czwartek, 12 lutego 2015

Przymiotniki zmieniają podejście do tematu

Skończył się ten czas. Nie jestem już słomianym wdowcem.
Przez ten krótki okres wydarzyło się tak wiele i prawdę mówiąc chwile decydowały o tym, że przymiotnik słomiany stałby nieuprawniony.
Po tygodniu pobytu w stolicy polskich Tatr, żona zmieniła szpital rehabilitacyjny na powiatowy. Tam w trybie pilnym, późnym wieczorem wykonano jej operację ratującą życie. Potem długie kilka dni na OIOM-ie, z kroplówkami, czujnikami, ale bez telefonu. Kiedy już mogłem, wlokłem się w trzygodzinnym korku by pozwolono mi się z nią porozmawiać przez dziesięć minut.
Jakaż to była rozmowa, Bardziej monolog faceta w sterylnym ubraniu ze zdezynfekowanymi dłońmi, którymi bałem się żywiołowo machać.
Odpowiadało delikatne kiwanie głowy, lub pojedyncze ledwo słyszalne słowa.
W takim sobie nastroju wracałem do domu.
Potem nastąpiła poprawa i przejście na normalny oddział. Określenie „przejście” nie jest jednak najlepiej dobrane.
Ostatni tydzień przyniósł jednak widoczną zmianę na lepsze i wczoraj przywiozłem Marię do domu.
Co robiłem przez ten czas ?
Żeby nie zgłupieć zacząłem czytać. To pozwalało choć na chwilę zostawić za sobą, problemy dnia codziennego.
Czytanie jednak nie blokuje myślenia a wręcz przeciwnie. Robota nawet ta najcięższa też nie uspokaja. Można jeszcze wypić, ale to najgłupsze podejście do problemu.
Za to teraz spokojnie mogę podnieść kieliszek wina za życie, za zdrowie i za tych wszystkich dobrych ludzi którzy wtedy stanęli na naszej drodze.
To oni z własnej i nieprzymuszonej woli stawali przy szpitalnym łóżku oddalonej o ponad sto dwadzieścia kilometrów żony. Z wodą, dietetyczną zupką, z dobrym słowem.
Jeżeli w najgorszym nawet zdarzeniu należy zauważać rzeczy dobre, to tu dobrzy byli właśnie ludzie.
A może i to, że w tamtej chwili żona znajdowała się w szpitalu? W rehabilitacyjnym ale w końcu szpitalu. Karetka, szybki przewóz, międzyszpitalne uzgodnienia i działanie.
Skąd u mnie takie podejście do problemów? Może wpływ na to ma przeczytana w tym okresie książka „Śmierć pięknych saren” której autorem jest Ota Pavel, a którą Mariusz Szczygieł nazywa najbardziej antydepresyjną książką świata.
- Spójrz na to tak Kochanie – powiedziałem do żony - Gdybyś tu z domu dzwoniła i uzgadniała termin wizyty, mogło by Ci braknąć czasu. Powtórzę to co już parę razy w życiu przyszło mi przyznać - Dziwnymi drogami chodzi Wola Boża.
- Może i masz rację – przyznała żona - Miałam szczęście.
Czyli jak? Udało się, czy taki był Plan?
Każde z nas, samo spróbuje odpowiedzieć sobie na to pytanie.

31 komentarzy:

  1. Zdrowia dla Małżonki, wytrzymałości i pogody ducha dla Ciebie, Antoni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Pozdrowienia przekazałem

      Usuń
  2. Klik dobry:)
    Może o Szczęście i Plan? Taki... Plan Szczęśliwy? Są pytania, na które nie znajdujemy odpowiedzi.

    Zdrowia! Zdrowia! I jeszcze raz zdrowia!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Udało się, bo taki był Plan. Dużo spokoju Wam teraz życzę i odnajdywania szczęścia w każdym drobiazgu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Vulpian de Noulancourt12.02.2015, 18:51

    O cholera! To faktycznie szczęście. Ciesz się tak, jak tylko potrafisz (rozumiem, że już niebezpieczeństwa nie ma), bo masz czym.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze ten okres niepewności jak to przy rekonwalescencji
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. To Twoje opowiadanie podtrzymuje moją wiarę w Plan. To się zawsze sprawdza, na Plan nie ma mocnych.
    Pozdrowienia posyłam ☺

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdrówka dla Marii.
    I ja wierzę w Plan, nauczyłam się wierzyć, żeby nie zwariować

    OdpowiedzUsuń
  7. To odwieczne pytanie: przypadek czy przeznaczenie. I nie sadzę byśmy znaleźli odpowiedź, Więc cieszmy się i bądźmy wdzięczni gdy szczęśliwie się składa.
    Zapalam światełko za zdrowie Żony.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uff, jak dobrze, że wszystko tak dobrze się skończyło!
    A plan?... Co to za planista, który najpierw zaplanuje zepsuć, żeby potem naprawić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że plan jest zawsze dobry, tylko to co na Ziemi - otoczenie, my sami, coś robimy nie tak. Uważam, że zawsze jest przyczyna. A jeśli jej nie widać, to po prostu trzeba się z tym pogodzić, tym bardziej, że ze zła można dobro wyciągnąć. ZAWSZE.

      Usuń
    2. Nitager
      Były chwilę kiedy nad tym samym rozmyślałem
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Anita.
      Staram się wyciągać te wnioski, ale z tym bywa różnie
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Ciężkie dni za Wami, a najważniejsze, że dobrze się skończyło; dla mnie wyrażenie "operacja ratująca życie" ma złowrogi wydźwięk, po doświadczeniach życiowych; pozdrawiam serdecznie Marię, moją imienniczkę, zdrowia życząc, a Tobie, Antoni, sił i spokoju.
    Pewnie ani to przypadek, ani przeznaczenie, życie po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zwał, tak zwał... Za efekt końcowy wypiję... i za to by recydywy jakiej nie było...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja w ten weekend wypiję w spokojnej chwili
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Bardzo się cieszę, że ci dobrzy ludzie byli tam, gdzie byli potrzebni.
    I że wszystko się udało.
    I życzę teraz spokoju i spokojnego powrotu Marii do zdrowia.
    Uściski dla Was obojga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Życzę Wam obojgu zdrowia i spokoju.
    Lubię do Ciebie zaglądać Antoni,ale nigdy się nie odzywałam.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Bożena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję że ten początek przełamie lody
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Cześć Antoni, zagladam do Ciebie, a tu takie wieści. Cieszę się bardzo z takiego finału. Osobiscie przekonałam sie, jak wiele znaczy obecność dobrego człowieka, a nawet kilku w takich sytuacjach. Co do woli bozej - mam jak najgorsze podejrzenia, jeśli jest jakaś sila wyższa, to po prostu z nas kpi. Pozdrawiam najserdeczniej Cesia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tacy ludzie w trudnych chwilach to skarb. Pozdrawiam

      Usuń
  14. Ja wysłuchałem kiedyś opowieści księdza, który źle się poczuł i poszedł do lekarza rodzinnego. Ten zrobił EKG i już go nie wypuścił. Wezwał pogotowie i jeszcze w czasie przejazdu do szpitala powiatowego poczyniono uzgodnienie z innym szpitalem, w którym akurat w tym dnu przyjmował lekarz z odległego miasta. Karetkę przekierowano i pacjent znalazł się w pół godziny na stole. Koronarografia, implantacja stenta, rehabilitacja...
    - To bardzo szczęśliwie się złożyło, Bogu dzięki, że wszystko już dobrze funkcjonuje - powiedziałem
    - Jeszcze nie było dla mnie wezwania z góry - odpowiedział i zdawało i się, że on wiedział co mówi
    Dużo zdrowia życzę i owego szczęścia na co dzień troszeczkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wezwania nie było ale jak to mówią - biorą już z naszej półki
      Pozdrawiam

      Usuń
  15. Cześć Antoni
    Życzę zdrowia Marii, wczoraj wróciłem z dosyć krótkiego i wrzaskliwego (pięć wnuczek: dwie moje trzy Elki) urlopu i czytam. Trzymaj się JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
  16. Trochę jakby sezon na operacje ratujące życie.... Najważniejsze, że dobrze się skończyły. Pozdrowienia dla Was obojga.

    OdpowiedzUsuń