Ogórki na działce są już jedynie wspomnieniem. Kisną w ciszy na pólkach w spiżarni, by przypomnieć o sobie zimą lub wiosną. To sam z burakami, pozostaje mi wyczekiwanie na swoja kolejkę. Teraz żona przepuszcza pomidory przez wyciskarkę wolnoobrotową w celu uzyskania pomidorowego sosu, czyli passaty jak mówią na to Włosi. Czekam aż dojrzeją melony. Wyglądają obiecująco, ale boję się, że mrówki będą szybsze do tej naturalnej słodyczy. Słodyczy, bo przecież w tym roku słońca nie brakowało.
Oglądam tunel foliowy, który skrywa dziesięć krzaków pomidorów. To jego ostatni trzeci rok eksploatacji. Trzeba mu będzie wymienić foliowe poszycie. To obecne rozpada się już, spalone słońcem. Kompostownik w swojej 1/2 czeka na wyrzucenie na działkę, ale to dopiero w październiku. I tak mija dzień za dniem, a każdy z nich, może z wyjątkiem intensywnego deszczu tu spędzam. Nie potrzebuję SPA do relaksu, a samochody robią teraz takie, że bez komputera i specjalistycznych narzędzi, niewiele można zrobić. No może poza odkurzeniem wnętrza i nałożeniem powłoki ceramicznej na lakier. Zrobiłem to zresztą ostatnio, po krytyce moje wnuczki, że mam w aucie brudno. Małej spryciuli przeszkadza to, że na siedzeniu leżały okruszki. Całkiem jednak usprawiedliwiała swojego tatusia, który wozi w aucie dużo butelek "z których tatuś pije". Tatuś wiadomo, bliższy niż dziadek. Poza tym szczere słowa krytyki małej były dla mnie wystarczającą motywacją.
Mówią, że dla relaksu kobiety chcą chodzić do SPA, a faceci do garażu, lub przy skromniejszych zdolnościach mechaniczno-motoryzacyjnych na działkę, jeżeli oczywiście taką posiadają. Ci którzy jej nie mają pożądają jej tak bardzo, że są gotowi ją sobie kupić
Czytam na stronie trojmiasto.pl tekst zatytułowany : Miał być relaks po pracy, była harówka. Dlaczego sprzedałem działkę ROD po trzech miesiącach?. * Z zaciekawieniem rzuciłem się na tekst, żeby sprawdzić czy może moja fiksacja nie ma jakieś podłoża chorobowego.
Początek romantyczny :
Zakup własnej działki miał być realizacją marzenia o cichej przystani, gdzie po pracy można zrelaksować się wśród zieleni, pielęgnować rośliny i łapać oddech na świeżym powietrzu.
Oczywiście tak i ja postrzegam pracę w ogródku: relaks przez pracę, obserwacja jak przez własną pielęgnację rośliny rosną pięknieją i wydają plony. Niektórzy niestety zaraz po tym gdy z nosa zsuną im się różowe okulary, zaczynają cały świat postrzegać w czarnych barwach.
Początkowa fascynacja własnym kawałkiem ziemi bardzo szybko ustąpiła miejsca chłodnej kalkulacji. Na samym początku największym zaskoczeniem okazały się stałe koszty utrzymania. Właściciel ogródka działkowego musi regularnie opłacać coroczne składki członkowskie oraz opłaty ogrodowe. Środki te przeznaczane są m.in. na wywóz śmieci, zużycie wody czy prądu. Choć z pozoru wydatki te mogły wydawać się niewielkie, w praktyce okazały się odczuwalnym obciążeniem dla domowego budżetu.
Jako właściciel nieruchomości gruntowej ponoszę wiele opłat. Po pierwsze podatki gruntowe, po drugie opłaty za wywóz śmieci i tak jak autor listu do redakcji opłacam zużycie wody i prądu. Nic to jednak, spójrzmy dalej na to co najbardziej dopieka piszącemu te gorzkie słowa:Szybko wyszło też na jaw, jak dużo czasu i wysiłku wymaga utrzymanie na działce zwykłego porządku. Trawa rośnie błyskawicznie, co wymusza regularne koszenie, systematyczne usuwanie chwastów oraz stałą dbałość o estetykę otoczenia. W przeciwnym razie ogród błyskawicznie zarasta i zaczyna wyglądać niechlujnie. Zamiast relaksować się po intensywnym dniu w pracy, trzeba było chwytać za kosiarkę oraz narzędzia ogrodnicze.
Równie absorbująca okazała się pielęgnacja zgromadzonych roślin. Drzewa oraz krzewy wymagają ciągłego przycinania, aby ich gałęzie nie przekraczały granic sąsiednich działek. Do tego dochodzi czas poświęcany na podlewanie, sadzenie kolejnych okazów i ochronę ich przed szkodnikami. Samo kupienie sadzonek to zaledwie początek - flora wymaga stałej i troskliwej opieki.
Kiedy dłubiesz w ziemi i spożywasz owoce swojej pracy, sam starasz się, żeby wokół ciebie panowała pełna ekologia i szacunek dla przyrody Pryskasz rośliny mlekiem z drożdżami i innymi czarami, by uniknąć herbicydów i pestycydów. Sam z siebie stajesz się strażnikiem przyrody w mikroskali.
Działkowiec musi ponadto skrupulatnie przestrzegać szeregu rygorystycznych zakazów wynikających z regulaminu rodzinnych ogrodów działkowych. Na tym terenie nie wolno prowadzić działalności gospodarczej, palić śmieci, ani odprowadzać nieczystości do gruntu.
Choć zasady te są w pełni uzasadnione ochroną środowiska oraz dbałością o sąsiedzkie współżycie, dla nowego właściciela oznaczały kolejne ograniczenia, z których wcześniej nie zdawał sobie sprawy.
Obowiązkiem okazało się nawet umieszczenie w widocznym miejscu tabliczki z numerem działki. Ta z pozoru błaha sprawa idealnie obrazuje, że utrzymanie ogródka wiąże się z koniecznością pamiętania o licznych formalnościach i wymogach organizacyjnych.
Na mnie jako na właściciela domu na wsi nałożono obowiązek umieszczenia tabliczki z numerem nieruchomości, a brak takowej może skutkować sankcjami finansowymi. Mam mieć też skrzynkę pocztową jak każdy cywilizowany człowiek.
Po trzech miesiącach stało się jasne, że własna działka nie przyniosła oczekiwanej radości ani spokoju. W miejsce relaksu pojawiły się stałe wydatki, ciężka praca i niepotrzebny stres. Sprzedaż była jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji.
i ćwiartka na popicie,
a to wszystko nie tak, nie tak,
nie to,
a jeżeli, a jeśli - nie to,
no to o co, u diabła, nam szło?
Co można powiedzieć po trzech miesiącach walki z działką? Nic nie można powiedzieć. Po okresie od wiosny do jesieni już tak. Kiedy zebrane plony rekompensują wyrzeczenia, poświęcenie i koszty.
W okresie kiedy byłem szczęśliwym posiadaczem chałupy w Gorcach, znajomi odwiedzali mnie dość regularnie. Najczęściej przyjeżdżali na dwa dni. Był więc nocleg, a jak nocleg to grill i coś do przepicia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz