscencje? Z czytania prasy.
Świat idzie w kierunku akceptacji narkotyków. Ponoć Czy nam się to podoba czy nie, w kilku stanach Ameryki można sobie kupić porcję marychy, by ją sobie wypalić w spokoju i w dogodnych okolicznościach. Ponoć maryśka mniej uzależnia niż wódka czysta lub kolorowa.
W Europie już wcześniej można było takiego zakupu dokonać, w specjalnie przygotowanych do tego celu coffee shopach jak brzmi eufemistyczna nazwa lokali, w których można legalnie zakupić i skonsumować marihuanę i haszysz. Można więc popalić trawkę lub nażreć się ciasteczek z dodatkami jak komuś szkodzi dym.
Pod sejmem demonstrowały Wolne Konopie, jedna z partii wpięła miniaturki liści w klapę i wydawało się że z tego wszystkiego wyjdzie to ostatnie czyli klapa.
Dobiliśmy i my jednak do Europy, cichutko i bez rozgłosu z tym, że u nas dostępność magicznych ciasteczek jest dużo większa.
Jedna z sieci krakowskich piekarni wypuściła drożdżówki z makiem, po zjedzeniu których świat nabierał takich kolorów, że nieprzygotowanym aż kręciło się od tego w głowach. Ponoć mak był z hurtowni a do hurtowni trafił z Pakistanu lub Afganistanu.
Wspaniałe poczucie jedności krakowian, bo przecież powstał zaczyn pod dobrze kiedyś  znane – sex, drugs, and rock and roll, zepsuło laboratorium pewnego szpitala psychiatrycznego które rutynowo zbadało mocz pacjentki powracającej z przepustki. Okazało się, że słomkowy płyn aż roi się od opiatów.
Po zapoznaniu się z wynikami analizy, doktorzy zrozumieli akceptację dla świata i ogólne zadowolenie swojej pacjentki. Nie uchroniło to jej jednak od konieczności odpowiedzi na kilka pytań. Po złożeniu wyjaśnień wyszło na jaw, że to owe drożdżówki spożywała dnia poprzedniego.
Badający natychmiast popędzili pod wskazany adres, by drożdżówki z makiem nabyć.
I dla nich świat stał się bardziej barwny, a praca mniej ważna niż przed jedzeniem.
Dla dobra nauki postanowiono badania powtórzyć bo wiadomo, że w eksperymentach najważniejsza jest powtarzalność wyników.
Grupka ochotników otrzymała dla porównania ciastka z innej firmy (bo wiadomo, że części badanych zawsze podaje się placebo). Ci nie objawiali jednak nadzwyczajnego wyluzowania.
Sprawę zepsuł ten który zdecydował się wyniki opublikować, bez dogłębnych badań nad istotą zjawiska. Niektórym bowiem bardzo się spieszy. Zaraz też odpowiednie służby zarekwirowały cały zapas maku z owej hurtowni, nie zapominając o gotowej już masie makowej we wspomnianej cukierni A.
Niestety ze względu na poziom cukru we krwi, najczęściej rezygnuję z zakupu gotowych wyrobów cukierniczych. Szkoda. Może raz na zawsze pożegnałbym objawy typowej jesiennej chandry.
Pojawiła się teoria spiskowa, w myśl której mak podrzucono aby elektoratowi świat wydał się piękniejszy. Instytuty opinii publicznej badają już jaki mogło to mieć wpływ na zbliżające się
wybory samorządowe. Ponoć jakieś słupki już drgnęły.
Jeżeli rzeczywiście cel był taki, a wiadomo że cel uświęca środki, to ktoś popełnił zdecydowany falstart. Chyba, że chodziło o to aby do tego dobrego samopoczucia przyzwyczaić się lub od niego uzależnić. Najłatwiej jednak chyba uzależnić się od ciasteczek.
A ja ?
Jak kto ma pecha, to tak jak ja pałaszuje właśnie kruche ciasto z masą jabłkowo - dyniową. Takie placebo do kawy.



25 komentarzy:

  1. Vulpian de Noulancourt04.11.2014, 15:09

    1. No i od tego momentu ta piekarnia może z dumą mówić, że jest "dobrze znana policji". O wiele lepiej i przyjemniej jest być znanym dobrze niż źle.
    2. Mak włazi nam w zęby, więc raczej omijamy takie rarytasy - a, jak widać, chyba niesłusznie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celne skojarzenie. Tu niestety dobrze znaczy źle
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Zaprezentowałam w mojej pracy ciasto na drożdżach makowe z Polski. Nie chcieli jeść za bardzo ... bo mak ma opium w śladowych ilościach . TO było w Holandii. Świat jest pop.....A to była zwykła rolada makowa ... rany ja chyba w Matrixie żyje

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcesz wmówić staremu Krakauerowi z krwi, kości i sernika wiedeńskiego, żem całe życie błądził, niewłaściwy, choć tradycyjny, deser wybierając?:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy co kogo kręci. Jedzenie w Krakowie sernika wiedeńskiego jest niemal patriotyczno sentymentalnym obowiązkiem
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Piekę ludziom chleby na różne zmartwienia, na złe losu koleje,z dodatkiem...
    Na wszelkie bolączki, na sercowe zawody, choroby, gorączki...
    https://www.youtube.com/watch?v=31RK8yBrc0Y

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak ja, piekę ludziom chleby. Wybieram najbliższych.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. I po co cały ten szum z uwalnianiem konopi , skoro wystarczy mak z dobrego źródła. Wy w Krakowie, to się umiecie bawić, że haj:) Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to wpływ angielskich turystów, masowo okupujących knajpy?
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Przyznam, ze zgłupiałam i nie wiem, co myśle o tym swobodnym dostępie do marychy. Znamienne, ze w Holandii, gdzie w tym temacie był pełny luz, jakowes obostrzenia zastosowano. Zdaje sie, ze chodzi wlaśnie o coffee shopy, gdzia w ostatnim momencie dawno dawno temu kolezenstwo wyrwało mi ciasteczko. Wiedziało, ze nie zamierzałam sie narkotyzować, ale wrodzona durnota mnie sprowadziła na manowce. Kiedys była przeciwna, teraz myśle sobie, ze w koncu Marycha nie jest samym zlem, kto ma wpasc w narkotyki, wpadnie, a kto używa wódeczki, moze stac się alkoholikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie wiadomo jaki mechanizm tym rządzi
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Ciebie też dopadła koleżanka jesienna depresja? Witaj w Klubie! Też nie załapałam się na magiczne ciasteczka . Buuuuu......

    OdpowiedzUsuń
  8. Cholercia, że też ja nie trafiam na takie drożdżówki, bo też bym chciała,by świat nabrał kolorów.
    I co komu to przeszkadza :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysio, tak nie załuyj, ponoc ta pani nafaszerowana morfina szczególnie szcześliwą nie była, a pobyt w szpitalu to już w ogóle masakra!

      Usuń
    2. Nieprzygotowanemu kręci się w głowie
      Tak słyszałem
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Koleżanka w Danii smakowała ciastka z marychą, wiele lat temu, kawusią popijając także z ową damą:) A u nas nie wolno polskich naszych własnych konopi na działce mieć, co to najlepiej pode słońcem zabezpieczają, przed mszycami, gąsienicami i przed żmijami czy przed językami żmijowymi tez, tego nie wiem. :)
    Aże się napaliłam na te drożdżówki :). Powiem tak, nasz mak polski lepszy, ale przecież nikt przy zdrowym rozumie, nie będzie polskiego maku w Polsce kupował, ani hodował, to przecież oczywista oczywistość jest, to samo dotyczy nasion lnu. Len sieją Chińczyki i od nich się kupuje to przecież oczywiste jest, prawda? I tak Olefarm co go można w aptece kupić, bo się tam wkręcili, olej na zimno prawdaż tłoczony z Chińskich zasiewów robią. I super jest. Qurna jest super!! A że nasiona lnu zatrute chemią, a kogoż by to wszak obchodziło,? ważne ze tanio. wrrr. A siemię lniane podjadać zdrowie samo na talerzu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsza jest we wszystkim przesada i w tej przesadzie nadgorliwość
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Pamiętam to było w zeszłym roku, dokładnie w tym samym czasie, jak jadłam drożdżówkę z makiem przed gabinetem swojego promotora. Nie dojadłam jej, bo profesor był szybszy niż ja i zdążył przyjść. Jakoś po kilkunastu kęsach nie czułam się zanadto wyluzowana na tym seminarium...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A powinno być raczej odwrotnie
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Placebo też może być przyjemne zwłaszcza z kawą...:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow, odcietam od swiata i o drozdzowkach nie slyszalam. Moze gdybym na nie trafila to Dziedzic by na rodzenstwo czekal ;-)
    U mnie, w ramach placebo, ciasto z jablkami, a zadek rosnie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej lubię z jabłkami
      Pozdrawiam

      Usuń