wtorek, 17 lutego 2015

Czas co to jak rzeka płynie

Powoli wracamy do świata żywych, a użyta tu liczba mnoga nie jest zaś żadną przesadą.
W ostatnią niedzielę, zaprzyjaźniony chirurg ciachnął ostatnie szwy, chociaż po powrocie do domu okazało się, że jeden taki maluśki się ostał. Tak zostanie pewnie do najbliższej soboty kiedy zapowiada się seria kontrolnych badań. Póki co pilnuję aby zalecenia delikatnego powrotu do rzeczywistości były realizowane. Ponieważ Maria nie umie robić nic połowicznie, strofuję ją czasami niczym małą dziewczynkę. Wyłazi ze mnie wtedy taki stroskany ojciec z bardzo bogatą wyobraźnią. Czasami sam zazdroszczę swojej wyobraźni, tej umiejętności. Obrazki które mi podsuwa są horrorem pierwszej klasy.
Ktoś traci, ktoś korzysta. Na kontrolowaniu działań małżonki najbardziej wychodzi Młodszy, któremu w ten prostu sposób udało się zejść z linii strzału.
Wytrawny myśliwy obserwuje przez ten punkt zejścia się muszki ze szczerbinką tylko jedno zwierzę na raz. Może ta myśliwska frazeologia jest nadużyciem, ale takie mi się właśnie nasuwa porównanie.
Ostatecznie to może być zabawa w policjantów i złodziei, jak ktoś nie lubi polowań. Ja oczywiście stoję po stronie prawa.
Wraca mi pamięć ostatnich tygodni i skłonność do krzywego spojrzenia na rzeczywistość. Wczoraj odnalazłem w aparacie dwa zdjęcia z Zakopanego, o których całkiem zapomniałem.
Otóż, po wejściu na Oddział Ratunkowy tutejszego szpitala podszedłem do automatu zakupowego. Wysuszony i zgłodniały, stanąłem przed pierwszym z nich i już miałem wrzucić do środka monetę gdy zauważyłem, że jest jakiś inny.


GIPSOMAT – przeczytałem na obudowie. W środku zaś zestaw nowoczesnych opatrunków usztywniających. Od wyboru do koloru. W końcu Zakopane do stolica polskich nart, a więc komplementarnie stolica gipsu. Gips dostaje się w ramach NFZ za elegancki, nowoczesny i lekki opatrunek trzeba zapłacić samemu. A że nie są to małe pieniądze, automat obsługuje karty płatnicze. Na sam koniec okazało się że automat jest nieczynny.
Pstryknąłem zdjęcie telefonem i zapominając o pragnieniu udałem się na górę.
Gipsomat to poza kondomatem jeden z ciekawszych automatów sprzedażowych. W samym szpitalu poza tym pierwszym ( drugi to raczej domena knajp) był jeszcze automat do sprzedaży pantofli ochronnych, bo te na OIOM-ie są bezwzględnie wymagane.
Jak to z moim szczęściem bywa, automat mnie orżnął i za wrzuconą złotówkę dostałem jedynie połowę opakowania z pantofli. Widząc moją marsową minę, sprzedawczyni kiosku spożywczego powiedziała mi, że reklamacje przyjmowane są w administracji szpitala od poniedziałku do piątku.
- Już się biorę za wynajem kwatery by doczekać do poniedziałku.
Ostatnią posiadana złotówkę wrzucałem już z takim napięciem jakbym obstawiał ruletkę w Vegas.
Udało się, automat wypluł cała kulkę.
Darowałem sobie te kwaterę na weekend.
Uważacie, że jestem zbyt drobiazgowy?
Lubię sam decydować o tym co komu daję inaczej czuję się „wydmuchany”.
Dać się wydmuchać za złotówkę to dopiero „kicha”
Swoją drogą, złotówka to tylko reszta z piątki. Gorzej gdy taki gipsomat nie wyrzuci wybranego
opatrunku bo to i koszt konkretny (opatrzenie złamania to czasem koszt powyżej 300 zł-)
I jak tu mu przypierdzielić złamaną ręką?
Zaraz, zaraz. Przecież automat był nieczynny. Kartka na maszynie z opatrunkami i problem z automatem do pantofli. Moja wyobraźnia zaczęła pracować.
Nie nadymaj się Antoni bo ci czacha eksploduje – uspokajałem się za sprawa resztek zdrowego rozsądku jaki mi pozostał.
Po dokładnym umyciu rąk, założeniu ochraniaczy na buty i zielonego fartucha, dostąpiłem zaszczytu.
Powołując się na to, że jestem przyjezdny, wszedłem przed oficjalnym początkiem odwiedzin.
Drzwi puściły i mogłem porozmawiać z żoną, ale co to była za rozmowa. Monolog mój bardziej niż dialog.
Po chwili zza swoich pleców usłyszałem :
- Chorych odwiedzamy najwyżej dziesięć minut.
To lekarz dyżurny uświadamiał mi, że czas płynie. Zgodnie ze starożytnymi filozofami płynie wszystko. A że to powiedzenie znam nawet w oryginale czyli po łacinie, nie byłem zaskoczony.
- Dobrze - odpowiedziałem natychmiast i bardzo grzecznie – będę więc jeszcze osiem.
Precyzyjnym określeniem czasu, a może tylko błyskawiczna odpowiedzią wywołałem konsternację i jak w takich przypadkach sprzeciw.
- To ile mam być ? - spytałem pojednawczo.
Wpuszczono mnie poza godzinami odwiedzin, więc i tak byłem potraktowany wyjątkowo.
- Łącznie dziesięć minut – nie ułatwiono mi życia.
- Jak więc wspomniałem będę osiem... Nie, siedem bo od minuty to uzgadniamy.
Gdybyście widzieli to spojrzenie.
Kiedy wychodziłem już z Oddziału, „fartucha” w fizeliny wpadła mi pomiędzy drzwi.
- No proszę, Nie chce mnie wypuścić.
Lekarka już się do mnie uśmiechała. To dobry objaw, bo mnie przecież nie można nie lubić.
A potem? Potem wiadomo wszystko poszło po naszej myśli.
Teraz jestem w komfortowej sytuacji. Bez fartucha, woreczków na buty ale jak zawsze z czystymi rękami mogę iść z psem. Gdzie tylko nogi poniosą.
Duża łąka za domem jest paśnikiem dla saren. W ostatni weekend spotkaliśmy aż cztery.
Stanęliśmy nieruchomo, w znacznej odległości. Pies na uwięzi w niczym nie mógł im zagrozić.
Kiedy w końcu nas spostrzegły, przestały przeżuwać. Stanęły nieruchomo a potem jakby instynktownie rzuciły się do ucieczki. Pojedynczo sunęły nam przed nosem, raz po raz popisując się długimi skokami. Bardzo przyjemne spotkanie. W drodze do rzeki jeszcze kilka razy, wprost spod nóg wyskoczył bażant.
W takich chwilach jeszcze bardziej lubię tę nasza wieś.
Żonę tez już przekonałem do tego uczucia. Szczególnie po powrocie, nie może napatrzeć się na sikorki wyjadające słonecznik z karmnika.
Mają tam codziennie świeżą dostawę.







27 komentarzy:

  1. Vulpian de Noulancourt17.02.2015, 12:01

    Gipsomat to pomysł wart rozpropagowania! Kilka lat temu, będąc w Hamburgu, postanowiłem pójść śladami serii książek o Tomku Wilmowskim łapiącym dzikie zwierzęta dla Hagenbecka i właśnie do zoo Hagenbecka pojechałem. To, co mnie tam zachwyciło to były automaty z żarciem do karmienia zwierząt. Nie żadne tam, jak u nas: "Nie karmić zwierząt", tylko: karmić, karmić, ale tylko tym, co można sobie kupić w naszych automatach. Sam widziałem, jak Niemcy kupowali i karmili.
    Ale gipsomatu to jeszcze nigdy nie spotkałem! Mnie się podoba.
    Pozdrawiam, życząc zdrowia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgłębiłem temat. W całej Polsce jest ponoć tylko 10 maszyn
      To kolejny przykład na triumf leczenia poza strukturami NFZ
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Myśl rozwijając twórczo należy oczekiwać pojawienia się flaszkomatów, kwiatomatów (no bo gdzie kupić nad ranem kwiatki żonie na przeprosiny, że się z kolegami zasiedziało przy flaszkomacie?), chlebomatów i td...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zeszłym tygodniu oglądałem w TV mlekomat
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. na Kleparzu jest mlekomat, szału nie ma,
      co tak długo nic nie piszesz, wiosna już

      Usuń
  3. Że jak, podstawiasz kończynę i masz! Elegancki, bądź standardowy (w zależności od wsadu środków) opatrunek pojawia się nań?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kończynę obrobi chirurg. W automacie kupujesz opatrunki, dostępne cała dobę
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Cześć Antoni, od razu za pamieci ostrzegam, ze szew nie może siedzieć nie wiadomo ile, jeśli nie umiesz tego zrobić sam, poproś kogoś. Trzymam kciuka za zdrowie Małżonki, no i oznajmiam, że już powróciłam na łono blogowni, albowiem zycie bez Was do doopy jest :D. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się tak zamknąć za sobą drzwi. Prawda?
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. A więc weszliśmy już w erę automatów... Niebawem zatęsknimy za wszystkim co podane ludzką ręką, ech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze jest i tak - serce na dłoni
      Żaden automat tego nie może
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Poczekajmy,zaleje nas fala automatów od wszystkiego, tylko brać i wybierać, i płacić odpowiednio. Kupisz co trzeba, wrócisz do domu i w internecie wygooglasz instrukcję użycia. Sam sobie panem, kramem i całą resztą. Przecież my Polacy już i tak na wszystkim znamy się najlepiej. Pozdrawiam serdecznie i nieustająco, Hanula / ale nie tak z automatu,tylko od serca ,empatycznie:)/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie kontakty z maszyna są tak naprawdę bardzo smutne. Chociaż, gdy czasem stoję w kolejce wwiejskim sklepiku to całą duszą jestem za marketami.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Paskudna sprawa-nieczynny gipsomat. Pewnie połamańcy muszą tachać gips w woreczkach.
    Czyli łapiecie oddech i spokój. Niedługo zrobi się ciepło, będzie podwieczorek w ogrodzie. Zdrowia obojgu życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak z tęsknotą patrzymy na taras
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Złamanie, to często również blachy i śruby. Czy stał tam również automat z takimi detalami?
    Zazdroszczę Ci tych sarenek, bo sikorek mam dużo... i wróbli też

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że sytuacja jest jak to mówią rozwojowa
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Klik dobry:)
    W przychodni lekarskiej widziałam automat do wydawania wyników badań.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam lubię pogadać z kobietą w rejestracji. Są jednak takie badania gdzie automat daje poczucie pewnej prywatności.
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. O też u nas jest automat do wydawania wyników badań ;-)
    Gipsomatu chyba nie widziałam, ale fakt, ze ja się mało po urazówkach kręcę, mogłam przeoczyć.
    Ciekawa jestem konsternacji lekarza, jak minuty odliczał.
    Pozdrowienia dla Młodego i Jego wolności.
    U nas psica na spacerach luźno biega, ale sarnom i tak zagrozić nie może, bo, po pierwsze ich nie dogoni (za ciężki zad ma) po drugie, często ich nie zauważa, bo nochal przy ziemi i już nie widzi tego co dookoła ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć to pionierskie rozwiązanie działa na razie w 10 szpitalach.
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Powrót do żywych mile widziany... Szpitale to taka inna wersja więzień...

    OdpowiedzUsuń
  12. Na razie, na szczęście, szpitale nie są obiektem moich obserwacji ale nie podoba mi się coraz bardziej postępująca automatyzacja. Lubię małe sklepiki i wyroby rąk. Mam czas i cierpliwość. Takie przyjemności emerytki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jeszcze brakuje cierpliwości do małych wiejskich sklepików
      POzdrawiam

      Usuń
  13. Cóż można powiedzieć? Niech stanie się Zdrowie przede wszystkim z resztą już sobie poradzimy sami. Ale przecież zdrowie także zależy od nas samych, więc co z nami nie tak ze Go nie ma? Pytam sama siebie także, z goryczą.
    Ciepło pozdrawiam życząc Małżonce potrzeby, silnej potrzeby powrotu do zdrowia i radości życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i przekazuję pozdrowienia

      Usuń