24 sierpnia 2026

Niszowy, czyli jaki ?

Cytat na dziś :
” Nie dąż do tego, aby być człowiekiem sukcesu, lecz raczej człowiekiem wartości. Sukces może dać sławę, ale to wartości dają szczęście”.  - Albert Einstein

Dzisiaj tekst pojawia się dzień wcześniej. Wymyka się więc z pewnego schematu regularności.
W pewnym wieku regularność jest bardzo ceniona. Dzięki tej prostej sztuczce powtarzania czynności o określonej porze, udaje nam się wyrobić w sobie przekonanie, że z naszą pamięcią jest jeszcze wszystko w porządku.
To wyrwanie się ze schematu ma jednak swoje głębokie uzasadnienie. Przedstawiam je poniżej.

Zaprosiłem go do pokoju. On wszedł delikatnie, rozglądając się na boki. W pewnym sensie był tu po raz pierwszy.
- Siadaj proszę - ręką wskazałem jeden z foteli.
- Wolałbym na tym. Ten profil mam lepszy - odpowiedział po chwilowym wahaniu
- Siadaj gdzie chcesz, znam doskonale twoje obydwa profile. Swoją drogą i każdą część która twoją jest.
  Nie na darmo przebywamy ze sobą już prawie osiemnaście lat.
- No tak, wchodzę w dorosłość - odpowiedział  nad wyraz dojrzale.
- Wchodzisz w dorosłość, to fakt jak niektórzy lubią dodawać autentyczny,
- Ja nie lubię, bo to niepoprawna forma.
- Teraz się boczysz na formy, a pamiętasz swoje początki? 
- A ty pamiętasz swój pierwszy raz? - zapytał zaczepnie - Wszystko ci wyszło idealnie?
- To jakby inna inicjacja, ale jeżeli się kiedyś nie przegięło to po latach, nawet wpadki można wspominać z rozczuleniem.
Pyskaty się zrobił  jakiś, podsumowałem w myśli. Wziąłem z półki "Siedem grzechów" jeżeli pamiętacie co to jest. Wspominałem o tym w swoich postach na przestrzeni lat
Nowy rok zacząłem od siedmiu grzechów
Jak widać grzeszyć lubię, bowiem posty publikowałem kolejno w 2014, 2022 i 2025.
Niestety zapas już się kończy, a postawiona na stole butelka jest ostatnią z podarowanej mi przez syna partii.  Dla niezorientowanych i niechętnych grzebaniu w historii powiem tylko, że to czerwone wytrawne wino ze szczepu Zinfandel.
   

Z sentymentem przetarłem kurz z etykiety i wyciągnąłem korek.  W końcu On lada chwila będzie pełnoletni
- Nie szkoda Ci ? - zapytał.
- Widzisz, szkoda to jest wtedy kiedy krowa nasra do studni. Wtedy z takiej studni ani wody, ani gnoju.
Uśmiechnął się. Bardzo lubię używać tej definicji szkody. 
Codziennie  przecież zadajemy sobie i innym, a przede wszystkim Ziemi na której żyjemy, bólu i cierpienia. Robimy to bez mrugnięcia okiem, rozdzieramy szaty nad głupotami niewartymi nawet splunięcia. To wspomniane powyżej powiedzenie, świetnie  zamyka to w tych krótkich, żołnierskich słowach.
Wracając do wina, ono pasuje do sytuacji. Spina bowiem klamrą całe 18 lat od narodzin do pełnoletności.
- Za przeszłość! Ta przynajmniej jest wiadoma, a przyszłość niekoniecznie.
- Dobra wypiję za to, ale Ty proszę wypij też za przyszłość. To, że jest niewiadoma to tylko pobudza moją wyobraźnię. 
- To Ci trochę w tej wyobraźni namieszam. Jest taki zabawny zwrot, a  brzmi on mniej więcej tak: Przyszłość jest niewiadoma, a przeszłość analogicznie.
- Nie mieszaj. Niech Ci jednak będzie, zdrowie.
Wyobraźni czytających  pozostawiam rozważenie który z nas wypowiedział które z tych dwóch powyższych kwestii ?
Upiliśmy po łyku, aby nic nie uronić z bukietu i smaku który powstał 16 lat temu i powoli dojrzewał. 
- Nie powiesz chyba, że ściągnąłeś mnie to tylko po to by wytrąbić tę flaszkę ?
- Zraz wytrąbić. To był tylko toast - powiedziałem zamykając butelkę odwrotną stroną korka, która to sztuczka ułatwia wciśnięcie uwolnionego  i rozprężonego już wcześniej kawałka kory dębu korkowego.
- Widzisz, powspominać chciałem przy okazji, to bardzo dobry pretekst. Oj były czasy!.
Kiedy skończyłem pięćdziesiąt lat, zacząłem się ze sobą rozliczać, tak na poważnie. 
Co mi się udało, a co nie. Gdzie byłem, gdzie planuję być, a gdzie z pewnością los mnie już nie poprowadzi.  Przy okazji tych  rozliczeń zrobiłem się jakiś taki gderliwy, może tym wszystkim  zawiedziony. Pomyślałem, że założę bloga i wyleję na jego stronach tę żółć co mi podchodziła do gardła, dając uczucie  goryczy. 
Tak to się zaczęło. Dość szybko zdałem jednak sprawę, że gderliwych i wkur...nych  jest wokół tylu, że nie mam szans w tej konkurencji. Coraz mniej narzekania zaczęło się na tym blogu pojawiać, na korzyść opisów mojej  ciekawości  tego świata.
- Chcesz powiedzieć, że kierowały tobą statystyki popularności?
- Nie nie jestem influencerem, i popularność mi wisi,  Muszę jednak przyznać, że na liczbę odwiedzających spoglądałem przynajmniej jednym okiem.
Poza tym jak powiedział najbardziej znany świecie Albert czyli Einstein :
„Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko”.
Starałem się wybierać tę drugą drogę, szczególnie od czasu gdy moja żona siadła na wózku.
Stało się to już po pierwszym roku prowadzenie bloga.
Możesz tego nie pamiętać, ale w pewnej chwili liczniki odwiedzin  wystrzeliły. Wszystko za sprawą tego, że Onet zaczął  promować swoją blogową platformę i podrzucał na pierwszej stronie  linki do ciekawych tekstów.
Załapałem się do tej grupy. Kiedyś ze zdziwieniem zauważyłem, że pod postem pokazało się 115.000 odwiedzin. 
Najmilej zaś wspominam pewien krytyczny komentarz pod postem o świniobiciu w górach.
Pewien sceptyczny czytelnik napisał:
"Tym niemniej Hrabal to opisał lepiej."
Odpowiedziałem mu bardzo uprzejmie:
- Dziękuję bardzo za to podsumowanie. Sam pomysł porównywania mnie z  Bohumilem Hrabalem jest tak szalony, że aż brak mi słów na określenie swojej radości. Pozdrawiam"
Nie zaprzeczam, że zawsze kulturalnie i bez emocji odpisywałeś na komentarze.  Co zaś się tyczy liczby odwiedzających, to rzeczywiście sporo. Mówią  jednak,  było minęło. Teraz jesteś raczej niszowy jako twórca blogowy.
No rzeczywiście. Wobec obecnych liderów sieci to ja nawet mrówką nie jestem. 
Pragnę ci jednak powiedzieć, że określenie niszowy nie jest w żaden sposób dyskryminujące czy obraźliwe.
Najpopularniejsze synonimy słowa niszowy to: wyspecjalizowany, sprofilowany, niemasowy, unikalny, elitarny, specjalistyczny, nieliczny, mało popularny, autorski lub zawężony.
Oto zestawienie synonimów w zależności od kontekstu:
W kontekście popularności będzie to : unikalny, elitarny, alternatywny, kameralny, niemasowy.
W kontekście zasięgu: zawężony, specyficzny, wyselekcjonowany.
No naprawdę nie ma się czego wstydzić.
- Niech Ci będzie. Powiedz mi jednak do czego zmierza ta rozmowa ? - zaczął mnie pospieszać.
- Jacy wy młodzi jesteście niecierpliwi. Moje dzieci też wolałyby gdybym wypowiadał się w formie SMS - ów. Skrótowo i bez językowych upiększeń.  Aż chciałoby się powtórzyć  rozmowę  węglarza z pewnym przeniesionym w przestrzeni aktorem w filmie "Zakochany Anioł":
- A gdzie wy na boga tak pędzicie? Do czego? Śmierci i tak pan nie przegonisz
- Z roboty mnie wywalą.
- Co panu zrobią? Przecież Pana nie zjedzą, a jak pana zjedzą to pana wysrają. 
Koniec cytatu
- A bez metafor- spytał 
- A wiesz, że to też cytat, tylko, że z filmu Vabank?
Wobec widocznego już choć lekkiego poirytowania dodałem:
Widzisz, przez te osiemnaście lat uczyłem Cię tego co sam wiedziałem lub czego właśnie się nauczyłem. 
To było dokładnie 24 sierpnia 2008 roku. Wtedy zacząłem pisać swojego bloga, a pięć lat później chciałem rzucić to wszystko w diabły.
Powody opisałem w okolicznościowym poście " Zamknąć za sobą drzwi tak na zawsze" Tutaj
Okazało się, że łatwiej powiedzieć niż zrobić. Założyłem innego bloga, bo niczym potrzeba narkotyku tkwiła we mnie potrzeba pisania.
Nie dotrzymałem danego sobie słowa, nałóg wygrał.
-  Wtedy cisnęło mi się na usta - Mam 55 lat i jestem uzależniony. Tak jak to się mówi w grupie terapeutycznej. No i wróciłem do Antoniego na kolejne lata.
"To jeden z ciekawszych niszowych blogów" - napisała pewna blogerka w komentarzu.
Znaczy się wpadłem w dziurę i wydaje mi się, że  chyba w tej dziurze dalej tkwię.
Nie miałem ambicji,  by być pokarmem duszy dla gimbazy, W ogóle nie miałem żadnych oczekiwań. O braku wyobrażeń już nawet nie wspominam. Tak mówiłem po 10 latach prowadzenia bloga, czyli w 2018 roku. 
Broniłem się rękami i nogami przed tanią popularnością.
Westerplatte broni się jeszcze - chciałoby się powiedzieć i zaraz przypominam sobie utwór kabaretu TEY sprzed wielu lat
Westerplatte broni się jeszcze
Profesor Władysław Bartoszewski ujął to w jedno piękne i proste zdanie - Warto być przyzwoitym.
Czy przez te lata udało mi się zachować przyzwoicie ?. Mam takie poczucie, ocena nie należy jednak do mnie.
Nie będzie deklaracji i zobowiązań, bo najłatwiej nie złamać deklaracji których się nie złożyło.
Cieszyło mnie kiedyś takie rekordowe liczby wejść w ciągu jednego dnia, zastanawiały posty którym poświęciłem kupę czasu, a nie zasłużyły nawet na 1 komentarz.
Samo życie.
Zdecydowanie jednak nie chciałem się rozwijać i budować własnej satysfakcji na lajkach.
Tkwię więc w tej niszy niejako na własne życzenie.
Czy żałuję ?
Non, je ne regrette rien - jak śpiewała Edith Piaf - Nie, niczego nie żałuję.- 
Patetyczny to Ty jesteś  - przerwał mi siedzący w drugim fotelu On.
- Cholera. Rzeczywiście wyszło jak zwykle patetycznie, a miało być tylko jasno i prosto.
- Jest to proste jak precel - ocenił mój interlokutor.
Widzę, że teraz on sam wchodzi w fazę  zadziornej pełnoletności.
 - Może by wobec twojej rozkwitającej niezależności, pozwolić Ci byś sam zajął się sobą?
Twórz kreację która wyjdzie poza tą wyśmiewaną przez ciebie niszowość.
- To znaczy co?  Mam sobie być sterem, żeglarzem i okrętem?
- O widzisz. Ty też lubisz cytaty i powiedzonka
-  A tak wprost?
Tak wprost, czyli po prostu. Świat się zmienia, a ja się starzeję. Powiedzmy, że ostatnio bardziej się starzeję.
Producenci środków na witalność określenie srebrny wiek  zaczynają od pięćdziesiątki.
- Motocykliści mówią, że wszyscy zaczynają od pięćdziesiątki, a potem okazuje się, że najlepiej jest dopiero od pół litra w górę.
- Patrzcie go jaki mądry, a Ty skąd to wiesz?
- Mogłem gdzieś przeczytać, choćby w którymś z twoich postów?
- No tak, tematy motocyklowe i alkoholowe nie były mi obce.  Mówiąc krótko, bierzesz to?
- Co ?
- Nie chcesz decydować o sobie? Teraz jesteś jedynie nośnikiem, a gdybyś chciał zostać autorem pełną gębą?
-  Że niby ja mam to wszystko zapełniać treścią i odpowiadać?
- No tak, a ja idę na emeryturę, mogę nawet powiedzieć, zasłużoną.
- Muszę to przemyśleć, to duża odpowiedzialność.
- Ja Cię rozumiem. Zawsze to lepiej wpaść, pokrytykować i wrócić do swojej norki, nie?
- Wulgaryzujesz stary. Przemyślę, ale zacznijmy może tak pół na pół? Ja się jeszcze uczę, cały czas się uczę.
- Tak. Były prezydent też się ciągle uczył a był około 50-tki. Żeby Ci to nie weszło w krew.
- Nie żeby zaraz weszło, ale nawet w naszym prawie jest tak, że jak się dziecko uczy to rodzic ma go finansować do 25 roku życia. Nie?
- Patrzcie go jaki cwany. Ok. bądź mi dzieckiem kochanym i utrzymywanym.
- To powiedz mi na koniec bo nigdy o to nie pytałem. W tych moich danych - "Suma lat z biegu dni" to co jest imieniem a co nazwiskiem?
- Czy Ty się za bardzo nie personifikujesz? Na razie to prostu Blog, Mój Blog.
- O kurde to prawie jak Bond, James Bond
- Nich Ci będzie.
Kiedy wyszedł zauważyłem, że butelka wina opróżniła się całkowicie w jakiś dziwny i nieco tajemniczy sposób. A może tylko nie potrafię  robić naraz kilku rzeczy. Argumentować i nalewać.
Wspomniałem Bałtroczyka - wszyscy wiedzą, że flaszka kiedyś się skończy, a gdy to się stanie to jesteśmy zdziwieni.
Spojrzałem na etykietę. Siedem grzechów. Do którego najbardziej zbliżyłem się tego wieczoru ? 
Jakoś tak po północy, pojawił się On. Wsadził głowę przez uchylone drzwi i powiedział:
- Słuchaj stary to się chyba nie uda. Skoro ty mnie stworzyłeś, to jak ja mogę iść na swoje?
Zawsze będą o mnie mówić - Blog Antoniego.
Cholera, ma rację.
Spojrzałem na zegarek  wyświetlane cyfry wskazywały 2.30. No to po spaniu. Pozostaje teraz czekać do świtu, przewalając przez swoją głowę setkę myśli. Któraś z nich pewnie  zaowocuje kolejnym postem.
I jak tu udać się na emeryturę, kiedy nawet drzwi nie potrafię porządnie zamknąć za sobą 

Jako bonus do okolicznościowego tekstu dorzucam swoje zdjęcie wykonane do pierwszego dowodu osobistego w życiu, a więc w chwili gdy osiemnastka wkraczała do mojego życia przez otwarte drzwi. Było to jakieś pół wieku temu. Dziś mój blog kończy 18 lat. Można by rzec stary koń.
 
                                                                               

Tak zaś AI wyobraża mnie sobie w tamtym czasie, na Rynku w Krakowie, u stóp pomnika Mickiewicza.
Za wzór posłużyło je to powyższe dowodowe zdjęcie. 




Może ktoś zarzuci mi nadmierną fascynację AI.
Mam prostą odpowiedź na te zarzuty. Powiem wam, że tylko AI bez szemrania robi to o co ją poproszę.
Teraz właśnie wygenerowała  moje alter ego w ulubionym otoczeniu. Nie ma tu butelki wina o którym tyle piszę, aby ktoś nie pomyślał, że jeżdżę po alkoholu. Nie jeżdżę.
            



Dlaczego alter ego ? Przypomnę tym którzy zapomnieli lub dołączyli do czytelników później.
Ta uśmiechnięta twarz która towarzyszy mi na na blogu jako Antoni Relski nie jest moja prawdziwą twarzą. Zgodne to jest z zasadą bloga, że nic nie jest takie na jakie wygląda. Poszukiwałem odpowiedniego wizerunku Antoniego Relskiego i w Internecie znalazłem kogoś kto spełniał wszystkie moje oczekiwania w tym względzie.
Podpis brzmiał "man" czyli człowiek. To też mi odpowiadało. Dopiero po pewnym czasie kiedy zżyłem się z moim nowym wizerunkiem, otrzymałem informację od kogoś zza wielkiej wody, że jest Dr Phil prowadzący w Stanach jakieś popularne Tv Show.
Mam nadzieję że Dr Phil wybaczy mi to zapożyczenie wynikające z nieświadomości, zresztą w poprzednich tekstach już za to przepraszałem.
Pozdrawiam wszystkich, którzy towarzyszą mi w tej podróży przez słowa i dziękuję za wsparcie.
To zaszczyt mieć wokół siebie tak kulturalnych czytelników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz