31 maja 2009

Maj 2009


31 maja 2009
Zbliżał się Sylwester .Do moich drzwi zapukał  młody Jachimczak .
Sąsiedzie robię Sylwestra , w nocy może być trochę głośniej.
Ok. w końcu to raz w roku.
 Ponieważ Sylwestra spędzałem w  domu , w towarzystwie szwagrów  dokupiłem  jedną butelkę więcej , gdyby trzeba było zagłuszyć odbieranie mużyki .Młody sąsiad  ma zdecydowanie inny gust muzyczny. Impreza zaczęła się po dwudziestej . U nas spokojne rodzinne spotkanie , u sąsiada ponoć impreza.  Nie , rzeczywiście zaczęła się .Miarowy odgłos uderzeń  fal dźwiękowych  o wspólną ścianę  wywoływałby  pewnie u mnie odruchy lękowe , ale przemyślnie dokupiona flaszka działała medyczne cuda. Z biegiem czasu  nasza rodzinna impreza rozkręcała  się ,humory były bardziej niż doskonałe.  U sąsiada monotonna  łupanina.
Zagrajmy coś dla równowagi  -zaproponowałem .
 Na konto imprez miałem zawsze przygotowany repertuar płyt.  Zwykle na koniec  puszczałem  „Nie wierz nigdy kobiecie „ Budki Suflera. Miałem  to na singlu  .W sumie nie wiem dlaczego , ale czynności potarzane cyklicznie  rodzą tradycję
 Drugim hiciorem  byłą płyta  Viva Chile  na bazie  utworów zespołu  Quilapayún .Ten longplay zawierał pieśni tradycyjne dla kultury chilijskiej,  przeplatane  rewolucyjnymi  kawałkami  .Kupiłem  ją na Węgrzech  w okresie,  kiedy to uchodźcy  po przewrocie Pinocheta masowo zaludniali kraje,  ze szczególnym uwzględnieniem krajów obozu socjalistycznego. Chilijskie pieśni rewolucyjne są rewelacyjnie  , a dodatkowym plusem jest to że nie rozumiem  tekstu . No może  poza Patria , ale ojczyznę kochać  trzeba i szanować …   Venceremos ,  Malembe  ,wspomniana Patria  rozgrzały krew. Pokrętło głośności samo windowało  się do góry. Cóż dużo mówić  ,wyszaleliśmy się do rewolucyjnych pieśni chilijskich. Rano miałem być może trochę wyrzutów sumienia  co do nocnego imprezowania  , ale ból głowy był większy niż wyrzuty .
Gdzieś tak  w okolicy Trzech Króli spotkałem sąsiada z dołu , jak to się popularnie mówi .
Chciałbym porozmawiać z Panem na temat  współżycia sąsiedzkiego  - zaczął.
A chodzi Panu o Sylwestra czy całokształt ?  – próbowałem rozszyfrować problem.
O Sylwestra mi nie idzie, to raz do roku i nie ma o czym mówić .
A to staje się ciekawe bo nie rozumiem  - powiedziałem zgodnie z prawdą .
Nigdy nie wiercę ,nie  stukam  , nie  przycinam po dwudziestej .Nie pozwalam dzieciom biegać na boska   a nawet w ogóle .
Bo Pan sobie urządza kąpiel po dwudziestej trzeciej ! - wyartykułował sąsiad
A chodzi Panu o moją higienę osobistą . Widzi Pan mam dwoje dzieci . Chodzą one  spać coraz później, a ja  jeszcze lgnę do swojej żony. Lubię z niej skorzystać  . I często myję się  przed a zawsze po !
To trzeba sobie zbudować domek i tam zażywać kąpieli – nie ustępował .
Ja wiem że poprzednio mieszkała tutaj nad Panem kobieta po wylewie , samotna bez dzieci i przyzwyczaił się Pan do ciszy . Ale teraz mieszka tam pełna rodzina z dziećmi i potknięcia zdarzają się . Pan też jest zresztą posiadaczem drobnych dzieci. Poza tym prawo do czystości chyba mamy? Gdyby tak  trafił Pan na rodzinę tramwajarza i ten mył się i popierdywał na kiblu o wpół do czwartej , to co by Pan zrobił ? . I czy ten tramwajarz powinien mieć wobec Pana wyrzuty sumienia że nie stać go na własny domek ?
Generalnie jestem przeciwny Pan kąpielom. –  ripostował  sąsiad.
Ale widzi Pan  - kontynuowałem –  Życie w bloku to suma kompromisów . Ja na przykład mam sąsiada za ścianą  .Słabo słyszy  podkręca więc  głośnik w swoim telewizorze i wtedy  jego  fonia  gości   w każdym kącie   mojego  mieszkania.  I czasem proszę  aby oglądał chociaż ten sam program.
A sąsiad -  to nie mój a Pana problem  .
Jeżeli tak podchodzi Pan do tego , to od dzisiaj ja  będę Pana problemem  - podsumowałem.
Oczywiście cały czas kontroluję swoje działania , aby nie potrzebnie nie zakłócać sąsiedzkiego  spokoju .Pewne rzeczy potrafią się jednak wyrwać poza plan .Bo jak mawiają górale śmierć , miłość i sraczka przychodzą z nienacka..
O dziwo sąsiad nauczyciel też  wyciągnął wnioski z tej rozmowy .Doszedł pewnie do wniosku że zawsze może być gorzej , gdy nie szanujemy  tego co mamy .
Od tego czasu częściej ze sobą rozmawiamy  , zawsze sympatycznie witamy się i nie czynimy złośliwości. Myślę że rozmowa potrafi zdziałać cuda.
Co prawda znajomy któremu to ostatnio opowiedziałem podsumował żę sąsiad jest spokojny , bo z każdym rokiem rzadziej  korzystam z niespodziewanych kąpieli (Pił do wieku złośliwiec ) I jak mu powiedzieć żę z czasem  trzeba o higienę dbać bardziej .Kto widział Don Juana de Marco i   Fuye Dunaway  w łazience wie o czy mówię. 
Antoni Relski
12 komentarzy
28 maja 2009
W czasach dzieciństwa i wczesnej młodości ,  w mojej rodzinnej miejscowości  funkcjonował fotograf ,  który specjalizował się w fotografiach użytecznych . Takich do dowodu osobistego czy paszportu. Fotografowane przez niego twarze posiadały przepisowo skrzywione twarze  i odsłaniały właściwy kawałek ucha ,  ale w swej poprawności były tak komicznie pokrzywione  , jakby przed chwilą otrzymały zamaszysty cios z liścia w twarz  .Fotograf uwiecznił to właśnie maksymalne wychylenie głowy. Tradycją też było, że trudno było rozpoznać się na tej fotografii. .Problemy z rozpoznaniem miał również sam  Pan fotograf , dlatego rzucał na blat dwie , trzy różne twarze i pytał :
- na którym z tych zdjęć się Pan rozpoznaje?.
 Surowe komunistyczne realia pozwalały funkcjonować  temu rzemieślnikowi  ,może z tego powodu, że warsztat swój  ulokował naprzeciw  budynku Komitetu Powiatowego PZPR  .Z tam też  cyklicznie otrzymywał zlecenia  dokumentacji pochodów pierwszo majowych,  czy zlotów potwierdzających braterstwo  dwóch narodów  słowiańskich. W tym przypadku las czerwonych flag wystarczał zleceniodawcom  zupełnie. . A brak podobieństwa  oryginału do zdjęcia bywał nawet zaletą  nie przeszkodą dla części społeczności , która jak przysłowiowa rzodkiewka czerwoni z zewnątrz,   biali byli środku swojej duszy .   Zdjęcia pełne nierozpoznawalnych postaci wisiały potem na wystawie warsztatu,  przypięte szpilkami jak motyle  do czasu kiedy słońce nie wypaliło całkowicie postaci , a sam kartonik nie zrolował się do wewnątrz  utrudniając  oglądanie . Jeżeli zdjęcia tego autora znajdują się aktualnie w dokumentacjach IPN   , większość TW może  spać spokojnie. Niektórzy z klientów  próbowali walczyć z fotografem zaczepiając słownie twórcę .
-  Ależ ja  źle wyszłam na tym zdjęciu!
- Kochana Pani robiłem co mogłem – Albo-
- To zdjęcie nie obraz , nie da się upiększyć.
Młodszym czytelnikom przypominam że zdjęcia robiło się wtedy na błonie filmowej , nie było komputerów i  photoshopa ,   co niektórym  może wydawać się nie możliwe.  Jedynym  dopuszczalnym sposobem był retusz na kliszy,  czyli cieniowanie go miękkim ołówkiem . Dzięki tym praktykom twarz zyskiwała pozory szlachetności , ale zdjęcie sprawiało wrażenie robionego przed wojną . Myślę tutaj oczywiście o tej drugiej światowej.  Sam  mam jeszcze takie zdjęcie robione do pierwszego dowodu osobistego na którym wyglądam jak młodszy brat Eugeniusza Bodo  ( mam nadzieję że ktoś jeszcze pamięta przedwojenne komedie )
Takie zdjęcia nie były jednak dopuszczane do paszportów
-.Bez retuszu - powtarzali urzędnicy
- Robiłem co mogłem  powtarzał w kółko Pan fotograf
To  Pan nie wiele możesz , wypaliłem w końcu odmawiając zapłaty za komplet sześciu sztuk legitymacyjnych . Sam  posiadałem aparat  Praktica L2 .Czułem się pewny w temacie  zdjęć , a przez wiek bezkompromisowy. Zemstą fotografa było powieszenie  takiego , niezapłaconego  zdjęcia w gablocie na zewnątrz  pracowni ku uciesze gawiedzi i znajomych ofiary , Stojąc przed wystawą  i parskając śmiechem  pokazywali sobie zdjęcia palcami   . Nie funkcjonowała wtedy jeszcze Ustawa o ochronie danych osobowych i wizerunku.
Pan fotograf poczuł artyzm , który  rozpierał jego płuca i uderzał w tętnice , postanowił więc zostać artystą . Rozwiódł  się z żoną i poświęcił fotografii artystycznej  z udziałem modelek. Próbki działalności obejrzeć można było na drugiej części gablotki .Oczywiście były to zdjęcia  tekstylne,  ale talent fotografującego był  tak porażający , że pomimo odzienia trąciły  takim  pornograficznym zaduchem . O sztuce  czy erotyzmie nie można tu było w ogóle mówić.  
A potem zakład zamknął swoje podwoje . W jego miejsce wybudowano nową kamienicę,  którą sfinansował Pan Bolek cukiernik z zawodu , który uzupełnił działalność o  sprzedaż lodów. Uwierzył w słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego  o  biznesie lodowym  które brzmiały mnie więcej tak:
Nagle widzę napis lody , taki napis niech ja skonam ,
 i maszyna wprost z zachodu  i kolejka tak skręcona.
Zza maszyną  Matka z zięciem za wspólnika mają teścia .
I za każdym pociągnięciem trzy dwadzieścia , trzy dwadzieścia .

Tak było  i kręciła się ta kolejka a Pan Bolek kręcił lody  ,wykręcając z nich kolejną  kamienicę.
Pan Bolek  wsławił się  był  swego czasu   bardzo ciekawym działaniem .Otóż w cukierni w której sprzedawał ciastka swego wypieku , w jakiś piątkowy czy sobotni wieczór wysiadło światło. W tej ciemności z jednej strony lady stał Pan Bolek,  z drugiej około sześciu osób . Na ladzie pomiędzy nimi tace pełne pączków , kremówek , eklerek  czy Wuzetek . Wszystko w jednej cenie dwa złote. Ze zwiększeniem   zysku z produkowanych ciastek  Pan Bolek radził sobie tak , że co jakiś czas powierzchnia ciastka zmniejszała się o  parę m milimetrów . I tak jeżeli w jednym roku z blachy wychodziło 24 cias tka  to już po roku z jednej blachy można było wycisnąć  dwadzieścia osiem ciastek. .Cztery razy dwa równa  się  osiem . A pamiętajmy że działo się to w czasie , kiedy ceny były urzędowe i to na poziomie Centralnego Komitetu PZPR ustalano cenę kilograma mąki,  czy kostki masła. Ten to Pan Bolek stał w ciemności , a naprzeciw niego kolejka spragnionych jego wypieków. Komórki  mózgowe  podpowiadały jak uchronić  cenny towar. Kiedy w końcu światło pojawiło się równie niespodziewanie jak zgasło , oczom kupujących ukazał się Pan Bolek , który ręką uzbrojoną  w długi nóż do  krojenia ciasta , zamaszyście machał w lewo i w prawo nad blachą pełną kremówek. Najpierw zdziwienie , potem śmiech  , na końcu plotka która  z kosmiczną szybkością rozniosła się po mieście. Ganialiśmy wtedy w szczeniackiej grupie  , aby z nienacka wpaść do cukierni z okrzykiem .:
-  Bolek nie czaj się wyciągnij  ten odważnik spod lady.
 Stał bowiem zawsze  Bolesław z rękami opuszczonym pod ladą  i po nauczce z nożem podejrzewaliśmy , że być może dla ochrony kasy posiada tak specjalny odważnik pół kilowy i nie zawaha się go użyć  . Cierpiał więc Pan Bolek nasze gówniarskie docinki , zmniejszał wymiary ciastek  i obsługiwał maszynę do lodów  .Na końcu swej drogi życiowej czekał już na niego  rodzinny grobowiec z pełnego marmuru , z mosiężnymi literami  .Przy nim to wdowa   zdobna w gigantycznego lisa upiętego wokół  szyi , każdego pierwszego listopada rozpalała  morze lampek ustępując  chyba tylko wdowie po piekarzu .
Złe  ludzkie języki  powtarzały z ust do ust na przystankach i w kolejkach  sensacyjne informacje  o działaniach , sztuczkach czy zabawach  biznesmenów. Bo przecież   wiadomo jak to jest   z piekarzami .  W ich chlebie jest tyle dziurek . Mało miasteczkowy  establishment  ,piekarz , cukiernik , ajent CPN – u . O ajent CPN   to była figura . Pracował w szkodliwym środowisku i to na państwowej posadzie . W związku z kontaktem z ołowiem zawartym w benzynie  tracił zęby,  ale nie specjalnie tego żałował. Miejsce naturalnych zajęły  nowe – złote. I było to jeszcze przed tym jak śmialiśmy się z mody nowych ruskich. Zresztą Pan  Rysio  był posiadaczem drugiego samochodu w naszym bloku. Pierwszego Moskwicza  chyba 406  posiadał taksiarz ,  ale wiadomo dla niego to narzędzie pracy. Swoje pierwsze P-70 kupił Pan Rysio gdzieś na giełdzie  i od tej pory grzebał całymi dniami ubabrany po łokcie , bo silnik gasł co chwila  lub w ogóle nie chciał zapalić. Kiedy zaś zapalił  ,ruszał w kierunku głównej drogi a my dzieciarnia , niczym piechota z pod Lenino z głośnym wyciem biegliśmy wokół, wdychając  smród spalin  dwusuwowego  silnika . Dla nas to był  aromat najprawdziwszej cywilizacji.  Pan Rysio  jaki jedyny w naszej klatce kupował  kolorową gazetą . Był to tygodnik „Panorama”  na ostatniej stronie której zamieszczano zdjęcie  dziewczyny w kostiumie kąpielowym i majtkach zakrywających niemalże całe biodra. O ile dobrze sięgam pamięcią tam udało  mi  się zobaczyć  pierwszy sutek damski w ujęciu artystycznym , albo po prostu to suma kiepskiej jakości zdjęcia oraz mojej wybujałej fantazji. Schodziliśmy tedy do syna Pana Ryszarda  gotowi oddać swoją tubkę dropsów , aby chociaż przez chwilę popatrzyć na gołą babę. .Tak to nasze poznania w młodości  były mocno utrudnione.  Pamiętam jak któregoś dnia Pan Rysio wpadł do kuchni  z głośnym okrzykiem : O nowa Panorama  .Nie zauważył nas i od razu odwrócił pismo na ostatnią stronę . Za chwilę lekki uśmiech znikł z jego twarzy  , podłożył pismo i rzekł – Nie ten numer już czytałem. Ciekawy sposób identyfikacji  magazynów.
O imprezach i baletach  z udziałem płci opowiadało się z taką precyzją , jakby relację zdawał  uczestnik tej balangi  , ale sądząc po statusie czy urodzie w żaden sposób nie mógł znaleźć się w obgadywanym gronie.  Bicie się w piersi  i przywoływania imienia Pana swego na daremno,  uwiarygodnić miało te historie  .Zwykli i ludzie żyli inaczej, zwykli ludzie żyli oszczędnie . A oszczędność podcinała skrzydła fantazji . Bogaci mogli wiele. Bo któż bogatemu zabroni.
Ostatnio  spacerowałem wśród cmentarnych alejek Mojego Miasta Urodzenia  .Kiedy pożegnałem grób ojca  naszło mnie na taką skróconą podróż do lat dzieciństwa . Nagrobki z nazwiskami jak  tytuły rozdziałów za którymi kryją się historie , śmieszne ,  zwyczajne a czasem nawet tragiczne. Nazwiska przywołują  wspomnienia  ale w moim przypadku nie brązowią postaci . Obrazy  które przywołuje moja pamięć   pokazują , że miałem do czynienia  z ludźmi z krwi i kości z  emocjami i słabościami . I oby mi tak zostało na zawsze 
Antoni Relski
15 komentarzy
26 maja 2009
Nie wystukam dzisiaj na klawiaturze numeru telefonu do mojej matki. Z uśmiechem na ustach  nie złożę jej życzeń  i nie podziękuję za matczyne ciepło i troskliwość . Moja matka nie odbiera  telefonów  ode mnie. Kupiła sobie nawet specjalny aparat  z wyświetlaniem numeru telefonu dzwoniącego . Wobec  braku chęci uzbrojonej w  nowości techniczne jestem praktycznie bez szans. Moja mama nie utrzymuje ze mną kontaktów . Od śmierci Ojca  wszystkie wątpliwości  i zastrzeżenia  jakie miała wobec swego męża przelała na mnie.  Jako pierworodny syn , kultywuję więc  dzieło swego ojca, jak kol wiek by to gorzko  nie zabrzmiało.  I wiem że matka jest chora , mam świadomość , że  najczęściej to emocje nie rozum wpływają na jej decyzje. I można by to zmienić gdyby nie brak woli samej zainteresowanej .Takie prawo funkcjonuje w Polsce  a wahadło demokracji raz przegina raz w lewo raz w prawo .  Ból jest tym większy że przez całe młode życie wychowywany byłem przez ojca w szacunku i  miłości  do matki.  I myślę że taki wyrosłem . Nie przypominam sobie słowa ,które byłoby   wobec matki , kobiety   nieodpowiednie , czy emocjonalnie podniesione. Los zdecydował za mnie  i brak mi  tej wizyty u matki , gdzie na talerzem pomidorowej mógłbym powiedzieć :   jest mi źle mamo . Nie opowiem o tym co mi się udało lub nie . Z wiekiem  coraz bardziej mi to doskwiera. Wiem że oboje mamy coraz mniej czasu  . Nocami dręczy mnie taki koszmar  :  jakiś reporter interwencyjny podstawia  mi mikrofon pod nos i w świetle  kamer zapyta : Dlaczego nie interesował się Pan losem matki.  Pełno takich pytań np.  w TVN-owskiej  Uwadze. I  jak wtedy wobec całej Polski wykrzyczeć   że to nie prawda .Głos więźnie mi w gardle ,budzę się i  jest mi byle jak . 
Jeżeli więc  nie mam możliwości uczynienia tego w inny sposób , to tą drogą :
Chociaż wiem że nie korzystasz z  Internetu   pragnę Ci powiedzieć :
 Kocham Cię  Mamo  i dziękuję za to jaka byłaś 
 
Antoni Relski
15 komentarzy
23 maja 2009
Tekst bez związku z tzw świńską grypą .Jak mówił śp Maciej Kuroń :  wiem co jem ,  a Wy wiecie ?
Była już około wpół do piątej  . Mrok stajni przełamał blask żarówki czterdziesto watowej , ciemniejszej jednak w blasku ponieważ po ostatnim sezonie mocno została zapaskudzona przez muchy , które gęsto obsiadały ją nie bacząc na niebezpieczeństwo z tego wynikające. Z za drzwi wyłonił się Józek gospodarz i dobrodziej tutejszej stajni oraz całego gospodarstwa rolnego , za nim Staszek , miejscowy osiłek  co to może nie pogada ,ale przepisowo w ryj przypieprzyć potrafi. Poza tym dusza człowiek zawsze chętny do pomocy jeżeli ktoś jej potrzebuje. Krowy leniwie uchyliły po jednej powiece  ,bo to jeszcze nie pora aby poić a tym bardziej by ciągnąc  za mleczne cycki. Tylko świnie jak to zwykle zaczęły pochrząkiwać  radośnie , bo widok gospodarza nieodmiennie kojarzył im się z pełnym korytem. Najbliższa przyszłość jednej z nich nie rysowała się jednak w różowych barwach ,ponieważ na tą właśnie sobotę Józek zaplanował  tradycyjne świniobicie. Nieświadoma swej roli w dzisiejszym spektaklu jedna z nich podbiegła zbyt blisko gospodarza ,który fachowym chwytem złapał ją za uszy i kopniakami zachęcił  do udania się w wyznaczonym kierunku .Staszek złapał za tylne nogi, dźwignął do góry  i w ten sposób świnia znalazła się w stalowym uścisku dwóch rządnych krwi facetów. Nim reszta zwierząt pojęła o co chodzi ,opuścili we trójkę chlew udając się w tą ostatnią życiową drogę wypasionej blondyny. Uderzenie obucha siekiery zwaliło świnię z nóg  a następne rozpłatało czaszkę ,pozbawiając całkowicie życia. Jeszcze w ostatnim tchnieniu zwierzę wydało ciche charknięcie zanim po raz ostatni wypuściło z siebie powietrze.
O dzisiaj Józek bije - rozległo się w okolicznych domach. Potem każdy z nich przewrócił się na drugi bok przymykając oczy ,bo do karmienia  inwentarza  zostało jeszcze ze dwie godziny a w pościeli obok leżała , pełna wewnętrznego ciepła małżonka atrakcyjna w tej chwili chociażby przez sam fakt tego , że aktualnie była pod ręką .
Kiedy słońce w końcu   wyszło zza góry oświetliło  wiszące  ciało świni. Tylne nogi podwieszone do futryny drzwi od stodoły solidnym łańcuchem .Brzuch rozpłatany , pozbawiony wnętrzności , krew do kaszanki złapana ,jelita do kiełbas  czyszczone i płukane w przepływającym przez osiedle potoczku. Każdy z domowników znający dokładnie swoje obowiązki sprawnie przemykał przez podwórko .Pojawił się już Karol z maszynką do mielenia mięsa .To on dzisiaj będzie mistrzem ceremonii,  on to za pięćdziesiąt  zeta plus bonus mięsny przerobi kwiczącą jeszcze niedawno świnię na kiełbasy boczki ,salcesony i pasztetowe.  Józek udał się do spiżarni gdzie z większego baniaka do półlitrowej butelki zlał swojską gorzałkę, którą przerobił w zeszłym tygodniu planując dzisiejsze świniobicie. Zakręcił ręką metalową nakrętkę i już miał wyjść gasząc światło ,ale po chwili zastanowienia cofnął się i nalał jeszcze jedną połówkę . Potem starannie zamknął  baniaczek , zgasił światło i zamknął za sobą drzwi do  spiżarni. Jedną butelkę zostawił za drzwiami do sieni a z drugą wyszedł do szopy .
- A napijcie się  Karolu  na dobrą robotę .
Cyk , cyk i dobrodziejka gorzałka zaczęła krążyć w żyłach  rzeźników  amatorów.
- Wypijmy jeszcze po jednym bo za chwile przyjdzie Staszek .
Staszek gospodarz i sąsiad z osiedla , wielki admirator  swojskiej gorzałki oraz każdego innego płynu zawierającego procenty. Staszek potrafił wyczuć otwartą butelkę z odległości pięciuset metrów i wcześniej czy później można go było zauważyć w szerokim gronie konsumentów.  Mięso odkrojone schaby schładzane przed zamrożeniem , kości i głowizna gotują się na salceson a wątroba na pasztetową. Słonina oceniona według specjalnej miary. O ile Anglicy mierzą odległość w stopach  u nas grubość słoniny mierzy się palcami. I komentarze w stylu   
-  Dobra słonina gruba na dwa palce . A  w zeszłym roku to swok  Maciej miał świnię co miała słoninę na trzy palce.
Ostatnimi jednak laty bardziej ceni się mięso niż słoninę . Wieś też się bogaci. Mięso zmielone przyprawione do smaku. Karol wziął odrobinę w  dwa palce  i takie surowe włożył do ust .
- Będzie dobrze , lubię pikantną.
Napychanie jelit mięsnym farszem  kończy rytuał  potem tylko powiązać na kij i do wędzarni. Faceci mają czas wolny .Teraz kobiety zajęły się myciem , sprzątaniem  i czymś tam jeszcze  co w kobiecej psychice uznawane jest za niezbędne i konieczne , a przecież faceci wiedzą doskonale  że konieczne jest tylko żeglowanie. Wiadomo -  navigare necese  est.
Chłopy zasiadły więc w cieniu szopy  i mając na widoku wędzarnię  przepijały do siebie ,raz za razem , raz za razem. Chwilę później  pojawił się Strażak. Szedł co prawda  do lasu pociąć smreki ,ale nie odmówił wypicia jednego. Odłożył tylko  motorówkę pod stajnią i zasiadł w tworzącym się właśnie kółku zainteresowań. Potem doszedł jeszcze Krakus ,ciekaw wszystkiego  co związane z tradycjami i obyczajami. Taki chory na te obyczaje i tradycje. Kosztem sporej kasy remontuje chałupę starając się utrzymać jej klimat ,podczas gdy miejscowi pukają się z wyrozumiałością w czoło  .Twierdzą że „ trza było zwalić wszystko z góry  i postawić nowe z pustaka Maksa „  .
Bez grzyba w drewnie , myszy i kun , ale też bez ducha jak często mówił Krakus.
Do kompletu brakowało jeszcze Staszka  , degustatora. Pojawił się był pod koniec wędzenia,  ponieważ obowiązki wobec  ziemi  i natury wypomniała mu i wyegzekwowała jego ślubna małżonka. Józek już wykonał kurs po drugą flaszkę,  która gdy tylko poczuła powietrze  parowała z siłą  taką że Józef przemyśliwał  już kurs po następną  . W tak zwanym międzyczasie  kiełbasa dojrzałą już do konsumpcji. Wyciągnięto  więc kij,  a z całej kupy Józek wyciągnął  jedno pęto rzucając je na deskę . Ociekająca w tłuszczu gorąca , świeżo wędzona kiełbasa. Cholernie niezdrowa , szalenie  apetyczna , kusząca jak kobieta swoimi wdziękami. Najbardziej napalony na kiełbasę  był chyba Krakus,  ale po kilku latach przenikania się wzajemnie kultur wiedział, że kiełbasa jest do zakąszania a nie obżarstwa. Gorzałka pobudziła krążenie . Języki stały się giętkie  ale w innym niż Mikołaj Rej pragnął rodzaju giętkości.
A Jasiek to był na robocie w tym no w tym ? -  głośno zastanawiał się  Staszek   .
 W Anglii -  podpowiedział mu znający zapewne  tę opowieść , poirytowany lekko Zbyszek.
 W żadnej Anglii w Londynie -  obruszył się Staszek .
 Przepił  do Strażaka ,przepisowo strzepnął resztki  gorzałki pod nogi  i uzupełnił puste szkło . Długim nożem wyrobionym w półksiężyc od częstego  ostrzenia  , zaciął kawałek świeżo   uwędzonej kiełbasy  obrał  jelita wsadził do ust ,żując ze znawstwem.
 Dwa tyźnie temu to my robili kiełbasę u stryka Karola , ale my  wybili  ździebko  za dużo  i stryk się uśpił przy wędzarni . Okrył się derką  i zamknął oczy a jak się obudził, to w jelitach latało w koło wysuszone mięso . A i boczków nie było tylko skóry zostały. Ech żal , ale gorzałka była przednia, bo ją stryk napędził na chrzciny  najmłodszego wnuka , jeszcze w zeszłym roku.
A tam , stryk pędził .  Przecie wiecie że to ciotka kręciła – poprawili  Staszka zebrani .
 A czemu się mówi kręciła jak ona leci z destylatora -  spytał Krakus  pragnący się jak zwykle przypodobać zgromadzonym w myśl zasady , jeśli wszedłeś między wrony musisz krakać jaki i one.
 No bo jak się nastawia zaczyn z cukru i dojrzeje to można zostawić i się samo przedestyluje . Trzeba  tylko uważać  żeby nie palić zbyt mocno bo zaciągnie do rurek i będzie mętne. A jak się robi z żyta , to trzeba kręcić  tym w kotle żeby się ziarna nie przypaliły . Śmierdzi wtedy jak kruca fuks .
 To stąd się mówi ukręciłem sobie trzy litry żytniówki  -  zorientował się Krakus .
 Jak żem  zeszłym razem pędził tom przypalił - powiedział Franek.
 I cóżeś zrobił ?
A przepuściłem  przez węgiel drzewny  , com  go miał w piecu . I doprawiłem   karmelem . Smród trochę minął ,ale jak się ją wypiło to w żołądku robiło się  jak przy ognisku. Nikt jej nie chciał pić . Dopiero jak my sprzedali konia to przyszli kupce  i my zaczęli .Po trzeciej flaszce  ja im mówię -  gorzałki już nie mam. Tylko taką co mi się nie  udała. Dawaj popróbować powiedział nowy  właściciel konia. Wypilimy tak jeszcze dwie flaszki ,  tylko te kupce co kwila chodziły wonitować za chałupę . Jam to strzymał dopiero mnie wzieno nocą i trzymało do połednia  , a oczy to m i mało nie wyszły ze łba. Oj głupiś Franek –podsumował ktoś z zebranych  . Przecież można się było struć .
Swojom  się nie strujesz - powiedział ze znawstwem Staszek .
Ten mój znajomy co był w tym no, no ?
 Londynie -  odparli chórem zebrani .
 To tak kupował takie wino owocowe nawet dobre bo jeszcze do tego tanie. Tylko potem po wypiciu to go tak trzymało aż od tego małpiego rozumu dostawał .
Wina to ja nie lubię -  powiedział ze wstrętem  Józek.  Jak żem się kiedyś struł  winem co takie słodkie było tom sobie obiecał  , że w życiu nie wezmę do gęby .
No ale to chyba było lepsze niż picie gnojówki  - zażartował Strażak .
 Wszyscy parsknęli śmiechem  , no może z wyjątkiem Staszka.
 A o co chodzi z tą gnojówką ? -  dopytywał się  swoim zwyczajem Krakus .
 A o tym to ci opowiemy następnym razem , ale ciekawość będzie Cię kosztować  flaszkę . Stoi ?
 W tym stanie ciała i  ducha Krakus byłby w stanie zgodzić się nie tylko na flaszkę . Wszak gorzałka złodziejka łagodzi obyczaje i uskrzydla duszę  .
   

Antoni Relski
24 komentarzy
20 maja 2009
Jadąc przez moje osiedle zauważyłem  tabliczkę , która przybita do metrowej wysokości palika zabraniała  wyprowadzania psów  na tereny zielone .Zabraniała  pod karą grzywny oczywiście .`Brakowało tutaj tylko dopisku :  osiedla , miasta  lub  kraju ,  jak w pamiętnych Alternatywach 4 .  Nie jestem zwolennikiem psich kup , którymi upstrzone są  osiedlowe chodniki , tym bardziej rażą mnie kupy zdradliwie porzucone i ukryte pomiędzy źdźbłami traw  na rachitycznych osiedlowych trawniczkach. Zwłaszcza od czasu zmiany przepisów , gdy jako pełnoprawny obywatel swobodnie mogę po tym trawniku ganiać . Bosą stopą bratać się z przyrodą i poczuć bijące serce matki Gaii .  No z tym chodzeniem bosą stopą to przesadzam , bo sąsiad właśnie wczoraj wieczorem wyrzucił  z balkonu  pustą butelkę, która z głośnym hukiem rozpadła się na kawałki wielkości diamentów Swarowskiego .  Nie postawię stopy pośród zielonych traw osiedlowego skwerku z obawy o to, że wdepnę w gnijące jedzenie którego resztki wyrzucane są  przez okno pod pozorem  karmienia gołębi lub piwnicznych kotów. Czy więc zakaz wprowadzania psów polepszy zieloność łąki i zabezpieczy czystość i porządek . Czy jako ludzie jesteśmy bardziej predestynowani do łażenia po trawnikach . Nie wydaje mi się  . Pies srający na trawniku  pod drzewkiem  czyni tak od tysiącleci  a po wszystkim tylnimi lapami w taki smieszny sposób próbuje zasypać efekty swojej przemiany materii. Trudno dziwić się psu i mieć do niego pretensję. W` końcu przewidując psie zachowanie można  nauczyć psa załatwiania swoich potrzeb w wyznaczonych miejscach. Trzeba je tylko wyznaczyć Gorzej z ludźmi którzy od wielu dziesiątków lat mają alternatywę do wyrzucania odpadków przez okno , a jednak to czynią .  A wiec karać  czy  może wychowywać . Odpuścić psom a wychowywać ich właścicieli . Zacząć od kultury życia i współżycia. Może najpierw karać za wyrzucanie puszek , butelek, reklamówek. starego chleba, kości , czy  co tam jeszcze wymyślimy.
Zakaz  wyprowadzania psów na tereny zielone  jest nie konstytucyjny , ponieważ w głębokim lekceważeniu mają  go  psy bezpańskie które bez obroży  i właściciela oblewają i obsrywają co popadnie. Czy pies gorszy bo bezpański jest w takim razie lepszy  chociaż  jest gorszy?. On może huknąć kloca na środku mojego trawnika , a York mojej sąsiadki z dołu nie , bo sąsiadka umie czytać ?. A może zacząć od uświadamiających akcji , bezpłatnych  torebek  czy jakichś tam innych pojemników na psie kupy .Może wytłumaczyć sąsiadce że kupa Yorka chociaż  mikroskopijna spełnia wszelkie kryteria uznania ją za kupę właściwą  i należy ją  bezwzględnie sprzątnąć.  Póki co osiedlowe oszołomy z jednej strony szpikują osiedlowe dróżki zakazami  , podczas gdy właściciele psów  w trakcie skupienia psa rozglądają się niespokojnie dokoła , czy ktoś widzi . Potem spiesznie oddalają się z miejsca przestępstwa. Ba niektórzy  jak barczysty  właściciel BMW z sąsiedniej klatki  , nie próbują nawet  wykazać minimum zakłopotania kiedy ich amstaf czy  bulmastif  wypróżnia się  z poranną flegmą. Nikt nie podejdzie zwrócić  uwagi . Jak też nie będę próbował ,ponieważ  na razie mam wszystkie własne zęby.  Strażnicy miejscy wolą pogonić emerytkę za brak kagańca u drobnego  kundelka , bo nie postawi się , nie pierdzieli . Z wdowiego grosza opłaci mandat bo tak ją wychowano , dziwne bo  za komuny .  Póki co nie sprzątamy po naszych ulubieńcach, bo sąsiad też nie sprzątnął . Tak  więc nikt nie daje dobrego przykładu na początek.  A na tabliczkach najlepszy biznes zrobiła jakaś agencja reklamy , której wszystko jedno co lepi z samoprzylepnej folii : precz z komuną  ,czy żyj z Komunią . Pecunia non olet , trawniki tak.

  


Antoni Relski
126 komentarzy
17 maja 2009
  Moja pani! — powiedziała jej matka bardzo stanowczym głosem. — Taki porządek to nie na pożyczki, nie na ludzkie ręce!… To kosztuje!… To raz na całe życie sprawunek .. Od tej też chwili żelazko niezmiernie poszło w górę w moim rozumowaniu. Zaliczyłem je nawet w myśli do tych rzeczy, które są raz na całe życie, jak chrzest na przykład, bierzmowanie i granatowy płaszcz, o którym ojciec też mówił, że jest raz na całe życie.
(Cytat z   : Maria Konopnicka  Nasza szkapa)
 Żelazko kiedyś z duszą , teraz z ulatującą z niego parą . Kiedyś na całe życie,  teraz na  rok  dłużej niż wystawiona na niego gwarancja .  Obecnie nie ma już produktów  trwalszych niż pokolenie .Ba coraz mnie z nich dorównuje pokoleniu ,  czy chociażby świętuje z nimi  okrągłą  rocznicę ślubu. Porzucając kolejny sprzęt AGD  w przyblokowym śmietniku  Powoli acz z bólem przyzwyczajam się do widoku połyskujących jeszcze plastików i spalonych napędów , czy zmielonych  tandetnych  przełożeń. A że robi się z tego problem świadczyć może stanowione prawo. Za porzucenie zużytego sprzętu zapłacić możemy spory mandat.
 Naprawiacze pralek , lodówek czy zmywarek z wielkim nieskrywanym niesmakiem pochylają się nad ośmioletnią zmywarką , manifestując lekceważenie wobec posiadacza takowego . Ostentacyjnie uważają go za sknerę , lub nieudacznika.
-Szanowna Pani po pięciu latach sprzęt się wymienia a nie naprawia  - zauważył filozoficznie mechanik , wyciągając głowę z bębna  pralko-szuszarki kupionej osiem lat temu za koszmarne  pieniądze. Biorąc pod uwagę  powyższe doświadczenia  nie zdziwiłem się  więc bardzo , kiedy ceramiczna płyta gazowa w naszej kuchni,  palnik po palniku odmawiała posłuszeństwa . Do zagrożeń gazowych mam duży respekt, zamówiłem więc  fachowca  w autoryzowanej firmie,  który własnym podpisem  gwarantował pewność  naprawy.
Kiedy części w końcu dotarły i dotarli lekko spóźnieni fachowcy  ,rozpoczął się proces  sanacji  płyty grzejnej. Ponieważ zgodnie z obecnymi standardami posiadam zabudowaną kuchnię , sprzęt AGD trzeba najpierw wygrzebać z obudowy. Po okresie narzekania na brak dojścia , co w przypadku fachowców  do tego starej daty  nie budzi już nawet mojego zdziwienia , o tyle wyraz twarzy po wyjęciu piekarnika elektrycznego już mnie zaciekawił. Panowie zamarli w bezruchu,  a twarze ich  zdobił wyraz bezgranicznego zdziwienia.  Ekipa montująca kuchnię i zabudowująca sprzęt ,kiedyś w przeszłości wykorzystała do podłączenia  elastyczną  rurę do gazu ze specjalną szybko złączką . To dobrze .Ponieważ jednak rura okazałą się za krótka, do przedłużenia użyli już węża gumowego , co prawda w oplocie stalowym ale przeznaczonego do doprowadzenia najwyżej wody do sracza , a nie do gazu . Całość spięta pięknym żeliwnym nyplem , gdy nie od dziś wiadomo , nawet takim amatorom jak ja że złączki tak , ale  tylko mosiężne. Po demontowaniu węża ,okazało się że uszczelki gumowe zdążyły już sparcieć  i całość tworzyła swego rodzaju bombę zegarową , która w każdej chwili mogła  zacząć upuszczać gaz . Gaz w każdej chwili mógł eksplodować. Całość co najbardziej podłe ,ukryte starannie przed  ludzkim wzrokiem  w zabudowanej szafce .  Zabudowa nie pozwalała  ,nawet  przy corocznych badaniach szczelności instalacji zauważyć i wymienić . Ryzykowałem  życiem swoim i swojej rodziny . Mało tego, życiem  wielu jeszcze przypadkowych ludzi . Ktoś kto montował ten przyłącz  zdawał sobie z tego sprawę . Boję się , że zakładał takie ryzyko dla doraźnego zysku.
 A może nie ma takich bezwzględnych ludzi ?
A może to tylko bezgraniczna i bezdenna głupota fachowców ? .
Czy wydając na montaż  kilkunastu tysięcy zł nie dołożył bym jeszcze stówy?
Wolne żarty.
 A może to ci bawiący się prądem fachowcy , stojący po kostki w wodzie. Balansujący na wysokościach bez zabezpieczeń. Montujących piły tarczowe bez wyłączników bezpieczeństwa , na krótko.?
 Tak tylko Ci ryzykują  życiem własnym.
Jakie  jednak prawo ma ktoś aby ryzykować życiem innych ?
Żona mówi kolejny wydatek , ja jestem w stanie uwierzyć  że to Boża opatrzność

Antoni Relski
10 komentarzy
14 maja 2009
Ponoć mężczyznę poznaje się  nie po tym jak zaczyna , ale jak kończy. Tak twierdził niejaki Leszek Miller. I to wypominano mu  jak kończył , cichutko i samiutko. Mówię oczywiście o karierze politycznej. Bo poza tym bez względu na przekonania polityczne , życzę wszystkim długich lat w zdrowiu. Wiele poradników  podpowiada nam jak zaczynać właśnie : a to Windows jak zacząć ? Lub dieta -jak rozpoczynać ?  . Księgarnie jak i internetowe fora pełne są takich  poradników. Nawet sławny  kiedyś piosenkarz , a teraz  bardziej  juror popularnego programu Zbigniew Wodecki śpiewał piosenkę –  Zacznij od Bacha.  Piosenka była wtedy  szalenie popularna  , zamawiana na koncertach  i dancingach .  W trakcie takiego jednego  ,niegdysiejszego koncertu miała miejsce następująca sytuacja . Nienagannie ubrany Zbigniew Wodecki ;podziwiałem w nim  tą elegancję  bez względu na przekrój publiczności przed którą występował ,  z za dużej muchy zdobiącej szyję  zaczął :
- Dobry wieczór . Powitam Państwa piosenką  : Basia , Basia .
 Brawa. Tylko jeden facet z drugiego rzędu,. notabene , szef drogówki w jej milicyjnych czasach krzyknął
 – E tam zacznij od Bacha !.
  Koniec , brawa , potem kolejne zapowiedzi  i znowu grymas  milicjanta
-  od Bacha , zacznij od Bacha .
 Alkohol zniekształcał wymowę ,  ale i tak dało się słyszeć komentarz po każdej zapowiedzi
-  A to jest ch .j , zacznij od Bacha.
 Według planu Bach był na końcu  recitalu . I tak pozostało.  Nie będziemy się przecież naginać do pijaka , a jeszcze trudniej z nim dyskutować .
Pytanie bez względu kto je zadał pierwszy , pozostaje  aktualne :  jak zaczynać ? :
Odpowiedzi wiele jak wiele działań które wykonujemy  .Tak więc   zaczynamy :
Taniec  od  pieca
Jazdę samochodem   od pierwszego biegu
Seks od gry wstępnej 
To może  od czego  się nie zaczyna . Nie zaczyna się :
Domu od komina
A obiadu od deseru
 Jednak bez względu na to  jak zaczniemy  , trzeba wiedzieć kiedy skończyć  .
Jak  śpiewał  Wojciech Młynarski :  trzeba wyczuć kiedy w szatni płaszcz zostaje przedostatni aby wstać i wyjść . Czego Wam wszystkim serdecznie życzę .
Oczywiście tego wyczucia.
Antoni Relski
13 komentarzy
12 maja 2009
Onet z 9.05.br przynosi informacje na temat  kultury życia w przodujących  krajach Europejskiej Unii.  Otóż :  Przeciętna Brytyjka wydaje w trakcie swojego życia około 2700 funtów na staniki, ale pierze je zaledwie sześć razy w roku.
Najnowsze badania dowodzą, że statystyczna Brytyjka nosi pojedynczy stanik około 7 razy w ciągu 8 tygodni przed wypraniem go, zaś w swojej szafie ma średnio 16 różnych biustonoszy i każdego roku powiększa swoją kolekcję o 4 kolejne modele.
Zawsze uważałem że Polki górą . Może jednak  powodem zachowania czystości Polek jest stan posiadania  i jak w słynnym dowcipie jak majtki Polka ma  że dwa staniki jeden pierze  a w drugim chodzi /. Być może ale receptą na poprawę tego stanu  miały być  tak zwane lumpeksy .
Od czasów  przemian ustrojowych zapisały się na stałe w koloryt naszych ulic. Sklepy z odzieżą z drugiej ręki popularne  second  handy.  Odzież sprzedawana na kilogramy  , rzucona bezładnie na stoły . Trzeba dużego znawstwa i wprawy  aby wygrzebać coś dla siebie  ,coś co będzie nam się podobało  nawet po przyniesieniu do domu.  To w wersji standard . W wersji Lux odzież wyceniana   od sztuki , wisi na wieszakach . I tam i tu denerwujący i drażniący smród  Środka do dezynfekcji szmat.  Specyficzny zapach, którego czasem nie można się pozbyć nawet po kilkakrotnym praniu . Potęgowany jest jeszcze przez  pomysłowość sprzedawców , którzy nawet z przysłowiowego gówna potrafią wycisnąć złoto. Otóż okazuje się , że nie należy ogrzewać pomieszczeń  handlowych z odzieżą  , ponieważ suche szmaty ważą  mniej. Słyszałem że najbardziej chciwi , skrapiają wodą szmaty . Kupujesz bawełniany  podkoszulek z  Holandii dopłacasz za wodę z Wisły.  Wiemy więc  skąd ten zapach stęchlizny w niemal każdym sklepie.
Od pewnego czasu obok wywieszki z informacją o dacie dostawy towaru , jest informacja  :  odzież tylko a Holandii , albo Francji.   Czy ta informacja ma jakieś głębsze przesłanie.  I na przykład opłaca się kupować  stringi  z Francji,  bo ponoć Francuzki chodzą w ogóle  bez majtek ?  A  letnią odzież ze Skandynawii  bo mają krótkie lato i nie bardzo kiedy mają schodzić szmaty.  Poza tym przy marnym słońcu kolory mniej blakną ? . Może .  Może warto korzystać ze stereotypów  narodowych przy zakupie odzieży  . Śledźmy więc prasowe informacje przed wyborem towaru .Cytowana na wstępie informacja o Brytyjkach może okazać się nam pomocna   Tylko czy to jest dobra informacja . Czy flejstwo  wpływa pozytywnie  na trwałość odzieży ?  Poza tym :  … Największą popularnością cieszą się wśród Brytyjek staniki w kolorze białym, zaś najmniej lubiane są staniki czarne, które nosi zaledwie 18% ankietowanych..
 Przyczyny, dla których ludzie  chodzą do lumpeksów są bardzo różnorodne. Zachęca  znajoma  , przyjaciółka,  szpanując  nowym ciuchem po każdej dostawie  .Artykuł w gazecie  w którym znana piosenkarka wyznaje że ubiera się w lumpeksie  . To powód by także spróbować  .
Moda na ubieranie się w lumpeksach nie przemija. Wśród  zaufanych znajomych wymieniane są informacje o nowych sklepach, dostawach, super cenach i niesamowitych okazjach.   
Bazując na stereotypach i uprzedzeniach  osoby puszyste wybierać będą  wyłącznie „American clothes „ Bo widział ktoś szczupłą amerykankę poza Hollywood ? 

  


Antoni Relski
3 komentarze
10 maja 2009
Nazwy ulic   , wprowadzone po to aby łatwiej było dotrzeć do właściwego miejsce . Pomysłowości ludzkiej   zawdzięczamy ,  czy przechodzić będziemy ulicą Słowackiego ,  Norwida czy np. Kupa .Ta wzbudzająca emocję wymieniona w ostatniej kolejności ulica Kupa  , nie wiążę się bynajmniej z fizjologią  ,a jest to historyczna nazwa skarbca gminy żydowskiej. Wszak ulica mieści się na krakowskim Kazimierzu.  Kiedyś pisałem o ulicy Poniedziałkowy Dół  , ale tej  nazwie  jako  czasami bliskiej  moim  emocjom nie dziwię się specjalnie .  
  
 Jakich mamy bohaterów  takie nazwy ulic  .
 Amerykanie naród młody nie dorobił się wielu bohaterów,  dlatego rozwój cywilizacyjny wymusił numerowanie ulic  . I  tak zamiast z Lotników przejść na Kosmonautów przechodzą z siedemnastej na czterdziestą czwartą , może głupie i trudne do zapamiętania , ale Piąta Avene  działa na naszą wyobraźnię. Czasy się zmieniają i miejsce : prządek , traktorzystów oraz miałkich komunistów  zajęły  nazwy związane z historią  i religią . Tu nawet można by było odwrócić kolejność .  
Z religijnymi  nazwami  to tak jest że czasem  potrafią zazgrzytać  w połączeniu z  instytucją  która  przy  nich  funkcjonuje . Za każdym razem  ambiwalentne uczucia wywołuje u mnie  baner  z reklamą    Night  clubu   i agencji  towarzyskiej   . Lalamido bo tak brzmi  nazwa  mieści się przy ul św Katarzyny .   Z drugiej jednak strony  urząd skarbowy w Limanowej mieści się przy ulicy Matki Boskiej Bolesnej. Cóż za trafnie dobrana nazwa .   Zwał jak chciał , nie czepiam się bohaterów  i religijnych określeń ,ale nazwy ulic powinniśmy tworzyć  tak , aby były łatwe do zapamiętania , wymówienia i odmiany.
Łatwo wtedy  zapamiętać  a i do Auto Mapy GPS łatwiej wpisać i  szukać .
Ktoś w Krakowie wymyślił ulicę  Półłanki. Nazwa  jeżeli się nie mylę i dobrze interpretuję  wywodzi się z historycznej miary wielkości areału. 
   
A że nazwa  trudna do wymówienia zdarzają się  potknięcia . Jakiś koneser  damskich wdzięków wymyślił pewnie że idzie o połowę  jakiejś  Anki   O  którą połowę chodzi  mogę się  domyślić  , ponieważ w ferworze   facet zapomniał że puł ( pół )  pisze  się trochę  inaczej . Pikanterii dodaje również  fakt że tabliczka jest ” urzędowa”
   
 Nie utrudniajmy sobie życia  bo GPS  zwariuje .Nam  z tego powodu dekiel odbił już  jakiś czas temu .
Antoni Relski
3 komentarze
08 maja 2009
Wszystkie dzieci są nasze. Takie hasło szczególnie lubiane było w czasach poprzedniego systemu , bo co jak co , ale komunizm dbał o swoje przyszłe kadry i zdobiąc usta w wyżej cytowane frazesy, ubierał młodzież w koszule z czerwonym krawatem lub czerwone krajki Harcerskiej Służby Polsce Socjalistycznej. Może to wychodząc z tego założenia powstał zwyczaj opóźnienia się z płatnościami alimentów, bo przecież jak nie ja to Państwo. Wszak wszystkie dzieci są nasze. Teraz czasy się zmieniły .O rząd dusz walczą czerwowni z czarnymi , nacjonaliści z unijnymi pasjonatami. Nie zmienia to sytuacji samych dzieci, obserwujących świat z okien domów dziecka i placówek wychowawczych.
Odbiegłem jednak trochę od myśli przewodniej, która przyświeca mi gdzieś za plecami   Wszystkie dzieci są nasze. Czy to znaczy że nasze dzieci są  naprawdę nasze?
W jakimś opracowaniu , naukowym nawet opracowaniu doczytałem się ,że co piąte dziecko wychowywane w związku małżeńskim nie jest autorstwa  głowy rodziny i strzał padł gdzieś  z boku. Cyfry zresztą zmieniają się w zależności od ośrodka badań, ale problem pozostaje problemem. Dwa tygodnie temu czytałem o procesie sądowym który odbywa się w Niemczech . Pewien Helmut nie mógł mieć dzieci. Po stwierdzeniu tego faktu ,przez lekarzy specjalistów obmyślił szatański pomysł na nadanie sensu swemu życiu. Za kwotę dwóch i pół tysiąca euro wynajął sąsiada  który sam posiadając dwoje dzieci, dając w ten sposób gwarancję poczęcia,  w sposób naturalny zapłodnić miał małżonkę sąsiada . Starał się , odbywając regularne stosunki z sąsiadką  dwa razy w tygodniu,  przez okres sześciu miesięcy. Na zastrzeżenia własnej małżonki stwierdzał tylko, że jemu ta sprawa również nie sprawia przyjemności a robi to tylko dla forsy.
Kiedy po upływie pół roku nic się nie wydarzyło  Helmut zmusił sąsiada do wykonania badania . Okazało się wtedy że sąsiad Helmuta jest również bezpłodny. W jego przypadku dwukrotnie strzał padł z boku. Żona chcąc nie chcąc potwierdziła fakt.
Przykład drugi z życia tzw swingersów , niszowej choć coraz popularniejszej sexkultury. Pewne bezdzietne małżeństwo ,lekko znudzone sobą  zainteresowało się problematyką swingersow  tj osób zmieniających partnerów lub kochających się w grupie za przyzwoleniem i akceptacją małżonka . W wielkim skrócie , po wejściu w tajniki tego sportu dobrali się z inną małżeńską parą  tworząc wspólnie egzotyczny czworokąt  , czasem zabawny trójkąt. Po około roku takiej nieskrępowanej zabawy szanowna małżonka  jednego z nich zaszła w ciążę . Na łamach jakiegoś forum  przyszły ojciec dzielił się  dręczącymi go wątpliwościami.
Po pierwsze nie wiedział czy mające się narodzić dziecko , jest jego dzieckiem.
Po drugie ponieważ swingowanie odbywało się za zgodą obu stron trudno żądać wykonania testu DNA. Był pewien że każde spojrzenie na dziecko przywoływać będzie  toczące go jak robak pytanie . Czy to jest moje dziecko ?. O ile dobrze pamiętam  doszło do dużego małżeńskiego kryzysu. Zresztą czy po tym wszystkim można jeszcze mówić o nich w kategoriach małżeństwa.
Dla mnie małżeństwo to suma jakichś wyrzeczeń , poświęceń , a przede wszystkim  bardzo mocna sfera intymna  , wyłącznie dla naszej dyspozycji . Pozwala ona  wyzwolić niespotykane pokłady  sił w przezwyciężaniu  codziennych i niecodziennych problemów.
Tak wiec narodzi się dziecko ,wzbudzające kontrowersje dziecko , naznaczone piętnem  chociaż samo nie uczyniło nic dla pogorszenia własnych standardów .
Ale przecież wszystkie dzieci są nasze.
Nie piszę tego jako jakiś wojujący aktywista formacji religijnej , ale z punktu widzenia faceta który ma już swoje dzieci , nowych miał nie będzie i rozpatruje całość chłodnym okiem w kategoriach teoretycznych .
Nie mam moralizatorskich zapędów , nie zawracam kijem Wisły. Stosunki pozamalżenskie  były są i będą ,jak świat stary , długi i szeroki. Zbiorowe orgie znane od tysiącleci ,kiedyś uprawiane na cześć bogów, spotykane były  w wielu kulturach, Znane rzymskie uczty  do dzisiaj pobudzają wyobraźnię. Całkiem niedawno czytałem że wśród Eskimosów  takie obyczaje  przetrwały do ery nowożytnej… Dla eskimoskiej rodziny lampa to jeden z najważniejszych przedmiotów w domu, niezbędnych do życia i przetrwania. Zasilane tranem źródła światła tradycyjnie należały wyłącznie do kobiet i palone były przez cały rok – z jednym wyjątkiem. Eskimoskie święto lamp oznaczało spotkanie wszystkich rodzin plemienia we wspólnym domu; każda z zamężnych kobiet przynosiła własną lampę. W kulminacyjnym momencie święta wszystkie lampy gaszono, a cała społeczność oddawała się zbiorowej orgii. Kiedy żądze wygasły, zapalano jeden płomień, od niego odpalając kolejne. Rodziny rozchodziły się, by spotkać wspólnie za rok – podczas kolejnego zimowego przesilenia...
Ciekawe prawda. Rozumiem, że w mentalności Eskimosa nie istnieje problem chromosomów. I tam być może wszystkie dzieci są nasze. Podobnie w kulturze afrykańskiej gdzie na gościa w domu oprócz kolacji i noclegu , w  łóżeczku czeka żona gospodarza gotowa wykrzesać z siebie jeszcze większe poklady  gościnności wobec strudzonego wędrowca.
W afrykańskiej kulturze  inaczej też karze się cudzołóstwo. Złapany facet płaci daninę w postaci sześciu owiec .Chwilę później panowie w zgodzie idą  puścić w niepamięć cały incydent  sfermentowanym napojem z manioku. A dzieci ?  Wszak wszystkie dzieci są nasze . I może to hasło powstało właśnie tam , wykradzione i spopularyzowane przez tych cholernych komunistów. Patrząc na los tam narodzonych  trudno mi jednak w to uwierzyć.
Sięgam tak daleko a wydana w latach siedemdziesiątych książka „Raz do roku w Skiroławkach „ opisuje taką samą jak eskimoska noc mieszania krwi  ,odbywająca się raz do roku w sielskich klimatach polskiej wsi.
Nawet w popularnym  ostatnio „Kodzie Leonarda”  Dana Brona spotkać można  grupę hedonistów oddających cześć Bogu poprzez zbiorowa orgie.
Dlaczego o tym wszystkim piszę ?.  Nie czepiam się stosunków pozamałżeńskich a jeżeli   dzieje się to jeszcze  za przyzwoleniem partnerów ,. Nie krytykuję wspólnych imprez bo jak pokazałem wyżej , są obecne ludzkiej kulturze od tysiącleci. I może ta wierność to tylko taki wymysł wiktoriańskich czasów. Jedno jest ważne , najważniejsze. Cokolwiek robisz myśl !. Aby nowo narodzone życie nie było narażone na rozwój w atmosferze na którą nie zasłużyło
Działając z upoważnienia stwórcy nie czyńmy życia od niechcenia. Upoważniając nas do tego, obdarzył nas zaufaniem . Pokażmy że nie na wyrost. A może trzeba zacząć od edukacji , tej małej w szkole ?Jestem zwolennikiem teorii że  banan w prezerwatywie na lekcji wychowania seksualnego czyni mniejsze spustoszenie  , niż bohater horroru z wysmakowaniem mordujący całą grupę dziewczęcej wycieczki  aż krew wylewa się otworami w monitorze .Film dozwolony od dwunastu lat , ale tam ani raz nie pada słowo penis czy wagina  . Fee!

Antoni Relski
5 komentarzy
06 maja 2009
Nie róbcie z nas pederastów krzyczał Maks , bohater filmu Seksmisja .Teraz w dobie poprawności europejskiej  wypada raczej  powiedzieć gej  . Ale nie o tym chciałem dzisiaj. Z powodów tejże Unii  Europejskiej wypadało by jednak  zakrzyknąć :  Nie róbcie z nas idiotów. Co rusz na opakowaniach  i instrukcjach obsługi  spotkać można informacje sugerujące ,że klienci to kompletni idioci , skretyniałe  dzieci  . Bez pouczenia  i instruktarzu  nie obejdzie się. Do tej pory szczytem idiotyzmu była dla mnie informacja obrazkowa zamieszczona na butelkach wina musującego,  aby pod żadnym pozorem nie otwierać butelki korkiem  w kierunku twarzy. Czy ktoś z Was otwierając szampana skierowałby korek w twarz?.
Rozpakowywanie nowego laptopa pokazało mi jednak  , że świat  w tej dziedzinie gna do przodu .
Zgrabny ,nowoczesny i wypasiony komputer przenośny , bądź  jak to mówił mój austriacki przyjaciel ( kalecząc język Kochanowskiego i Mickiewicza ) – „komputera na torba” opakowany był w foliowy worek, taki  jakich  tysiące towarzyszą nam co dziennie. Standard poza jednym szczegółem. Producent poprzez sugestywne  rysunki  zabrania nam wkładania na głowę  woreczka  zdjętego z kompa , bo moglibyśmy udusić się z braku tlenu. Co gorsza zabrania również  zakładania takiej torby małym dzieciom .Podejrzewam że z tego samego powodu. 
Zawsze irytowały mnie tabliczki z cyklu  : Po skorzystaniu z toalety spuść wodę , albo umyj ręce. Doświadczenie życiowe  i obserwacje otaczających mnie postaci potwierdziło jednak słuszność tabliczek  . Ale nie myjący rąk facet  reprezentuje  według mnie wyższy poziom intelektualny ,niż gość zakładający woreczek na głowę swojego dzieciaka.
W ramach wejścia do Unii odnosiłem wrażenie że się europeizujemy  ,urzędnicy tejże pragną nas jednak od razu  zamerykanizować .

  

Antoni Relski
8 komentarzy
04 maja 2009
O Targach Wystawach i Ekspozycjach już pisałem , ale zegar bez przerwy zawija czas wokół osi swoich wskazówek . Wiosna , jest już po  Targach Ślubnych a przed Ogrodniczymi .  W środku wypadło na Budowlane i Wyposażenia Wnętrz. Wraz z rozwojem Internetu popularność takich ekspozycji mocno podupadła a i blichtr kolorowych ulotek nie kusi już tak, od kiedy dysponujemy monitorami komputerowymi o wysokiej rozdzielczości. Dodatkowo kredowy papier i kolorowy druk bardzo źle się palą, a na tych Targach nie rozdawano kalendarza Pirelli .Ci więc którzy nie posiadają komputera z dostępem do Internetu, albo Ci którzy lubią skonfrontować wirtualną rzeczywistość z realnym chłodem produktu pojawiali się na Targach , przemykając między stoiskami . Potem krok za krokiem, cal po calu analizowali produkty , zadając pytania sugerujące duże znawstwo problemu. Pacjenci jak zwykło się na nich mówić pojawiali się falami, po śniadaniu, po obiedzie i pod sam koniec dnia. Tak jakby autobus zgodnie z rozkładem zatrzymał się na chwilę i wypluł ze swego wnętrza ludzkie postacie rządne wiedzy. W przerwach pomiędzy falami panował lekki marazm , bo Targi przecież lokalne. Po przejrzeniu ulotek z własnego stoiska zacząłem rozglądać się za czymś tematycznie odmiennym. Gdzieś w rogu sali natrafiłem na stojak , gdzie zgodnie obok siebie egzystowały reklamy drzwi , plastikowych okien ,oraz odlotowy Katalog odbywających się jakiś czas temu Targów Ślubnych , pod wiele mówiącym tytułem : Niezbędnik Nowożeńców. Cóż to niezbędnie powinni wiedzieć przyszli małżonkowie ?.
Powiem szczerze z ciekawościa zacząłem oglądać elegancko wydany na lakierowanym papierze podręcznik sztuki wychodzenia za mąż . Już nie trzeba iść na spytki do najstarszej starowinki , aby wypytać po co w ogóle nam to całe małżeństwo?. Nie trzeba podpytywać starszej koleżanki , która będąc właśnie po rozwodzie , z całym jadem zniechęcenia opisze nam  rolę kobiety  w nowoczesnym małżeństwie. Powiem szczerze , że publikacja okazała się skarbnicą tematycznej mądrości , zwyczajów a nawet aforyzmów i przesądów dotyczących ślubnych ceremonii. Szkoda tylko że na kartach poradnika znajduje się  tradycyjny groch z kapustą. Oprócz proceduralnych porad co jak i kiedy załatwiać i dlaczego, znajdują się przesądy zaklęcia i inne głupoty ,na które przymykamy  z pobłażaniem oko  kiedy je słyszymy. No i oczywiście porady psychologiczno filozoficzne . W zgrabnych czterech zdaniach znajdujemy odpowiedź na dręczące  ludzkość od stuleci  problemy . Dobrze na początek  podeprzeć się aforyzmem ,a więc dowiedziałem się  że:
Małżeństwo kobietę wyzwala , mężczyznę zniewala ( Immanuel Kant)
Żony najpierw podcinają mężowi skrzydła a potem mają do nich pretensje o niskie  loty (Regina Kantorska-Koper)
Jeżeli ktoś dostanie dobrą żonę, będzie szczęśliwy, gdy dostanie złą może zostać filozofem ( Charles Talleyrand)
Noooo , początek niezły i jeżeli przyszły małżonek nie  zamknął   niezbędnika  zniechęcony do małżeństwa , to następne strony badają  wielkość jego miłości bez przerwy wystawiając na próbę .Chyba że twórcy niezbędnika założyli że facet skoncentruje się raczej na organizacji wieczoru kawalerskiego a „babską książkę odłoży z niesmakiem  na półkę  Co mogłem przeczytać dalej :
- Kto przed ołtarzem okręci współmałżonka wokół siebie ten będzie przewodził w małżeństwie.
- Noc poślubną należy przetańczyć lub przekochać aż do świtu , gdy zapieje kogut – kto bowiem pierwszy zaśnie ,ten pierwszy odejdzie z małżeństwa lub z tego świata.
Kiedy już ubrani w pożyczone majtki  cudzą chusteczkę i odpowiedni klejnot na szczęście, chcemy rzucić się wir  małżeńskiego życia  weźmy sobie do serca dobre rady twórców poradnika . Złote myśli :
- Zakazany owoc pozostawia gorzki smak na cale życie.
- To kobieta wybiera mężczyznę, który ja wybiera.
 Pomimo że publikacja jest bezpłatna, bo za jej wydanie zgodnie zapłacili producenci sukien ślubnych , jubilerzy oraz hotelarze nie zapominając o fotografach .,w poradniku znajdziemy rozwiązanie odwiecznej zagadki niewierności mężczyzn . Okazuje się ,że po roku stałego związku seksualny apetyt u panów znacznie spadać , ale wystarczy zmienić partnerkę by zaczął gwałtownie rosnąć .
Fiu , fiu  myśmy to zawsze czuli tak pod skórą. Może w związku z tym nie można nas winić za niektóre rzeczy ?. A gdybyśmy chcieli jednak podnieść sobie libido ? Jest rozdzialik dotyczący wyrzutów sumienia.
Poradnik  podpowiada że  -  Czułość się opłaca , a Instynkt każe tulić.
Dobre maniery w łóżku, nosi tytuł następnego rozdziału , gdzie np. w części : Jak ukryć rozczarowanie jakimś szczegółem ciała partnerki , autorzy podpowiadają jak zachować się w przypadku , gdy w łóżku napotkamy miłośniczkę naturalnego piękna a my jesteśmy pasjonatami depilacji . A dodatkowo :
Czy wypada głośno krzyczeć i budzić sąsiadów?
Czy można zaraz po zbliżeniu odebrać telefon.
Kto za co płaci - a to już dotyczy konsumpcji a nie łóżka.
Jeżeli zaś w trudach dnia codziennego dojdziemy do ściany dobrze przed wymianą zdań poczytać rozdział  :Czego nie robić w trakcie kłótni .
Na nic jednak wszystkie dobre rady jeżeli źle wybierzemy , bo jak mówi niezbędnik:
Kto ma złą żonę tego piekło rozpoczęło się już na ziemi ( F. Feldheim )
I na koniec zdjęcia ślubne . zauwacie że cechą nowoczesnego zdjęcia ślubnego jest niecodzienność  sceny , lub otoczenia .Kiedyś młode pary fotografowały się na tle zamku, bądź parku. Sam osobiście widziałem w pałacowym parku w Łańcucie , około ośmiu par biegających po parkowych alejkach wybierając za tło stare mury , bądź dorodne krzaki Teraz młoda parę trzeba ujść w jakiejś nietypowej sytuacji , na przykład podskakujących jak najwyżej przez jakąś bramą , damę spychającą małżonka z gzymsu , żonę na barana , męża pod butem żon itp. Z nabożnym skupieniem pary wczuwają się w sugestię fotografa , pajacując  w imię wyższych celów . Znak czasów  Jedno można powiedzieć, ustawiane  zdjęcia ślubne bez względu na swoja scenerię  zieją sztucznością , warto o tym pamiętać decydując się na horrendalnie drogą sesję .Tylko zrobione ukradkiem zdjęcie młodej pary zatrzymują czas i ducha uroczystości. Myślmy o tym  pozując do zdjęcia  .
Polecam w tej dziedzinie piosenkę ze słowami  Jonasza Kofty „ Stopklatka „
Podsumowując :   niezbędnik , według mnie jest uniwersalny  .Każdy znajdzie w nim coś dla siebie,przejęte rolą dziewczątka , praktyczni młodzieńcy oraz tacy prześmiewcy jak ja .
Złożyłem  niezbędnik  i zabrałem do domu. Tam po uzgodnieniu z żoną sprezentowaliśmy go starszemu synowi z następującym, komentarzem  : .
Wiem  synku nasz kochany ,że nie  myślisz o małżeństwie ze strachu i niewiedzy . Aby rozjaśnić Ci temat wspólnie z mamą  ufundowaliśmy tę oto publikację . Poczytaj , a poznane nie będzie już takie straszne. .
Boże jak On się rzucał.

  

Antoni Relski
17 komentarzy
01 maja 2009
…Jak dobrze mieć sąsiada , on wiosną pomoże  jesienią  zagada … śpiewały kiedyś  Alibabki . Kobietki  , dla niektórych kultowy   girlsband  z lat siedemdziesiątych oczekiwały pomocy przy węglu i przy koksie  i było jeszcze coś o wiośnie . Czy jednak  tak różowo to wygląda?.
Kiedy wprowadziłem się do nowego bloku ,zapragnąłem wytworzyć sobie właściwe relacje z sąsiadami. Każdy  inny typ osobowości , każdy charakter trudny , nie wyłączając  mojego. Funkcjonariusze milicji  apelowali : żaden alarm nie przypilnuje twojego domu tak jak wyczulony sąsiad. Co prawda mój sąsiad częściej bywał znieczulony niż wyczulony,  ale moja wiara w ludzi była wielka.  Po  zakupie chałupy w Gorcach żona z dziećmi  cyklicznie latem  wyjeżdżała tam  na całe wakacje  , a ja  pracowałem poza domem. Była okazja aby moja lojalność  wobec sąsiadów zaczęła procentować. Przed wyjazdem przekazaliśmy klucze od domu  i poprosiliśmy  o podlewanie kwiatów oraz  przysłowiowe rzucanie okiem. Lipiec upłynął nam na  podziwianiu  górskiej przyrody  w spokoju ducha  i wewnętrznym zadowoleniu. Gdzieś tak w ostatniej dekadzie lipca dostaliśmy sygnał od naszych zagranicznych przyjaciół , że nawiedzą nas  za parę dni. Radości co niemiara ,  ale w związku z planami zwiedzania Krakowa  konieczność  powrotu do domu i odbiór przyjaciół z lotniska. Dzień wcześniej wróciliśmy do domu, aby z rana kupić trochę jedzenia. W domu od wejścia przywitał nas zaduch , lato upalne było tego roku. Pierwsze co rzuciło się nam  w oczy to kwiaty,  mocno wysuszone z korzeniami które wypadły z donic. Podlewane ostatnio , najpewniej przez nas samych . Rzuciliśmy się do reanimacji. Kwiaty , wanna , woda , udało się uratować siedemdziesiąt pięć procent. Kiedy już  zakończyła się reanimacja był czas aby  rozejrzeć się po mieszkaniu.  Nie ma magnetowidu! Pod telewizorem wisiały smętne końcówki kolorowych kabli. Rzuciłem się do drzwi .Dzwonek . W drzwiach stanął zaspany sąsiad  .
-Nawet nie widziałem jak przyjechaliście  - przyznał z rozbrajającą szczerością.
- A nie wie Pan co stało się z magnetowidem?.
 Syn sobie pożyczył , bo miał fajny film do przegrania.
 To mi ulżyło , bo myślałem że mnie okradli – powiedziałem cokolwiek . aby zatuszować to że jestem wkurzony. Wróciłem do domu. Za chwilę usłyszałem pukanie , za drzwiami stała córka sąsiada. Sąsiedzie było tak gorąco , że pożyczyłam wentylator  . I jeszcze maszynę  do pisania .
Zgrzytnąłem na zębach , przybrałem mniej  agresywną minę i wybełkotałem  :
 - W porządku.
 Przyjechali znajomi , zwiedziliśmy Stare Miasto  , Wieliczkę i co tam jeszcze trzeba . Po dziesięciu dniach  pożegnaliśmy ich na lotnisku i wróciliśmy do domu , kwiatki  podlaliśmy  z własnej inicjatywy. Nie stwierdziłem zwrotu pożyczonych rzeczy. Pod koniec sierpnia ostatecznie  wróciliśmy do domu  . Zastukałem do sąsiada  z pytaniem czy jeżeli nie używa już magnetowidu istnieje możliwość zwrotu?  .  Już po południu sąsiad  zwrócił magnetowid , następnego dnia maszynę do pisania . Na wentylator musiałem czekać jeszcze tydzień,  a po miesiącu okazało się że sąsiadka oddaje również maszynę do szycia , pożyczenia której w ogóle nie mieliśmy  świadomości. Kochany sąsiad wyniósł wiele cennych rzeczy z troski o moje mienie , aby nikt nie  ukradł ich  kiedy na chwilę odwróci oczy od moich drzwi. Co do drzwi to po tym organicznym doświadczeniu  wymieniliśmy je  na antywłamaniowe  . I koniec . Zawierzyłem bardziej izraelskim ślusarzom niż bliskiemu sąsiadowi . A kwiaty  jest i  na to metoda.  I pewnie zapomniał bym o tym wydarzeniu gdyby nie  skłonność do whisky. Gdzieś tak w połowie października  wieczorem postanowiłem spędzić wieczór z Jasiem Wędrowniczkiem .  Uchyliłem drzwi do barku i sięgnąłem po butelkę . Złapałem za nakrętkę i ta nakrętka została mi w ręce .Próbowałem ją dokręcić , przekręcała się. Jakieś dziadostwo robią ci Szkoci   mruknąłem do siebie i zbliżyłem  nakrętkę do oczu.  Made In France -  przeczytałem na nakrętce. Ki  diabeł zdziwiłem się . Nakrętka oprócz tego że przekręcała się ,  nie dochodziła do metalowej opaski. Pełen obaw    podstawiłem szyjkę pod nos.  Zacząłem wdychać ze znawstwem. W środku była  brandy  , francuska z tych tanich co to są w zielonych butelkach i koniecznie nazywają się Napoleon. Produkują je wyłącznie na polski rynek  . Poskładałem fakty do kupy i już wiem , że sąsiad  urządził imprezę ale przeliczył się z alkoholem. Korzystając z moich kluczy ,wypożyczył otwartą butelkę  z barku  . Alkoholowym zwyczajem nakrętka zamieniła się w łabędzia a następnie  poszła w kosz  .  Kiedy zaś  przyszła  pora by odkupić  flaszkę , sąsiad porównał  ceny. No tylu to on nie zdecydował się wywalić z portfela . Wybrał alkohol o zbliżonym kolorze , który też w końcu skopać potrafi. A Nakrętka ? Kto by się nią przejmował , liczy się szum w głowie. Już nie wkurzyło mnie to , bo do kogo z reklamacją ? do sąsiada po trzech miesiącach  od spożycia ?. Obśmiałem się jak norka  i z uznaniem popatrzyłem na antywłamaniowe drzwi. Sąsiad już nie podlewa moich kwiatków , nie dzierży kluczy  do domu. Wybrałem opcje bez  rozgłosu. Bo w skrytości ducha liczę,  że  być może   kiedyś sąsiad łaskawym okiem  spojrzy na drzwi , a może zechce zareagować.  Z drugiej jednak strony bez skrupułów żyje się ciekawiej . Sąsiad  pali więc  tanie papierosy  na swoim balkonie , obserwując zachodzące słońce , czasem skomentuje , czasem się uśmiechnie ,zawsze jest na bieżąco . A że słabo słyszy  podkręca więc  głośnik w swoim telewizorze .I wtedy  jego ulubiony program  gości   w każdym kącie jego i mojego  mieszkania. A ja  cholerny humanista , zamiast  zmieszać sąsiada z błotem zastukałem do drzwi z propozycją :
- Sąsiedzie jakby Pan przerzucił teraz na TVN,   to każdy z nas maiłby swój obraz a ja mógłbym korzystać z głosu w Pańskim telewizorze, zgoda ?
Dwa razy ten numer udał mi się , ale gusta telewizyjne mamy z sąsiadem zdecydowanie różne.
Poza ty Polak jest indywidualistą  i kto zabroni mu  swobody w swoim mieszkaniu.
 W końcu  Jego  House jest jego  Castllem      
Antoni Relski
23 komentarzy

30 kwietnia 2009

Kwiecień 2009



29 kwietnia 2009
Pewna rodzina o wysokich ambicjach postanowiła przygotować  dobrą , jasną przyszłość dla swego  syna,  który lada chwila miał się urodzić .  Dla rodziny z pretensjami jak to się mówi to  kontynuacja dynastii . Cóż może być lepszego na początku takiej drogi życiowej ? Oczywiście   dobre miasto urodzenia. Dziecko urodzone na przykład w samolocie nad terytorium  Stanów Zjednoczonych może otrzymać  obywatelstwo tego kraju , co skutkuje wieloma przywilejami oprócz jednej niedogodności  , którą zauważyłem na filmach z Chuckiem Norrisem.   Arabscy terroryści w pierwszej kolejności biorą właśnie Amerykanów na zakładników . Wracając  do tematu .Ponieważ rzecz działa się w Nowym Sączu , który wydawał się rodzicom zbyt skromny a nawet nie odpowiedni do przyjścia na świat dziedzica,  wybór padł na Kraków. Na nic się zdały uwagi  ludzi związanych z medycyną , że taki transport  na chwilę przed porodem nie jest zalecany . Dziecko miało się urodzić w Krakowie i koniec . Kiedy kobieta poczuła że ta ważna chwila się zbliża powiadomiła męża. On mocą swego urzędu załatwił specjalny transport karetką Pogotowia Ratunkowego .Chcący czy nie  ratownicy medyczni zapakowali rodzącą  do karetki . Wybrano azymut  Kraków drogą przez Brzesko. Być może stres , nierówności drogi , a może tylko zwykła złośliwość rzeczy i miejsc sprawiły,  że kobieta poczuła silne skurcze w drodze  . Lekarz  zatrzymał na poboczu karetkę  i przystąpił do odbioru porodu. Na nic zdały   krzyki męża że do Krakowa jeszcze trochę zostało, sprawny personel medyczny odebrał poród . Zdrowy chłopak o wadze trzy sześćdziesiąt  , wzroście 51 centymetrów urodził się  w trasie  . Lekarz wypełniający dokumenty wyjrzał przez okno karetki i z tablicy informacyjnej , stojącej na poboczu wpisał miejsce urodzenia dziecka – Gnojnik. I tak już zostało . Skutki przedobrzenia widać teraz w danych osobowych.  Czy młody wstydzi się teraz miejsca swego urodzenia ,czy przeszkodziło mu ono w karierze nie wiem nie miałem okazji  zapytać. A moje miasto ?  Moje Miasto Urodzenia żyło przeszłością .Starzy mieszkańcy  z dumą i wyczuwalną wyższością opowiadali o najlepszych chwilach miasta .  O średniowiecznej wielkości , rozrzutności mieszczan  i roli miasta w  jagiellońskich strukturach Państwa. Trochę mniej o szwedzkim potopie , od którego datuje się upadek miasta. Potem było już różnie ale zawsze średnio. Obrzeża małopolski . Według góralskiej nomenklatury  mieszkańcy to krzoki albo ptoki. Ci pierwsi zapuścili korzenie  mają tu swoje sprawy i pewnie rodzinne groby które legitymizują ich poczucie  wyższości w międzyludzkich kontaktach. Ci drudzy przylecieli na chwilę  w ramach integracji regionów ,wielkich budów socjalizmu czy jakiejś tam wewnętrznej emigracji. To tak jak mój ojciec  wpadł na chwilę  ,zakochał się i ożenił , spłodził dwoje dzieci  . A te jego dzieci być może z powodu genów , porzuciły to miejsce szukając dla siebie innych stron na założenie gniazda. Kolumbowie Młynarskiego.  A teraz gdy odwiedzam Moje Miasto Urodzenia  co czuję ? Zadawałem sobie to pytanie wielokrotnie. Ojciec ptak ,  ja z gniazda wyfrunąłem po maturze   i teraz gdy idę ulicami próbuję odnaleźć znajome twarze .Co  znajdę jeżeli  wtedy roczne dziewczynki mają w tej chwili trzydzieści lat i własne dzieci w wieku szkolnym. Moja uboga nasza- klasa.pl  informuje że takich ptaków jak ja przydarzyło się Memu Miastu Urodzenia jeszcze kilku  i teraz tylko groby krewnych  przypominają mi o związkach z tym miastem . Ale wtedy gdy zapalam nagrobną lampkę nie bije mi mocniej serce, najwyżej nachodzi taka właśnie refleksja. Co wiąże mnie z tym miastem?
Nie , nie wstydzę się Mego Miasta Urodzenia , nie pomogło  i nie przeszkodziło mi w mojej „karierze”, jest mi zadziwiająco obojętne           

Antoni Relski
4 komentarze

27 kwietnia 2009
Na początku pragnę oświadczyć że chociaż tytuł sugeruje , nie jest to  post dotyczący tolerancji dla mniejszości seksualnych .  Z drugiej jednak strony  pomysł muszę sobie zapisać dla późniejszego wykorzystania. Poczekam tylko aż Tomasz Raczek zniknie choć na chwilę z ekranów telewizyjnych i tabloidów. Od czasu kiedy dokonał tzw coming out -u muszę słuchać o jego relacjach z partnerem ,czystej miłości i wspaniałej wyrozumiałości. Cenię Raczka za jego wiedzę filmową i umiejętność opowiadania o tym literackim językiem. Reszta mnie nie interesuje. Sfera prywatna  jak mówią : my house is my castle
 O ile pamiętam to Marszałek Sejmu T. Komorowski powiedział że Polska to tęczowe społeczeństwo jeżeli chodzi o dyscyplinę obywatelską. No bo kto Polakowi każe .Przeżyliśmy  przecież rozbiory , pierwszą drugą i tę wewnętrzną naszą wojnę i żyjemy dzięki tej obywatelskiej niepoprawności. Brak obywatelskiej dyscypliny powodował że w tym socjalistycznym obozie nasz barak wyróżniał się tym że było tu najśmieszniej( J.Pietrzak) Boże jakże pięknie potrafiliśmy bojkotować wszelkie zarządzenia , obostrzenia i nakazy. Robiliśmy to tak długo że nasze polskie DNA wzbogacone jest o jeden gen wpleciony mocno w cały łańcuch. Gen nieposłuszeństwa .  Nastały  czasy   w których  ciesząc się powszechną wolnością przystąpiliśmy do odbudowy naszego pięknego społeczeństwa . Z głośnym hurraaa rzuciliśmy się na tą odbudowe i miało być pięknie ,a  wyszło jak zawsze .
Gen nieposłuszeństwa obywatelskiego powoduje że że jest to nasze najważniejsze odczucie.
Co tam głód co tak potrzeba przedłużenia gatunku, mieć w dupie zarządzenia i przepisy to jest ważne.
Nie na Darmo CK Norwid pisał Człowiek w Polaku jest wielki ale obywatel żaden. A swoje trzy grosze dorzucił i Piłsudski. : Naród Wielki ale ludzie k…y
Od kiedy ten naród przestał już umierać za wolność naszą i waszą ma tak wielkie problemy , aby  stworzyć sprawne społeczeństwo obywatelskie.
Jesteśmy zbiorem indywidualistów którym nikt nic nakazać nie może.
I chociaż nie tęsknię do niemieckiego ordnungu to czasem zazdroszczę im obywatelskiego zorganizowania.
Różnica między nami a nimi jest jednak kolosalna. Dla przykładu Niemiec staje samochodem tam gdzie jest to dozwolone a Polak tam gdzie nie jest to zakazane.
Każdego więc dnia dajemy sobie nawzajem  dowody własnego sobiepaństwa.
        Pod blokiem w którym mieszkam  wykonano piękne dróżki z małych betonowych kostek , oddzielono pasem zieleni i zrobiło się tak europejsko. Przez kilka dni . Znajomy zaparkował swoim samochodem dostawczym na młodziutkim trawniku ponieważ bał się aby w nocy nie skradziono  cennego ładunku. Teraz w miejscu trawnika wiodą błotniste koleiny wypełnione brudną wodą  .Sąsiad już tutaj nie parkuje ponieważ rankiem ma ubłocone koła . Kto bogatemu zabroni.

·         Z drugiej strony bloku znajduje się szeroki pas zieleni w który staraniem Zarządu osiedla postanowiono posadzić drzewa które miały spełniać funkcję  ozdobną , filtrującą oraz tworzyć zaporę przed hałasem przejeżdżającego tramwaju. Sąsiadka z drugiego piętra zdecydowanie zaprotestowała przeciwko tym działaniom , wykorzystując  bogate słownictwo doprowadziła do wyprowadzenia się ekipy  wkopującej drzewka. Reszta w tajemniczych okolicznościach połamała się w ciągu  dwóch tygodni.

·         Znajdź pod marketem miejsce dla inwalidy . Z rodzinnych powodów wiem coś na ten temat

·         Wynająłem dom na wsi do spółki ze znajomymi ( byłymi ) Zauważyłem że wieczorami wychodząc za chałupę podlewają stare drewniane belki spichlerza  traktując miejsce jak osobliwe WC . Zwróciłem im uwagę. O co ci chodzi , przecież to nie twoje 

·         Akcja składania PIT-ów , ostatni dzień ostatnia godzina i 30 % społeczeństwa .Gdzie się spieszyć.

·         Jeżeli za znakiem zakaz parkowania i zatrzymywania ,postawisz auto na światłach awaryjnych to czynisz to zatrzymanie zgodnym z przepisami ? Szatańska interpretacja

Co tam Komorowski .Co tam Norwid  i Piłsudski my Polacy wolne ptaki. 
Antoni Relski
10 komentarzy

24 kwietnia 2009
 Wczoraj w przypływie nostalgii wrzuciłem do odtwarzacza DVD płytę na którą zgrałem etapy remontowania mojej gorczańskiej chałupy .W najbliższy weekend wybieram się ,  aby trochę posprzątać wokół i może poprzycinać gałęzie. Wszak tradycyjny długi weekend tuż ,tuż a z nim rozpoczęcie sezonu grillowego . Szanujmy tradycję , ale póki co sprzątanie.
W trakcie  ostatnich  piętnastu lat budowania zdobyłem głęboką wiedzę i doświadczenie nie tylko z zakresu budownictwa ale także z kontaktów międzyludzkich. Postanowiłem że wszystko to w miarę  wolnego czasu opiszę . Mam nadzieję że nie zajmie mi to kolejnych piętnastu lat . Od czasu do czasu pojawiać się więc będą notatki zatytułowane Dom na zboczu góry  . Pozostaje już  tylko liczyć na własną wytrwałość i konsekwencję

I.
Od zawsze chciałem mieć coś swojego .Chociaż początkowo wydawało mi się że w domu rodzinnym wszystko co starych jest również moje, życie zweryfikowało tą prawdę.  Na zajęciach  spotykałem kolegę , który przyjeżdżał na zajęcia fiatem 132p ,na tamte czasy limuzyna.  Syn dyrektora  branży przemysłowej nie miał problemu z zabaweczkami , ale na moje pytanie o samochód odpowiadał niezmiennie : samochód jest ojca ja mam rower.  W moim domu , który  później zwykłem nazywać rodzinnym  zacząłem eksperymentować z naprawami, zmianą  wystroju i aranżacją wnętrza. O ile na naprawy szczególnie te drobne matka gotowa była przymknąć oko ponieważ ojciec pochłonięty karierą   społecznikowską bywał gościem w domu , o tyle moim modernizacjom  i aranżacjom mówiła stanowcze nie . Będziesz miał własny dom  to sobie będziesz robił. Odwlekanie w przyszłość zresztą bliżej nieokreśloną realizacji moich pomysłów  , które co rusz  pojawiały  się pod czaszką powodowało zrodzenie się tej przemożnej chęci posiadania czegoś własnego , co mógłbym rozebrać i złożyć  dla samego rozebrania i złożenia. Kiedy poznałem moją żonę Annę zacząłem udzielać się w męskich sportach. Jej dom rodzinny ,dom matki wychowującej samotnie dwójkę dzieci krzyczał  brakiem mężczyzny , który potrafiłby wymienić kontakt, naprawić odkurzacz czy zrobić coś tak cudownego jak lampkę na ścianie w miejscu w którym do tej pory nie było kabli. Rzuciłem się  w wir napraw i remontów z akceptacją obu zamieszkujących mieszkanie kobiet i jednego mężczyzny , syna i brata .Brat grał na gitarze , oraz w studenckiej reprezentacji siatkarskiej,  w głębokiej natomiast pogardzie miał wszelkie manualne  czynności związane z obsługą domu. Pomoc w wymianie bezpieczników  ograniczała się do ostrzeżeń w stylu : uważaj Aniu żeby prąd Cię nie kopnął. Z wzajemną korzyścią  naprawiałem  sprzęty i urządzenia .Oni zyskali nowe życie starych gratów ja opinię pracowitego młodego człowieka.  Ślub wesele a następnego dnia przeprowadzka do własnego mieszkania które w testamencie zapisali dziadkowie żony rozpoczęły realizację marzeń . Mieszkanie małe , ciasne , ale własne . Kucie , kablowanie , malowanie . Boże hektar nieużytku mieszkaniowego  do wyłącznego dłubania . No może nie hektar a 37 metrów kwadratowych, ale zawsze. Pamiętam pierwszy pawlacz , pierwszą boazerię , czy w końcu pierwszą wymianę programatora w pralce automatycznej zakończoną wizytą fachowca , wtedy  to uświadomiłem sobie  , że nie wszystko powinienem robić sam.
Po latach szlifowania kunsztu remontowego  zapragnąłem sprawdzić się w innej perspektywie. Bodźcem do tego stałą się wizyta  u przyjaciela z lat studenckich który kupił starą chałupę  niedaleko przystani początkowej   spływu Dunajcem. Piękne miejsce z widokiem na  Tatry  , szeleszczącym strumykiem  i modrzewiem szumiącym swoją półwieczną historię. Całość wymagająca remontu , modernizacji a może nawet reanimacji. Widząc poryw energii kierujący kumplem,  sam poczułem przemożne pragnienie posiadania. Posiadania nie klasyfikującego mnie w innej  sferze , ale zwykłego  właściciela domku , kempingu w końcu rozkraczonej chałupy w okolicy pofałdowanej mniejszymi lub większymi pagórkami  .Nie znoszę szerokich płaskich przestrzeni, gdzie widzi się gości którzy zmierzają na Twoje imieniny już na  pół godziny przed powitaniem. brr  W takiej to atmosferze popartej jeszcze  budowaniem przez cała sobotę płotu u znajomego , powziąłem decyzję . W trakcie jazdy powrotnej do domu powiedziałem do żony
- Aniu taka chałupa , stara rozpadająca się , do remontu. Mam sprawne ręce , trochę zmysłu technicznego. Do tego gwoździe , parę desek  i będziemy mieli własny dom w górach.
   Nie przypuszczałem jeszcze wtedy jak życie  brutalnie zweryfikuje moje pozytywistyczne marzenia. Budować , stawiać , mierzyć , przycinać i zbijać  ,zamieniło się w jedno krótkie  : płacić!

  

Antoni Relski
6 komentarzy

21 kwietnia 2009
Brak respektu przed przełożonymi, to taka cecha charakteru, która budzi czasem podziw wśród towarzyszy niedoli, zawsze jednak wiążę się z okrojeniem miesięcznej premii, czy pominięciem w awansie. Pokorne ciele dwie matki ssie, tak uczyli rodzice i dziadkowie. Nie wiem skąd im się to wzięło,  ponieważ mój ojciec w chwilach rodzinnej słabości wspominał z satysfakcją chwile  służbowej niepoprawności. Przygadać , zirytować  szefa, wkurzyć główną księgową ileż to miało w sobie uroku  . Przypominało jednakże  całowanie lwa w nos, przyjemność wątpliwa , ale jakie ryzyko!. Co zrobić gdy nie potrafisz sobie tego odmówić. To nie żadne ADHD  to taki zespół MWDS (mam w dupie szefa )
Chcecie bajki oto bajka :
Duża hala magazynowa na końcu której znajdowało się pomieszczenie magazynierów. Stanąłem w otwartych drzwiach, wsparłem się ręką o futrynę i zagadałem do chłopaków . Rozmowa zeszła na  tematy sportowe.
-  A propos jaki był wynik tego  meczu ?  - zacząłem. Bo starego popier….o  i gonił mnie przez cały magazyn, do gabinetu, żeby spytać o wynik meczu. Rzeczywiście pół godziny wcześniej z zakątków magazynu wygrzebali mnie ładowacze, abym natychmiast stawił się u szefa. Rzuciłem wszystko co robiłem i pognałem na górę. Oglądałeś  wczoraj mecz ? - spytał stary. Nie oglądałem kurde. Wróciłem  zły do roboty z której mnie wyrwał .
 Po mojej soczystej wypowiedzi   nie zauważyłem niestety  uśmiechu na twarzy magazynierów. Ich skóra  zrobiła się popielato szara. Przeczuwałem co może być. Powoli odwróciłem się napięcie i za sobą zauważyłem starego , który założył ręce jedną na drugą, stanął w rozkroku i z pobłażaniem kiwał miarowo głową . Jego usta  zdobił złośliwy uśmieszek . Cóż  było zrobić. Zaprzeczenia nie  zdały się na nic . Błyskawicznie rzuciłem:
- jakby się Pan tak nie skradał, to by Pan tego nie usłyszał.
Uśmieszek znikł z twarzy starego, odwrócił się na pięcie i wyszedł  . Nigdy nie wróciliśmy do  tego tematu.  Ja już  wiem że rozmawiając o wiele lepiej mieć ścianę za plecami.
Jak w reklamie Wertels oryginal  mogę powiedzieć:
Dziś sam jestem szefem  i cóż mogę zrobić  moim podwładnym którzy próbują mi dopiec?  . Ano nic , nauczyłem się cenić dobry dowcip, ciętą ripostę. Dorosłem do wiedzy, że prestiżu i szacunku  nie zdobywa się razem z  nominacją na szefa. Boże jakie to komfortowe nie biegać nadęty jak balonik i podejrzewać, że wszyscy chcą z niego upuścić powietrze.
To prowadzi do frustracji, psychozy, a w konsekwencji zawałów serca i wysokiego cholesterolu. Nie wystarczy łykać Akard . Trzeba jeszcze nabrać dystansu do siebie i zajmowanej funkcji.

  

Antoni Relski
33 komentarzy

17 kwietnia 2009
Zwariowaliśmy chyba. Żona bo się zdecydowała , ja bo się zgodziłem. Tak posumowała nas moja teściowa czyli matka mojej żony. Tak jak moim niespełnionym marzeniem jest motocykl , o czym opowiadam  już chyba za bardzo na lewo  i prawo ,marzeniem żony był tatuaż. Ne taki agresywny  na całej ludzkiej połaci ale , taki mały motylek . Najchętniej  przykryła by  wzorkiem bliznę po operacyjną ,  ale wielokrotnie cięta skóra nie jest ani wdzięcznym ani bezpiecznym miejscem. Trzeba będzie dalej znosić  ciekawski wzrok na  plecach . Przez lata próbowałem wyperswadować ten pomysł ,  pokazując na przykład tatuaże załogi rosyjskiej łodzi podwodnej , dziergane  gospodarskim sposobem i zapuszczane  długopisowym tuszem. Nie podziałało , wręcz przeciwnie żona podsuwała mi zdjęcia długonogich lasek  z delikatnym tatuażem i wtedy moja moralna waga wychylała swoją szalę do oporu na korzyść żony.  No w końcu nie potrafię jej nic odmówić  , nawet tatuażu. Po przeprowadzeniu sondy na temat rankingu salonów tattoo  i  wysłuchaniu szeptanej reklamy zwłaszcza pani od tipsów,  której biust zdobił kuszący wzorek .  Przy  niedawnej operacji modelowania biustu Pani Ela  jeszcze bardziej działała  na moją wyobraźnię , pewnie dlatego na tipsy żona zawsze umawia się przed południem , samotnie  . Wybraliśmy więc  salon .Czy wyobrażacie sobie , że czas oczekiwania na dzierganie  w dobrym salonie wynosi  około miesiąca. Zadziwiające. Kiedy nadszedł ten dzień  o określonej godzinie pojawiliśmy się wspólnie  w salonie. Żona do zabiegu , ja aby załatwić finansowe sprawy. Pierwsze wrażenie  negatywne . Ściany pooblepiane modelami  wytatuowanymi na maksa .  No cóż zrobić jeżeli fotografia męskiej łydki  z misternym nawet wzorem , nie wywołuje u mnie pozytywnych  wrażeń estetycznych.  Panie obsługujące ten lokal obowiązkowo wytatuowane  dość konkretnie , zaprosiły żonę na fotel . Jak u dentysty .Po dokonaniu wyboru motywu i kolorów wypełnienia zaczęło się  systematyczne dzierganie. Nie mogłem na to patrzeć , bo pomimo tego że mam wysoki próg odczuwania bólu własnego , nie potrafię patrzeć na ból zadawany innym.  Nie oglądałem więc  Piły cztery , nie oglądałem nawet jedynki. Nie jestem sadystą. Kiedy minął mi pierwszy opór wewnętrzny zacząłem rozglądać się dokoła. Stosy katalogów, setki zdjęć  , dziesiątki gazet ale ani jednej o tematyce z  poza tatuażu. Kiepsko. Aby w jakiś sposób znaleźć  się w tym miejscu  w zgodzie ze sobą  położyłem wśród katalogów zaproszenie na koncert  chopinowski , które dostałem na ulicy przed salonem . Ustawiłem tak aby ulotka wystawała w sposób widoczny, ale  nie natarczywy.  Myśl pozytywnie Antoni  , narzuciłem sobie . Muzyka . Okazuje się że muzyka  która teraz zaczęła  drażnić moje zmysły , jest do zniesienia. Powiem więcej odpowiada mi  ponieważ lubię  gotyckie  klimaty . W porządku . Obrys motylka na łopatce jest , teraz wypełnienie. Ja próbuję z kolei wypełnić czas oczekiwania.  Właśnie kolejna klientka wybierała węża który z chińską  manierą oplatać  miał kark zainteresowanej. Wykorzystując  pretekst włączyłem się do rozmowy. Pogaduszka rozwinęła się i  trwała  pomimo  wyjścia klientki . Okazało się ,że ta mocno wytatuowana dama  posiada łagodne i ciekawe wnętrze .W rozmowie rozumieliśmy się doskonale .Zgadzaliśmy się we wszystkich poruszanych kwestiach , no może poza jedną  że wcześniej czy później  pojawię się tu jako klient. Ciekawe znalazłem zrozumienie dla moich poglądów w salonie tatuażu . Nie sądź  człowieka po wyglądzie . Humanisto , powinieneś  pamiętać o tej podstawowej zasadzie! Przyznaję zapomniałem. Motylek  już gotowy . Nawet ładny , czerwony .Wygląda jakby przysiadł na chwilę na Jej ramieniu  . Nie duży, wpisany  w okrąg o średnicy 5 cm. Nie kłuje  w niepowołane oczy. Potem jeszcze opatrunek . W przyszłości tygodniowe natłuszczanie. Trochę bólu , więcej upierdliwego swędzenia . Płacę  rachunek  , niech to będzie prezent . Wychodzimy .
Jak ja powiem  o tym mamie -  martwi się żona.
 A ile Ty masz lat kobieto ? - pytam.
 Najgorsze  było przed nami. Kiedy w domu  synowie zauważyli motylka  i gdy  uwierzyli w końcu że nie jest to nalepka  zaczęło się .
W przyszła sobotę  przekłuwam sobie brew  - wypalił młodszy. 
Masz babo placek. Teraz będzie potrzeba  dyplomacji , aby do tego nie dopuścić. A gdzieś w skrytości ducha podejrzewałem taką reakcję.  Nie zawsze nasze dzieci   chcą współtworzyć  nasze marzenia.

  
Antoni Relski
14 komentarzy

14 kwietnia 2009
Święta  , święta i po świętach. Było minęło .Od rana wróciła proza dnia codziennego.
Chodzę tam i z powrotem  po  przedpokoju własnego mieszkania ; jest szósta dwadzieścia pięć . Od pięciu minut to ja powinienem  znajdować się z tamtej strony drzwi od łazienki.  Za drzwi dobiega miarowy plusk wody  z prysznicowego sitka .Na moje  nerwowe postukiwanie  słyszę tylko – chwilunia!! .Już czwarty raz słyszę to chwilunia. 
W przedsiębiorstwach  bardzo dużą wagę odgrywają działy logistyki , które w precyzyjny sposób zabezpieczą  transport , dostawę materiału , bądź inne powtarzające się elementy. Taki system działa później precyzyjnie  i chroni przed zawałem serca, kierowników budów , sklepów , itp.
 Po serii awantur w trakcie rannych ablucji  , wprowadziliśmy precyzyjny system porannego  korzystania z łazienki .
 Pierwszy wstaje najstarszy syn dla którego najważniejszą potrzebą  poranka jest sprawdzenie poczty  elektronicznej i ewentualna odpowiedź . Kwadrans z głowy .  Kiedyś nawykiem było wypić szklankę przegotowanej wody z miodem , ale czasy się zmieniają .
Wczoraj  w księgowości  Pani Bożenka powiedziała,  że nie korzysta  Internetu, a kontakt z komputerem w pracy zupełnie jej wystarcza. To jak Pani może spokojnie zasnąć,  bez sprawdzenia poczty ? spytał obecny przy rozmowie  kolega.
Następna w kolejce żona,  ponieważ uważa  że w ten sposób ma wszystko pod kontrolą .Chociaż z upływem lat każde z dzieci z osobna  potrafi o siebie zadbać
Młodszy syn  ponieważ musi doprowadzić do perfekcji fryzurę
A na końcu ja. Ja nie muszę  prowadzić czasochłonnych działań . Jak w wojsku , w którym nie byłem , potrafię działać na komendy. Poza tym po  szczotkowaniu   zgryzu , goleniu i prysznicu ,wystarcza  mi dezodorant i woda po goleniu.   Woda po goleniu ( nie lubię określenia toaletowa * )  to taka moja pasja i słabość  . Pasja bo lubię trwałe zapachy , słabość  bo używam wody która podoba się żonie .
Tak to leci to codzienne życie  kończone przed wyjściem  grzanką z dżemem  i lekami na nadciśnienie.
Ten regularny monotonny rytm  ,powodujący mechanizm działań  zostaje czasami zaburzony.    
Wystarczy  że komuś  zaburzy się perystaltyka jelit i kłopot gotowy.
Czas wejścia i wyjścia  przesuwają  się  , o parę  minut każdemu i  nagle  okazuje się że pora mojego wejścia do łazienki zgrała się z godziną wyjścia do  pracy .
W grę idą słowa , słowa , słowa. Cięte jak brzytwa , trafiające jak pocisk.
W atmosferze ogólnego pobudzenia , przekonania o własnej racji i poczuciu krzywdy własnej wychodzimy z domu . Wracamy do niego  ,nie pamiętając o  porannych urazach i wymianie zdań. Nie pozwolimy w końcu, by jedna kupa nawet nie wiadomo jak okazała decydowała o naszym życiu .

*Dlaczego nie lubię używać nazwy toaletowa?

Sklep kosmetyczny zwany kiedyś drogerią . Wpada facet i od progu krzyczy
- poproszę papier do dupy.
- Proszę  Pana mówi się toaletowy . Papier   t o a l e t o w y
- Dobra , no to ten toaletowy , acha i mydło
- Toaletowe ? - spytał sprzedawca
- Broń Boże !  Do twarzy . 

  
Antoni Relski
10 komentarzy

12 kwietnia 2009
Tejwe  mleczarz bohater hollywoodzkiego ‘Skrzypka na dachu”  mówił że najważniejsza jest tradycja. Ja swoją lekcję tradycji odbierałem w swoim rodzinnym domu ,systematycznie święto po święcie. Może było mi  łatwiej, bowiem dość wcześnie uświadomiłem sobie przemijanie pokoleń .Jeżeli nie nauczę się czegoś od swego ojca , nie będę umiał. Teraz Internet  zastępuje tą mądrość  pokoleń  a Google naprowadzą Cię na  Cel . Trochę żal , ale to znak czasów. W soboty i w niedzielę tradycyjnie przygotowuję  śniadanie  ,nawyk który odziedziczyłem  po moim ojcu. Da Bóg że stanie się to tradycją naszej rodziny w następnym pokoleniu .  W ostatnią sobotę oprócz zwyczajowego  śniadania przygotowałem garnek pełen łupin z cebuli ,  wrzuciłem do tego sześć jajek i nastawiłem na gazie. Co prawda do święcenia przeznaczany  cztery , ale zawsze w ferworze walik jakaś skorupka pęknie , przygnieciona  czyimś niewprawnym palcem.  Po   kilku minutach  skorupki nabrały ładnego brązowego koloru i stały się materiałem do stworzenia pisanek drapanek . Każdy  członków rodziny dostaje swoje jajeczko , aby nanieść na nim inkrustacje  świadczące o jego  charakterze , zamiłowaniach i emocjach. Starszy najchętniej ubrałby jajko w ramoneskę a młodszy dokleił deskorolkę . Tylko jak to zrobić  na wątłej skorupce jajka.  Nie przychodzi  mi to łatwo , czasem „ogniem i  mieczem „ kultywuję tą wielowiekową tradycję , jak krzyżowiec . Opór , anarchia i łatwizna.  To z nimi muszę mierzyć się co roku. Kiedy  po wstępnej wymianie zdań  każdy z członków rodziny  trzymał swoje jajo zaczęło się .  Żona nożykiem do tapet wydrapywała  motywy kobiece, misterne delikatne .  Ja powielałem wzorce zapożyczone z głębokiej  młodości ,  kiedy to artystki ludowe ze Śląska Cieszyńskiego  lub Koniakowa przed kamerami telewizji , jedynej wtedy słusznej, drapały lub malowały woskiem swoje pisanki , kraszanki , czy co tam kto chciał. Jak rozwojowy twórca czasami do swoich pisanek używam materiałów  takich jak sznurek, tkanina , koraliki. Tworzy  się  wtedy coś w formie  jajkowego patchworku , czy z polska paczłorka  . Zawsze jednak pilnuję aby było w zgodzie z elementami  ludowej stylistyki wielkanocnej. Dzieci zaszyły się w swoich pokojach aby przemyśleć  motywy.  Młodszy poszedł na łatwiznę  i przystawiając jajko do monitora  odwzorowywał  coś z bogatej galerii muzeum etnograficznego . Starszy zaczął łączyć  motywy muzyczne. Prosiłem aby tylko uważnie dobierał  symbole  gothic –kie. Po  trzech kwadransach twórczego bólu , na kuchennym stole zgodnie koło  siebie leżały  cztery jajka różne jak cztery świata. Ich obecność świadczyła  o zwycięstwie tradycji na  tanim chińskim konsumpcjonizmem.  I kiełbaska  i babeczka .Szybko zapełnił się koszyczek do święcenia. Całość przykryta  ręcznie szydełkowaną  serwetką   .  I stał tak ten koszyk na  środku stołu i czekał na amatora który ujmie go we własne dłonie .  I wziął najstarszy syn koszyczek w swe dłonie  i rozczulił nas ten widok . Prawie dwu metrowy  facet w czerni ,odziany w glany i skórzaną ramoneskę  . A  młodszy  Dj-owiec  bronił się  przed ujęciem w swe młodzieńcze  dłonie wiklinowego koszyczka .  Poniosła żona wyglądając niczym  czerwony kapturek na emeryturze. Stara tradycja nakazuje, aby po święceniu odwiedzać groby pańskie ,przygotowywane  specjalnie rok w rak. Niestety Grób Jezusowy zamienił się w skrajny czasami komentarz polityczny.  Kto gardzi polityką rezygnuje  z  pielgrzymki. Twórcy   scenografii   pomyślcie czy warto ?   .
Dzisiaj  po wystawnym  śniadaniu korzystając z pięknej pogody wybrałem się z żoną  na Cmentarz Rakowicki .Spacerując alejkami przystawaliśmy raz po raz przed mogiłami  z lokatorami   których nazwiska to dzisiaj nazwy popularnych ulic. Zawsze onieśmielał  mnie ten bezpośredni kontakt z historią , twarzą w twarz. Odwiedziłem również groby tych którzy tworzyli historię chociaż nie zostali patronami ulic czy skwerów . Żołnierzach pierwszej wojny światowej   w  jednolitych mogiłach  oznaczonych czasem tylko imieniem , nazwiskiem lub zawołaniem. To też historia , może bliższa nam nawet i bardziej pospolita  niż  General Haller , Wieniawa Długoszowski  czy Prezydent Friedlein .  Ale  w końcu  to święta  zwycięstwa  życia nad śmiercią  . I oto chodzi.
 A jutro Śmigus Dyngus  dzień  wszelkiego polewania i olewania . Życzę  cierpliwości i dobrej zabawy.  
Antoni Relski
5 komentarzy

10 kwietnia 2009
Nadużywanie to cecha naszych czasów. I nie chodzi tu  już o zwykłe dwa kielichy za dużo , ale inne, nowe  z pozoru nie uzależniające zachowania . Patrząc na relację telewizyjne ze Stanów Zjednoczonych widać , że kult jedzenia wdarł się na dobre do tego społeczeństwa . Koszmarnie tłuste dupska ,efekt Fast food –ów kołyszą się po ulicach w rytm zmieniających się świateł w ulicznych sygnalizatorach. Zaczynają więc dominować  te-  holizmy nad naszym życiem . Mamy  więc seksoholizm ,  zakupoholizm  i wiele innych .  Wystarczy do czynności dodać  końcówkę a już okaże się, że jakiś procent mieszkańców matki ziemi cierpi na podobną  dolegliwość.  Kiedy jakiś czas temu  po dyskusji na forum  ustaliłem  , że nie jestem  alkoholikiem ulżyło mi  . Zacząłem jednak  rozglądać się po innych moich uzależnieniach. To raczej nie masochizm ale  brak całkowitego i bezwarunkowego zaufania do siebie. Poza tym  świadomość swoich słabości , to ponoć podstawa walki z nimi.  I padło  na net  . Tak kontakt z Internetem , kontakt codzienny stał się nagle  niezbędny.  Każdego dnia sprawdzam pocztę , coraz więcej czasu zajmuje mi  blog.  
 A on dostał takiej manii że chciał tylko od Stefanii  -  brzmią  słowa popularnej przedwojennej piosenki.  I ja też ogarnięty manią pisania popadłem w jakiś blogoholizm . Pilnowałem terminów ukazywania się moich wpisów  . Śledziłem komentarze , odpisywałem na każdy . Śledziłem blogi moich gości ,bo to grzeczne ,ale stało się również miłym i pouczającym doświadczeniem. Tak to w  niezauważalny sposób zacząłem   zanurzać się  w cyberprzestrzeń . Grząsko , zapadałem się coraz bardziej
Dobrze że przychodzą rocznice , jubileusze  w końcu święta. W tym okresie dokonujemy  analiz ocen swojego życia , jakichś podsumowań . Dobrze jeżeli wyciągamy z tego wnioski. Mój  poprzedni rozliczeniowy  post powstał w takiej właśnie atmosferze. Taki mały krzyk rozpaczy. Takie małe ratunku. Dobrze że złapałem się jakiejś ratunkowej gałęzi. Korzystając z tych jakichś tam rocznic i przedświątecznej atmosfery  duchowych przygotowań podjąłem postanowienia .
Blog nie będzie decydował  o  moim  życiu.
Potrafię  zasnąć bez sprawdzania komentarzy i wpisów
Pocztę  można sprawdzić również jutro rano.
Korzystając z tego  tygodnia , zwanego Wielkim  ograniczyłem  kontakty z Internetem do spraw wyłącznie  służbowych . Ekran laptopa pozostał ciemny bez względu na uczucia jaki mną targały . A targały . Czujesz że musisz , inaczej nie sklei się ten dzień,  wieczór nie zapadnie . Boże toż to prawdziwe  uzależnienie.   Ktoś powie , szukasz sobie problemów. Może . Jednak odcięcie od sieci przyjąłem boleśnie .Powiem więcej dalej boli . Dorzuciłem do tego jeszcze parę umartwień i tak jakoś samo poszło. Nie jest to co prawda poświęcenie na  skalę  medytacji u braci zakonnych w Tyńcu , gdzie wynajmujesz celę na tydzień, oddajesz komórkę i prowadzisz medytację , ale takie moje  małe ofiarowanie .
Co do odgrażania się wyjazdem w Bieszczad  nie skłamałem ,to  byłą taka przenośnia . Wyjazd w sensie mentalnym czyli zmiana tempa życia. Tylko czy są Bieszczady  są jeszcze gdzieś takie jak kiedyś . Czy zmienił je czas i komercja. A może jak z plażami .Kiedyś Suzi Santor Tak śpiewała :   
Już nie ma dzikich plaż,
Na których zbierałam bursztyny,
Gdy z psem do ciebie szłam
A mewy ósemki kreśliły, kreśliły
Już nie ma dzikich plaż
I gwarnej kafejki przy molo
Nie jedna znikła twarz
I wielu przegrało swą młodość, swą młodość

Wsiadam w pociąg powrotny, ocieram jedną łzę
Ludzie są samotni, czy tego chcą czy nie
Patrzę w oczy jesieni, nad morzem stada chmur
Pejzaż mojej nadziei, umyka mi z pod kół

Serce gryzie nostalgia a dusze ścina lód
W radiu śpiewa Mahalia, swój czarny smętny blues

 (słowa Krzysztof Logan Tomaszewski )
Hit dwudziestopięciolecia , może jak dla mnie troszkę zalatuje  kiczem, ale pokazuje że wszystko przemija i nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. Tak mawiał  pradziadek Heraklit z Efezu. A ja chciałbym tak przystać do węglarzy drzewnych  a może zrealizować jakieś inne marzenie. Wszak bez liku tkwi ich w facecie. A jeżeli ktoś czytał ” MW”  Waldemara Łysiaka to zrozumie hasło  : „wiesz taki kuter”. Ech targają człowiekiem emocje  . Konia i w step , tylko ta benzyna taka droga. Mówiąc zaś innymi słowami nie udała mi się próba , za przeproszeniem obrzydzenia sobie własnego bloga. Mam jednak nadzieję na ten dystans. Lata mijają i już wiemy że po smutnym Piątku czeka nas radosna Niedziela . Takie przesłanie życia. Przed chwilą właśnie  po raz pierwszy od tygodnia otwarłem swój blog i przeczytałem komentarze. Dziękuję tym którzy zdecydowali się  napisać parę słów od siebie . Wierzcie mi że bywają takie chwile w życiu człowieka kiedy  ich potrzebuje. Pozwolę sobie nie komentować tych wpisów i pozostawić takim jakie są . Podobała mi się myśl którą Iwona zamieściła w swoim komentarzu :   Ludzie nie skandaliczni tak mają, że słucha się ich w milczeniu . Może dlatego cytuję  że Iwona na dwa lata mniej niż mój najstarszy syn  i zadziwia mnie jej dojrzałość . Pozdrowienia . Przyjacielskie gesty a jeszcze lepiej przyjaciele potrzebni są w życiu jak nic innego .
W jednym ze sklepów  w Afryce pojawił się podróżnik który chciał kupić serum na jad węża .
Niestety serum nam wyszło –powiedział zmartwiony sprzedawca- ale mamy długie ostre noże.
A po co taki nóż? -Spytał zdziwiony podróżnik
No jeżeli wąż ukąsi, to w miejscu ugryzienia nacinamy nożem krzyżyk i wysysamy trujący jad.
No dobrze a jeżeli wąż ugryzie mnie na przykład w  tyłek.
To wtedy przekona się Pan , kto jest Pana prawdziwym przyjacielem .
Szczera prawda.

A więc Przyjaciele , Sympatycy i Znajomi mojego bloga . Dziękuję za troskę okazaną mi w komentarzach  jak również w szlachetnym milczeniu  po przeczytaniu  postów. Pozwólcie że złożę Wam najserdeczniejsze Życzenia Świąteczne. Zdrowia i radości , pogody ducha , wyrozumiałości i umiejętności przebaczania .A także  kasy oczywiście dla realizacji wcześniej wyartykułowanych życzeń.
 
A ja cieszę się ponieważ jak powiedział  Stefan kard. Wyszyński  :
 Najważniejsze jest zwycięstwo nad małym, czymś niesłychanie małym - nad sobą

  
Antoni Relski
13 komentarzy

06 kwietnia 2009
 Już  mogę  o sobie mówić Pokolenie pięćdziesiąt plus  W  modnym skrócie było by to ppp lub jeszcze lepiej 3P . Tak wyrażone  ładnie wpisuje się  w konwencję pokoleń  JP2 i MP3.
 Do wieku po piątce wpisałem jedynkę .Dzisiaj jeszcze jak to się mówi piję szampana , ale zaglądam z niepokojem   i ciekawością na dzień jutrzejszy.  Niepotrzebni czy niezbędni w kolorycie codziennych dni.
Niepotrzebni dla gospodarki,  chociaż  rząd wymyśla system zachęt dla przedsiębiorców którzy zdecydują się zatrudnić  ludzi po pięćdziesiątce. Jakieś zwolnienie z podatku jakiś bonusik , jakieś perskie oko. Lepsze to niż  płacić bezrobocie  . A frustracja  dojrzewa i rozkwita , jak kobita
Emerytury i to nie tylko z tego drugiego filaru topnieją w oczach  . Pierwszy raz od wielu lat  otrzymałem  informację o ujemnej stopie zysku naszych pieniędzy składanych na srebrne lata . Klasyczna piramida finansowa , wymyślona przez Państwo dlatego legalna , chwieje się i drży cała. A my tkwimy w rozkroku bo z jednej strony albo przeludnienie z konsekwencjami. Z drugiej strony  ujęcie w karby sprawy  przyrostu kładzie nasze emerytury. Albo ozonowa dziura i emerytura, albo cienkie zupki.
Komunikacja z pokoleniem  JP II czy MP3 mocno utrudnione ponieważ nie jest modne , może nawet nie jest akceptowane  korzystanie z mądrości  życiowej  starych. Jak bohaterka filmu Jerzego  Sthura wyrzucają z siebie za każdym razem : A cóż ty mi możesz powiedzieć czego nie znalazłabym w Internecie . (Pogoda na jutro )
Agnieszka Osiecka napisała tekst Szpetni Czterdziestoletni :
 W taki wieczór ani zimny, ani ciepły
po ulicach, po zaułkach i po placach,
spacerują sobie szpetni,
spacerują sobie szpetni
czterdziestoletni,
po swoich pracach.
Każdy dawno rozwiedziony,
idzie mocno zamyślony,
niczym wdowiec po ideach i po babach,
co pomyśli, to wymyśli,
potem jeszcze mu się przyśni,
bo to taka jest, widzicie, smutna sprawa:
Odczuwamy trochę zgagi po tym życiu -
po tym życiu, po przepiciu i te pe,
odczuwamy trochę kaca,
że co było, to nie wraca,
jak ten kochaś, który zginął w sinej mgle.
Odczuwamy trochę żalu,
że tak wcześnie jest po balu,
kiedy noga się do tańca jeszcze rwie.
Chce się tańczyć, chce się walczyć,
a tu nagle - panie starszy,
zamykamy, zamykamy, tak czy nie ?

Powtarzamy bałamutnie,
ze bywało jeszcze smutniej,
wychylamy pięćdziesiątkę albo dwie,
zazdrościmy młodszym siostrom,
cytujemy cos z `Po prostu`,
chcemy prawdy, tylko prawdy i te pe.
Czasem kogoś ktoś spotyka,
siwa chandra nagle znika,
ktoś ubiera się w kolczyki z naszych łez...
Chwilę jest się w siódmym niebie,
potem wraca się do siebie...
Tylko powiedz, tylko powiedz,
gdzie to jest ?
Tylko powiedz, tylko powiedz,
gdzie to jest ? 
To było dziesięć lat temu. A po dziesięciu latach ? Pięćdziesięciolatek to taki mocno przerośnięty szpetny . I chociaż w dalszym ciągu jeszcze mu się chce,  to  świat coraz mniej pragnie tego chcenia. Walczę ze sobą aby sensem mojego życia nie była prostata i tabletki na nadciśnienie . Tylko czy ktoś postrzega tą walkę jako walkę , czy tylko starzejącą się  upierdliwość.  Czy jest  coś jeszcze  , coś co mówię a z czym warto by się było nie zgodzić lub zgodzić ?.
Jedni w porywie utarcia życiu nosa , zmieniają żony , samochody , albo chociaż  zainteresowania. Dla innych ucieczką jest pasja  . Dla mnie był blog. Ale powtórzę jeszcze raz pytanie  - czy jest  coś jeszcze  , coś co mówię a z czym warto by się było nie zgodzić lub zgodzić ?.  Komentarze na blogu są jakby papierkiem lakmusowym  . I one  najlepiej, bo bezstronnie odpowiadają na to  pytanie.  Jeden, dwa w porywie  trzy  komentarze  na tematy  dla mnie ważkie  i istotne.   Przysłowiowe opis stylizacji  paznokcia  zasypany jest  komentującymi  . Broń Boże nie kpię tutaj z paznokci , to tylko przykład czegoś zdecydowanie odmiennego.  Wychodzi na to,  że mówię  o rzeczach absolutnie oczywistych a wiec truizmach . Po co więc powtarzać truizmy. Albo  piszę na tematy nieistotne ,nie warte komentarza .To po co klepać klawiszami.  Zagląda tu co prawda codziennie około 60 osób  i dzięki im za to,  brak mi natomiast emocji. Emocji która motywuje.  Przykładem jest chociażby post dotyczący adopcji , napisany bardzo emocjonalnie , z pod serca  . Walczyłem  ze sobą dłuższy czas , pisać nie pisać . Ekshibicjonizm  emocjonalny jest szalenie trudny . Efekt  dwa komentarze . Dziękuję autorom . Poczucie nieistotności ? ogromne .
- Co panu dolega ? 
- Panie doktorze nikt mnie nie rozumie wszyscy mnie lekceważą .
-  Spadaj Pan .Następny proszę
Zacząłem pisać z powodów terapeutycznych  i ta terapia  rzeczywiście mi pomogła. Komentarze  pozwalały  mi  upewnić się , czy już zwariowałem ,  czy jeszcze nie . Być może nie mam talentu porywania tłumów , dlatego nie jestem politykiem. Być może nie potrafię wnieść nic ciekawego do życia innych . Jestem jak ta mrówka pracownica ze swoim patyczkiem.  Jedna z wielu na drodze z lasu do mrowiska  .Przeświadczona o własnej dziejowej misji .  Wydawało mi się  że skoro mój patyczek jest bardziej zakręcony w lewo , to ktoś obserwujący tłumu podobnych  powie – o ,fajny patyczek.
A może Antoni Relski  jak i  jego pierwowzór skazani są na zapomnienie . Jak dinozaury.   Wszak przychodzimy i odchodzimy , tak głosi jeden z hymnów Piwnicy Pod Baranami
Przychodzimy, odchodzimy
leciuteńko na paluszkach
Szczotkujemy wycieramy
Buty nasze twarze nasze
Żeby śladów nie zostawić
Żeby śladów nie zostało
Miasta nasze domy nasze
Na uwięzi się kołyszą
Tuż nad ziemią ledwo ledwo
Jak wiatr mały to nie widać
A jak wielki wiatr się zdarzy
Wielka bieda puszczą cumy
Zatrzepocą się zatańczą
Miasta nasze domy nasze
I polecą w stratosferę
Przygarbionych w pustym polu
Bez oparcia bez osłony
Bez niteczki choćby co by
Przytwierdzała nas do ziemi
Wiatr nas porwie i poniesie
Za kołnierze podniesione
Porozrzuca gdzieś w przestrzeni
Nam to nic przeczekamy
A jak skończy jak ucichnie
To wstaniemy otrzepiemy
klapy nasze rączki nasze
Żeby śladu nie zostało
Od początku zbudujemy
Miasta nasze domy nasze
Sprzęty nasze lampy nasze
Żeby wiatr miał czym kołysać                                 
(Słowa J. Jęczmyk)

Wiatr nas porwie i poniesie . Już podnoszę kołnierz aby nabrać powietrza rozpościeram poklejone skrzydła i w świat . A może nie pora odchodzić ? Może przeczekać jak radzi poeta .  Zaszyć się i budować po burzy , od nowa , ciągle od nowa , próbować .Czy wytrzymam kolejny napór burz z piorunami  i porywistych wiatrów historii. Nie wiem .Nie wiem czym mam tyle odwagi. Kiedyś Wojciech Młynarski namawiał :  
… I po prostu wyjedź w Bieszczady
Tak jak rano jedzie się do biura
Pluń na bajki, pluń na ballady
Tylko męska literatura.
Tam są męskie sprawy męskie bazy
Z nadbudową kłopotów najmniejszych
Nie daj sobie powtarzać dwa razy
Nie bądź taki niedzisiejszy
I z gitarą jak Michotek w polski Texas rusz
Z "pojedynki" wilkom strzelać w paszczę
Po przygodę, po urodę życia pośród leśnych głusz
Tam gdzie życie nikogo nie chłaszcze
Bo nie tylko w kinie są suspensy
Więc gdy na zmartwienia nie ma rady
Zamiast dzień stracony gonić,
Zamiast ronić łzy spod rzęsy,
Po prostu wyjedźcie w Bieszczady
 Może . Ale póki co :  
Wrzucam do plecaka  co  było ze mną i mną .
 Co było za mną i trochę przeciw .
Co świadczyło o mnie i przeciw mnie
Trochę miłości  , gorzkich wspomnień
Miarkę samotności , zawodu  i niespełnienia.
Cztery pożółkłe  fotografie . Odrobinę uśmiechu.
Żadnych adresów i numerów ulic ,telefonów
Kodów ,pinów ,  sum  czy procentów.
Przysypię   to wszystko szklanymi paciorkami
W których odbija się zachodzące słońce.

Pusty ten mój plecak . Może miałem zbyt wiele oczekiwań .
Może to ja jestem pusty. Pusty od środka i próżny .Może?
(P.S. Jeszcze nigdy tak wiele nie cytowałem,  ale po co  opisywać to opisane jest  po mistrzowsku  Chapo baux  Panie i Panowie )
Od redakcji
 Wczoraj razem z Antonim oglądaliśmy  dublet filmów o krakowskim Aniele ,(Anioł w Krakowie i Zakochany Anioł )  jak zwykle w milczeniu , jak zwykle ze szklaneczką whisky w ręce. Antoni był jak zwykle w takich chwilach odrobinę nieobecny. Lubię oglądać z nim filmy ponieważ nie rozpraszam się zbędnym gadulstwem ,tylko sztuka , whisky i my. Coś potem bąkał o samotności  i trudności w nawiązywaniu kontaktów, coś tam o radykalnych zmianach. Nie pamiętał  bym o tej rozmowie , gdyby nie to że od rana nie odbierał telefonu. Zaniepokojony  pojechałem do niego . Drzwi zamknięte. Korzystając z klucza ,który posiadam na wypadek podlewania kwiatów dostałem się do środka . Wewnątrz na stole  leżał  zamknięty laptop z jeszcze ciepłym zasilaczem. Obok telefon komórkowy wyłączony całkowicie  i  pendrive  na którym Antek miał zwyczaj zapisywać swoje przemyślenia. Oraz  taka mała biała kartka   na której  wyraźnie jego ręką napisano  : A może Wodziłki ? . Wiem gdzie to  z wczorajszych filmów  . To taka osada drzewiarzy    . A wokół raj  , bez telefonu , bez drogi i nawet sklepu z piwem nie ma  .  Ale po co ? ale dlaczego ?   ciągle zadaję sobie to pytanie .
Aż nastąpił taki rok                              
Smutny rok tak widać trzeba                       
Nie przyszedł Bieda zieloną wiosną              
Miejsce gdzie siadał zielskiem zarosło            
….
Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość            
Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość      
Krzysztof Zadziwiony

   
  Na pytania w którą stronę odszedł Antoni  otrzymywałem  sprzeczne  odpowiedzi
Antoni Relski
11 komentarzy

04 kwietnia 2009
W niedzielę  siedząc wygodnie ,wspólnie z żoną obejrzeliśmy Casablancę . Powinienem powiedzieć  że po raz kolejny , ale od ostatniego oglądania  minęło już trochę czasu  , mogę  więc traktować  to prawie jak premierę . Pierwszy raz kiedy zasiadłem przed telewizorem z powodu Casablanki  miałem  kilkanaście lat . Obejrzałem  film  , już jako ważny , ale nie wywołał u mnie burzy emocji . Wiedziałem co prawda  że jest to jeden z najbardziej znanych filmów w historii i przez wiele osób uważany jest  za kultowy   Rzecz dzieje się podczas II Wojny Światowej w Casablance. Właściciel nocnego klubu Rick Blaine spotyka swoją dawną miłość Ilsę, która okazuje się żoną działacza czeskiego ruchu oporu Victora Laszlo. Dawne uczucia odżywają. Niezapomniane  zwłaszcza kreacje Humphreya Bogarta i Ingrid Bergman a także piosenka "As Time Goes By" w wykonaniu Dooleya Wilsona.  Nawet nie wiem po co to wyjaśnienie . Każdy kto chciał widział ten film wielokrotnie .Niechętnym nie zaimponuję obrazem z 1942 roku  w niemodnym klimacie romansu  z posągową urodą Ingrid Bergman , trochę może  dzisiaj przykurzoną   i męskim  Bogartem . Męskim ? . Obecnie poczucie ideału męskości  rozwodniło się  mocno i na pewno   nie wpisuje  aktora do swego grona. Wielokrotnie zresztą zastanawiałem się  co leżało u podstaw powodzenia Bogarta  . a zwłaszcza co legło  u podstaw powodzenia u kobiet . Wielokrotnie też odpowiadałem sobie  - Nie wiem.  Są ponoć tacy faceci dla których  aby być pożądanym wystarczy tylko „ zdjąć beret „  Wisząc w alpinistycznym rozkroku imponowania damskim gustom  nieraz  tego zazdrościłem.
Film mieści się w pierwszej piątce najważniejszych filmów w historii kina .Jedni pieją z zachwytu , inni uważają go za romansidło  i komercję . Najgorsza  dla filmu była by chyba  chłodna elegancja.
Ostatnimi  laty  film odkurzono za sprawą rzeczywiście komercyjnej  Magdy M . Pamiętacie główną bohaterkę ,  która wspólnie ze swoim tęczowym przyjacielem  oglądała  go  w chwilach depresji  , czy  tylko zwykłej chandry .Zasiadała przed telewizorem   zaopatrując się przedtem w duże pudełko chusteczek  .  Kiedyś istniała   specjalna, nieoficjalna  klasyfikacja płaczliwych filmów. Nadawano  im klasy : film dwu chusteczkowy , bądź trzy chusteczkowy , jak gwiazdki.
Jak dziś pamiętam że pierwszy raz płakałem w kinie  w chwili gdy orszak pogrzebowy odprowadzał na miejsce wiecznego spoczynku wodza Winetou .  Lałem łzy ukradkiem , wstydząc się swych niemęskich emocji.
Z czasem dojrzałem , wydoroślałem i obecnie uważam, że łzy są  elementem ukazywania emocji . To jest normalnie , no może z wyjątkiem  osób dla których serce nie  należy do najważniejszych organów. Od pewnego czasu łapię się na tym,  że czytając lub oglądając  wzruszające historie naładowane humanizmem i uczuciem targa mną dreszcz a głos więźnie głęboko w gardle. I wstydzę się tego uczucia i sam  strofuje siebie  i  wstydzę się tego że przed chwilą się wstydziłem, \Wszak to między innymi łzy decydują o naszym człowieczeństwie.
 Obejrzałem film , nagrałem go nawet  na płytkę , będę do niego wracał .  
Film oczywiście w wersji czarno białej ponieważ uważam , że kolorowanie starych  filmów odbiera im duszę .Są niczym kastraci w operze nieźle śpiewający  , pięknie ubrani , czegoś im jednak  brak. Jedni się nimi zachwycają inni im współczują , do wyboru
 Przypomniałem sobie  parę cytatów  które przeszły do klasyki cytatów
Jak  ten :  Sam  play  As Time Goes By  ( w  oryginale  , a co. )
Czy :   Zawsze  będziemy mieli dla siebie Paryż
Tak , P:aryż …


  


Antoni Relski
4 komentarze

03 kwietnia 2009
Jako uzupełnienie poprzedniego posta o adopcji ,  informacja jaką znalazłem dzisiaj na Onecie

Dziennik": Być może to komisja Przyjazne Państwo, a nie Jarosław Gowin zajmie się ułatwianiem procedur adopcyjnych. Wbrew zapowiedziom Gowin nie powołał bowiem zespołu, który miał przygotować odpowiednie propozycje. Janusz Palikot zapowiada więc, że może wyręczyć partyjnego kolegę - pisze "Dziennik".
Przed kilkoma miesiącami Gowin informował, że po Nowym Roku ruszą prace zespołu złożonego nie tylko z posłów, ale i przedstawicieli ośrodków adopcyjnych oraz organizacji pozarządowych. Wszystko po to, aby procedury adopcyjne w Polsce przestały być drogą przez mękę. Jednak zespół nie powstał. Dlaczego? Poseł Gowin nie chciał na ten temat rozmawiać.
Irytacji z powodu odwlekania powołania zespołu nie kryją nawet posłowie PO. W pracach zespołu miała brać udział  Iwona Guzowska, która sama została adoptowana. - Mieliśmy ułatwić procedury, ale nie spotkaliśmy się ani razu. Jestem rozczarowana rozwojem wypadków. Bardzo rozczarowana - mówi posłanka.
 A  Janusz Palikot , który nie kryje swojej niechęci do Gowina, zapowiada, że przejmie zadanie ułatwienia adopcji. W Polsce jest kilkadziesiąt tysięcy sierot - podkreśla "Dziennik".

Jak widać znowu idzie o słupki wyborcze  , a  dzieci ? Jaki to elektorat  ,  wszak na razie nie mają praw wyborczych. Panowie zwróćcie uwagę na słowo na razie .
Antoni Relski