piątek, 9 stycznia 2015

Z kopyta

Dni mijają a ja trwam w świątecznym zadumaniu. Tak przynajmniej wygląda obserwując moją blogową absencję.
Nic z tych rzeczy. Działam i rzucam się na życie. Czasami i życie odwzajemnia mi się tym samym.
Trzeba tylko uważać aby przy okazji zachować całe kości.
Z kronikarskiej rzetelności powinienem poinformować, że pomimo planowania domowego i dwuosobowego Sylwestra (nie licząc psa i kota) razem z małżonką wylądowaliśmy na imprezie.
Może słowo impreza zostało użyte zostało na wyrost, ale optyka zmienia się w zależności od sytuacji.
Gdzieś tak koło dziesiątej, kiedy rozleniwieni oglądaliśmy sylwestrowe występy w jednej z komercyjnych telewizji pociągając przy okazji niespiesznie winko, zadzwonił telefon.
Żona spóźniła się do pierwszego odebrania ale niezrażony autor połączenia zaraz je ponowił.
- Ktoś zdesperowany dzwoni. Odbierz – poprosiłem żonę.
Dzwonili sąsiedzi. Rzeczywiście zdesperowani gdyż z powodu nagłego ataku ospy wietrzej u dwójki ich dzieci, z koleżeństwa opuścili ich wszyscy znajomi. Tak profilaktycznie.
Takim prośbom nie można odmówić. Szczególnie, że ja swoją ospę odbyłem w wieku dwudziestu ośmiu lat mało nie umierając przy okazji, a żona okazała się twarda wobec choroby dzieci i mojej. Jak to się popularnie mówi - Ona jest nie do zar.....a – choć przyznaję, brzmi to nieco dwuznacznie.
Wtedy w czasie tamtej choroby, zdałem sobie sprawę po raz pierwszy i nie ostatni, że to One są prawdziwymi siłaczkami. Pozostawmy jednak na boku lektury szkolne i skupmy się na imprezie. Zabraliśmy wino, szampana w wydaniu dla uboższych i ciasto. Dodatkowo psa dla którego kanonada sylwestrowa jest pierwszym tego typu doświadczeniem w życiu. Na miejscu okazało się, że dotarł jeszcze jeden z gości aż z Oświęcimia.
Spokojnie więc, jak dziadkowie z wnukami spędziliśmy tego Sylwestra na obcej chociaż gościnnej ziemi. Był strzał z korka, życzenia, jakieś sztuczne ognie i takie tam.
Powrotnemu spacerowi do domu gdzieś około wpół do drugiej zawdzięczamy to, że suka spała do ósmej.
- Niech Ci to tylko nie wejdzie w krew – zwróciłem się do niej, patrząc w te nieświadome niczego ślepia.
- Spanie? - spytała w imieniu suki żona
- Nie. Spacery o drugiej w nocy – wprowadziłem jasność do noworocznych rozważań.
Nowy Rok nastał.
Nastał i od razu pokazał pełen wachlarz swoich możliwości.
Noworoczny rodzinny obiad i wiadomość o śmierci w tak zwanej szeroko pojmowanej rodzinie.
I jeszcze to jakieś fatum które ciążyło nad tymi rodzinnymi relacjami.
Najpierw nie udało się zorganizować spotkania rodzinnego z Jej udziałem.
Potem kiedy choroba stała bolesnym faktem, nie udało się odwiedzić Jej w domu.
Na koniec, wszystko łącznie z awarią samochodu sprzeciwiło się obecności żony w tym ostatnim pożegnaniu.
- O co w tym wszystkim chodzi – pytała zadziwiona teściowa.
Nikt nie silił się na próbę odpowiedzi.
- Takie bywa życie – chciało by się powiedzieć, ale to takie banalne podsumowanie.
I to chyba najkrótszy opis tych problemów. Reszta jest z pewnością pozostanie, zbyt często opowiadaną a le wyłącznie rodzinną historią.
Ostatnie pożegnania, kiedy to my stajemy się nagle najstarszymi członkami rodzin powodują, że rozluźniają się więzi z dalszą rodziną. Bywa też odwrotnie, więzi te zaciskają w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Tak to kuzyn żony zapowiedział podtrzymanie kontaktów. Czas pokaże szczerość jego deklaracji.
A że bywa różnie świadczy zapowiedziana wizyta mojego kuzyna z rodziną
- Zapowiedział się na sobotę. Telefon w tej sprawie zadzwonił ze dwa dni temu.
- Nie będzie Ci przeszkadzać? - spytał kurtuazyjnie kuzyn.
- Jakże by mi miało przeszkadzać skoro czekam na Twoją wizytę dokładnie trzydzieści trzy lata.
Nad- robimy wszystko - odpowiedział zaskoczony moim wyliczeniem.
- Próbuj choć wydaje mi się to niemożliwe.
- No i sponiewierał się Pan na Sylwestra – spytał rehabilitant mojej żony, uciskając w tak zwanym międzyczasie mięśnie jej karku.
- No właśnie z tym poniewieraniem to już coraz gorzej. Coraz mniej okazji a przecież z każdym rokiem potrzebuję mniejszej ilości do uzyskania tego stanu.
To jakby uboczny efekt tabletek na cukrzycę. Przynajmniej chcę w to wierzyć.

18 komentarzy:

  1. Vulpian de Noulancourt09.01.2015, 16:53

    Nikt nie mówił, że w nowym roku będzie łatwiej. A sponiewierać zawsze się zdążysz, chociaż zadaję sobie pytanie - po co? Wystarczy, gdy jest trochę przyjemniej, niż zazwyczaj.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez od pewnego czasu pytam sam siebie - po co?
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. to sobie urządziliście ospa-party jakby;)
    jest taka idiotyczna moda - do domu, gdzie chorują dzieci, zaprasza się inne, aby się pozarażały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałem o tej modzie. Ponoć lekarze rwą włosy z głowy
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Trza korzystać z możliwości wódecznej, póki czas, znaczy gdy nie ma jeszcze cukrzycy, mam na mysli siebie i to jest nastepny punkt postanowień noworocznych. Dziękuje za przypomnienie, bo co prawda jaki sylwester, taki cly rok, czyli abstynencki, ale w końcu nie z konieczności ani braku zdrowotności, tylko tak wyszło :)), pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to po raz kolejny życzę zdrowia
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Antoni ty dałeś "z kopyta" a ja nie mogę zastartować. Przebieram ,ale buksuję w dołku i wciąż stoję w miejscu. Może ktoś popchnie albo choć rzuci linę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biegnie facet do autobusu. Pod nosem powtarza sobie - Boże żebym zdążył, żebym tylko zdążył. Nagle zawadza o wystającą płytkę chodnikową i przewraca się. Po chwili wstaje otrzepuje kurz z kolan i patrząc z wyrzutem do góry mówi
      Na ale nie musiałeś mnie od razu popychać.
      Zastanów się o co prosisz./ Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ja miałem podobnie. Moja 6 - letnia wnusia przechodziła właśnie ospę, a że my mamy to za sobą więc nie mięliśmy obaw o ewentualne skutki wspólnego przebywania w jednym mieszkaniu. Innych członków rodziny poinformowaliśmy o fakcie i to ograniczyło ruch związany z wizytami oraz rewizytami. Dzięki temu było bardziej niż domowo, spokojnie i raczej bezakloholowo. Te paskudne tabletki też były brane pod uwagę.
    Też zastanawiałem się nad ciszą jaka tu panowała, ale jak widać niepotrzebnie się martwiłem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Bogu niepotrzebnie, ale dziękuję za troskę.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Gościnna domówka to wcale dobre rozwiązanie tej szczególnej nocy.
    Mam nieodparte wrażenie, że z dalszą rodziną i znajomymi z byłej pracy spotykamy się tylko na ostatnich pożegnaniach, chociaż za każdym razem obiecujemy sobie zacieśnianie i zaciskanie. Do następnego ostatniego ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak , pożegnania są zdecydowanie bardziej popularne
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Kiedyś na weselach dziś na pogrzebach najczęściej z dalszą rodziną się spotykamy. Nowy Rok zaczął od huraganowych wiatrów które przewiewiają świat na przestrzał. Coś niosą. Strach się bać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do świstu wiatru w kominie zaczynam się o zgrozo przyzwyczajać
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Cześć Antoni
    Ja się trochę sponiewierałem w Sylwestra... w równie geriatrycznym, ale wesołym towarzystwie ha ha..., wesołe jest życie staruszka. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pijąc z młodymi wygląda się trochę głupio. Zaraz też zauważasz że jesteś nie z tej bajki.
      Oj ostrzegał mnie ojciec że tak będzie. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Przykre to, jak wszystko człowiekowi staje na drodze, jak z Waszym sporkaniem, do którego nie doszło. Jeszcze przykrzejsze, że czasem człowiek się z tego cieszy - dopada mnie to czasami, gdy spotkanie jest bardziej z poczucia obowiązku niż rzeczywistej chęci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ta świadomość, że już nie będzie okazji
      Pozdrawiam

      Usuń