08 września 2026

Miał być raj, miał być cud i ćwiartka na popicie.

Ogórki na działce są już jedynie wspomnieniem. Kisną w ciszy na pólkach w spiżarni, by przypomnieć o sobie zimą  lub wiosną. To sam z burakami, pozostaje mi wyczekiwanie na swoja kolejkę. Teraz żona przepuszcza pomidory przez wyciskarkę wolnoobrotową w celu uzyskania pomidorowego sosu, czyli passaty jak mówią na to Włosi. Czekam aż dojrzeją melony. Wyglądają obiecująco, ale boję się, że mrówki będą szybsze do tej naturalnej słodyczy. Słodyczy, bo przecież w tym roku słońca nie brakowało. 

Oglądam tunel foliowy, który skrywa  dziesięć krzaków pomidorów. To jego ostatni trzeci rok eksploatacji. Trzeba mu będzie wymienić foliowe poszycie. To obecne rozpada się już, spalone słońcem.  Kompostownik w swojej 1/2 czeka na wyrzucenie na działkę, ale to dopiero w październiku.  I tak mija dzień za dniem, a  każdy z nich, może z wyjątkiem intensywnego deszczu tu spędzam.  Nie potrzebuję SPA do relaksu, a samochody robią teraz takie, że bez komputera i specjalistycznych narzędzi, niewiele można zrobić. No może poza odkurzeniem wnętrza i nałożeniem powłoki ceramicznej na lakier.  Zrobiłem to zresztą ostatnio, po krytyce moje wnuczki, że mam w aucie brudno. Małej spryciuli przeszkadza to, że na siedzeniu leżały okruszki. Całkiem jednak usprawiedliwiała swojego tatusia, który wozi w aucie dużo butelek "z których tatuś pije".  Tatuś wiadomo, bliższy niż dziadek. Poza tym szczere słowa krytyki małej były dla mnie wystarczającą motywacją.

Mówią, że  dla relaksu kobiety chcą chodzić do SPA, a faceci do garażu, lub przy skromniejszych zdolnościach mechaniczno-motoryzacyjnych  na działkę,  jeżeli oczywiście taką posiadają. Ci którzy jej  nie mają pożądają jej tak bardzo, że są gotowi ją sobie kupić

Czytam na stronie trojmiasto.pl  tekst zatytułowany : Miał być relaks po pracy, była harówka. Dlaczego sprzedałem działkę ROD po trzech miesiącach?. *  Z zaciekawieniem rzuciłem się na tekst, żeby sprawdzić czy może moja fiksacja nie ma jakieś podłoża chorobowego.

Początek romantyczny :

Zakup własnej działki miał być realizacją marzenia o cichej przystani, gdzie po pracy można zrelaksować się wśród zieleni, pielęgnować rośliny i łapać oddech na świeżym powietrzu. 

Oczywiście tak i ja postrzegam pracę w ogródku: relaks przez pracę, obserwacja jak przez własną pielęgnację rośliny rosną pięknieją i wydają plony. Niektórzy niestety zaraz po tym gdy z nosa zsuną im się różowe okulary, zaczynają cały świat postrzegać w czarnych barwach.

 Początkowa fascynacja własnym kawałkiem ziemi bardzo szybko ustąpiła miejsca chłodnej kalkulacji. Na samym początku największym zaskoczeniem okazały się stałe koszty utrzymania. Właściciel ogródka działkowego musi regularnie opłacać coroczne składki członkowskie oraz opłaty ogrodowe. Środki te przeznaczane są m.in. na wywóz śmieci, zużycie wody czy prądu. Choć z pozoru wydatki te mogły wydawać się niewielkie, w praktyce okazały się odczuwalnym obciążeniem dla domowego budżetu.

Jako właściciel nieruchomości gruntowej ponoszę wiele opłat. Po pierwsze podatki gruntowe, po drugie opłaty za wywóz śmieci i tak jak autor listu do redakcji opłacam zużycie wody i prądu. Nic to jednak, spójrzmy dalej na to co najbardziej dopieka piszącemu te gorzkie słowa:

 Szybko wyszło też na jaw, jak dużo czasu i wysiłku wymaga utrzymanie na działce zwykłego porządku. Trawa rośnie błyskawicznie, co wymusza regularne koszenie, systematyczne usuwanie chwastów oraz stałą dbałość o estetykę otoczenia. W przeciwnym razie ogród błyskawicznie zarasta i zaczyna wyglądać niechlujnie. Zamiast relaksować się po intensywnym dniu w pracy, trzeba było chwytać za kosiarkę oraz narzędzia ogrodnicze.
Równie absorbująca okazała się pielęgnacja zgromadzonych roślin. Drzewa oraz krzewy wymagają ciągłego przycinania, aby ich gałęzie nie przekraczały granic sąsiednich działek. Do tego dochodzi czas poświęcany na podlewanie, sadzenie kolejnych okazów i ochronę ich przed szkodnikami. Samo kupienie sadzonek to zaledwie początek - flora wymaga stałej i troskliwej opieki.

Jakakolwiek pobieżna  nawet obserwacja przyrody pozwoli nam dojść do wniosku, że przyroda żyje w cyklu rocznym. To znaczy budzi się do życia wiosną i potem bujnie rośnie, kwitnie, a na koniec owocuje. Na koniec zamiera, lub przygotowuje się do zimy. Na każdym etapie jest coś innego do  roboty, a w zależności  od nastawienia własnego, prace te są relaksem lub udręką. Takie na przykład koszenie trawy. To czas absolutnej wolności.  Nikt nic ode mnie nie chce, bo silnik zagłuszy  nawoływania. Można ten czas poświęcić na przemyślenia i poszukiwania rozwiązań. Dodatkowo posuwając się krok w krok za maszyną sami nie wiemy, kiedy przyczynimy się do modnego obecnie rytuału  10.000 kroków dziennie. Oczywiście wszystko to dla zdrowia. 


Kiedy dłubiesz w ziemi i spożywasz owoce swojej pracy, sam starasz się, żeby wokół ciebie panowała pełna ekologia i szacunek dla przyrody Pryskasz rośliny mlekiem z drożdżami i innymi czarami, by uniknąć herbicydów i pestycydów. Sam z siebie stajesz się strażnikiem przyrody w mikroskali.
No chyba, że  chcesz zemścić się na posiadanej ziemi za to, że ta trawa tak rośnie i rośnie.  Coś tak kwitnie  lub nie chce i że te chwasty wszędzie.  A przecież określenie chwasty jest całkiem umowne. 
Dziwi mnie więc narzekanie w stylu:

Działkowiec musi ponadto skrupulatnie przestrzegać szeregu rygorystycznych zakazów wynikających z regulaminu rodzinnych ogrodów działkowych. Na tym terenie nie wolno prowadzić działalności gospodarczej, palić śmieci, ani odprowadzać nieczystości do gruntu.
Choć zasady te są w pełni uzasadnione ochroną środowiska oraz dbałością o sąsiedzkie współżycie, dla nowego właściciela oznaczały kolejne ograniczenia, z których wcześniej nie zdawał sobie sprawy.
Obowiązkiem okazało się nawet umieszczenie w widocznym miejscu tabliczki z numerem działki. Ta z pozoru błaha sprawa idealnie obrazuje, że utrzymanie ogródka wiąże się z koniecznością pamiętania o licznych formalnościach i wymogach organizacyjnych.


Na mnie jako na właściciela domu na wsi nałożono obowiązek umieszczenia tabliczki z numerem nieruchomości, a brak takowej może skutkować sankcjami finansowymi.  Mam mieć też skrzynkę pocztową jak każdy cywilizowany człowiek.  

Po trzech miesiącach stało się jasne, że własna działka nie przyniosła oczekiwanej radości ani spokoju. W miejsce relaksu pojawiły się stałe wydatki, ciężka praca i niepotrzebny stres. Sprzedaż była jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji.

W podsumowaniu redakcja napisała, że Choć dla wielu osób ogrodnictwo to wspaniałe hobby i pasja życia, to w tym przypadku okazało się wyłącznie przytłaczającym obowiązkiem.
Pozwolę sobie za Agnieszką Osiecką zanucić
 
... miał być raj, miał być cud
i ćwiartka na popicie,
a to wszystko nie tak, nie tak,
nie to,
a jeżeli, a jeśli - nie to,
no to o co, u diabła, nam szło?

Lubię tę piosenkę  "Sztuczny miód" w interpretacji Elżbiety Wojnowskiej czasem sobie zanucę w chwili zwątpienia i wracam do rzeczywistości.
 Co można powiedzieć po trzech miesiącach walki z działką?  Nic  nie można powiedzieć. Po okresie od wiosny do jesieni już tak. Kiedy zebrane plony rekompensują wyrzeczenia, poświęcenie i koszty.
Te własne pomidory czy ogórki nie są tańsze, są nawet  zdecydowanie droższe gdyby tak dodać koszty  i nakłady pracy poświęcone na ich uzyskanie. Mają jednak pewien walor - są własne.

W okresie kiedy byłem szczęśliwym posiadaczem chałupy w Gorcach, znajomi odwiedzali mnie dość regularnie. Najczęściej przyjeżdżali na dwa dni. Był więc nocleg, a jak nocleg to grill i coś do przepicia.
Czasem więcej niż ćwiartka z piosenki.

         

Moją żona jako rasowa pani domu, rzucała się  dwa dni wcześniej do sprzątania domu, aby wszystko było na tip top. Przede wszystkim omieść należało dom z pajęczyn, które w drewnianym domu są jakby jego nierozerwalnym atrybutem. Było więc sprzątanie, pieczenie, a przed tym wszystkim zaopatrzenie lodówki  i barku. Na koniec odpalałem kosiarkę i jechałem równo po całej skarpie, a była ona mocno pochylona i trudna do koszenia. Potem inne prace istotne lub nieistotne, ale służące poprawie estetyki.
Kiedy przyjeżdżali goście, uważnie rozglądali się po chałupie. Potem stwierdzali, że to dom z duszą. 
U nas wywoływało to radość i było jakby zapłatą za te lata remontów. Potem wieczorem przy grillu na tarasie, najczęściej on mówił do niej:
A może byśmy tak kochanie kupili obie taką działeczkę? Tak wieczorkiem siąść z kieliszkiem wina w ręce i patrzeć na zachód słońca w takim pięknym otoczeniu.
Uśmiechałem się wtedy życzliwie, ale myślałem sobie, że są takie dni kiedy na ten kieliszek wina na tarasie nie masz już sił. Chałupa wysysa z ciebie i siły i wszystkie pieniądze które posiadasz. Wysysa i te przyszłe, bo przecież nie pozwolisz by się zmarnowała. 
Taką prawdziwą  przyjemność z posiadania chałupy wraz ziemią wokół niej  zacząłem mieć jakieś 10 lat od chwili jej kupienia. Wtedy można było sobie pozwolić, by zamiast  kubika desek kupić jakiś ładny dzwonek na targu w Nowym Targu. Po co? Po to był było jeszcze bardziej klimatycznie.
Działka to nie sprint. To działanie długodystansowe. Jeżeli ktoś tego nie rozumie nie powinien się za to brać.
Nie wszyscy muszą uprawiać działkę, tak jak nie wszyscy muszą jeździć na motocyklu, albo na nartach.
Jest tyle dziedzin aktywności własnej, że jest w czym wybierać.
Można również jeździć do Turcji, Tunezji czy Egiptu i tam leżeć na leżaku od świtu do nocy. nic nie robiąc. Oczywiście jak wstaniesz przed szóstą rano, by sobie w tłumie innych turystów ten leżak zająć.
Na twojej działce ten leżak czeka cały czas na ciebie, trzeba tylko znaleźć trochę czasu wolnego, by się w nim wyłożyć. 
Do działki powinno się też dorosnąć.
Mój syn spytany kiedyś, lata temu o brak aktywności ogrodowej, powiedział, że jemu wystarczy ta ziemia którą ma w doniczce na oknie i więcej nie potrzebuje. Teraz widzę, że trawa wokół jego domu jest równiutko przycięta i bez chwastów. Dodatkowo wokół rosną sobie w poczuciu spokoju rośliny ozdobne.
Chciałem go nawet kiedyś spytać, czy przeliczył tę ziemie na doniczki ? Po co jednak  zaczynać trudne rozmowy z własnymi dziećmi z których nic nie wynika, a jedynie  psują nastrój. Przecież być może ( odpukać) przyjdzie taki czas gdy trzeba będzie go poprosić, by przeleciał z kosiarką przez mój ogród.
Taka jest w końcu kolej rzeczy.

                                                                             


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz