12 czerwca 2023

Kto to jeszcze pamięta ?

Gdyby ktoś miał z tym problem z pamięcią, bez trudu odnajdzie informację o Nich. 

11 września 1932 r. na Zaolziu , zginęli por. Franciszek Żwirko i inż. Stanisław Wigura. Samolot RWD-6 którym lecieli do Pragi na święto lotnicze, rozpadł się w powietrzu podczas burzy. W pogrzebie na warszawskich Powązkach, z udziałem prezydenta Ignacego Mościckiego i marszałka Józefa Piłsudskiego, wzięło udział 300 tys. osób.
Żwirko i Wigura wspólnie latali od 1928 roku. Największy sukces polska załoga odniosła w kolejnej edycji międzynarodowych zawodów samolotów turystycznych Challenge w 1932 r. w Berlinie. Pilot Franciszek Żwirko i mechanik Stanisław Wigura wystartowali na samolocie RWD-6,  Pokonali 43 załogi z Niemiec, Francji, Włoch, Polski, Szwajcarii i Czechosłowacji. Była to nie tylko zasługa pilota, ale także polskich konstruktorów, który zaprojektowali samolot o wysokich walorach technicznych. Samolot polskiej konstrukcji nie ustępował bowiem technicznie samolotom renomowanych europejskich firm lotniczych, a wielu aspektach je przewyższał. Zwycięstwo to uznawane jest za punkt zwrotny w historii polskiego lotnictwa sportowego, które dzięki niemu zyskało powszechne uznanie na świecie. Na pamiątkę ich zwycięstwa w Challengu w Berlinie, 28 sierpnia jest Świętem Lotnictwa Polskiego.*
W trakcie uroczystości żałobnych z pewnością wspominano, że pamięć o nich  pozostanie z nami na wieki. Od tamtego tragicznego wydarzenia minęło 90 lat. Jako dziecko pasjonowałem się postaciami  polskich lotników, tak samo jak dumny byłem z konstrukcji samolotów RWD. Patriotycznie dumny, chociaż nikt mi tego nie nakazywał, a Żwirko i Wigura byli przedstawicielami Polski międzywojennej która w czasach PRL w których w końcu przyszło mi dojrzewać, nie miała najlepszej reputacji.
Co z tego pozostało dzisiaj w naszych głowach, w czasach gdy oficjalna propaganda odmienia przez wszystkie przypadki słowo - patriotyzm ?
Pośrednią odpowiedź znalazłem w poście na Facebooku jakiegoś młodego człowieka.



Imieniem "Żwirka" to są najwyżej przedszkola, gdzie występuje on wtedy w towarzystwie Muchomorka. Jak Bolek i Lolek oraz Marks i Engels. Być może właśnie  to połączenie nazwisk owego duetu sportowców spowodowało to całe zamieszanie. A jeżeli nie?
Tak to wychodzi gdy plącze się  jakaś uparta myśl po głowie, a kiedy z niej w końcu wyleci, przyjmuje najdziwniejsze formy. 

Pewien mój znajomy, starszy ode mnie z półtorej dekady, w latach osiemdziesiątych pomagał mi czynnie w naprawie pierwszego samochodu marki Trabant. Sąsiad miał pojęcie o mechanice, a ja po zakupie wozu nie śmierdziałem groszem. Przyjmowałem więc tę pomoc jak mannę z nieba, goszcząc sąsiada i wysłuchując w podzięce jego opowieści. Każdy się przecież lubi wygadać.
Historie były różnej wagi. Raz dotyczyły zdrowia i związanym z tym problemami z jego "kiszką sztorcową" - jak ją nazywał. Innym razem mówiliśmy o historii, tej dotyczącej okresu drugiej wojny światowej, a szczególnie niełatwych losów Armii Wojska Polskiego w ZSRR pod dowództwem generała "Andersona" jak nazywał sąsiad Andersa.
Kiedy tę historię opowiedziałem swojemu byłemu przyjacielowi on podzielił się nią z własną żoną. Plotka też rozchodzi się w ten sam sposób.
Żona, kobieta po studiach medycznych, ba praktykujący lekarz, należała do tak zwanej elity intelektualnej tego szarego kraju epoki RWPG i Układu Warszawskiego.
Wspomniana powyżej żona zaśmiewała się od ucha do ucha co wzbudziło  czujność znajomego.
- A ty z czego się tak durnie śmiejesz ? - zapytał.
- Bo przecież wiadomo, że to nie była Anderson - odpowiedziała rezolutnie.
- A kto ? - kontynuował znajomy
- Jak to kto? Andersen.
Takie to spustoszenie w organizmie powoduje opowiadanie nieodpowiednich bajek w dzieciństwie. Tych zaś oficjalne rządowe media aplikowały nam mnóstwo. Czyżbym  odniósł wrażenie jakiegoś  deja vu ? - zauważyłem tak tylko przy okazji.

Spacerując ostatnio alejkami Cmentarza Rakowickiego, skierowałem swe kroki tak by przystanąć na chwilę przy mogile generała Wieniawy Długoszowskiego.  Zwykle tak robię i to już od wielu lat. Od zeszłego roku stoi tam również jego spiżowa podobizna. Dla mnie Generał Długoszowski to esencja polskiego szlachetnego patriotyzmu, tej bezwzględnej miłości do ojczyzny która zakończyła się dla niego tragicznie.
- I gdzie my z tym wszystkim jesteśmy teraz Panie Generale?
Odpowiedziało mi milczenie, ale potrafiłem domyślić się  odpowiedzi. Tak mi się przynajmniej wydawało.     


* tekst z ipn.gov.pl

11 komentarzy:

  1. Język polski trudna sprawa. Ostatnio widziałam w sklepie napis: "szukam sprzedawcę". Chyba nie ten przypadek Z drugiej strony trudno się dziwić, skoro w niedawno czytanej książce znalazłam; "otwarła drzwi",,,,,Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem profesorem Miodkiem i popełniam błędy. Najważniejsze jest to, że staram się ich unikać. Poza tym zaczęły mi przeszkadzać, a to jest chyba dobry objaw.

      Usuń
  2. Ajaj, trudna sprawa z odnalezieniem sprawcy zniszczenia auta bowiem na zdjęciu oczy są "zasłonione"!
    Pamiętasz stary dowcip: " Czym różni się słoń od fortepianu? Fortepian można zasłonić, ale nie można słonia zafortepianować".
    Ujawniane we wpisach mediów społecznościowych braki w edukacji młodzieży są zatrważające.
    Nasze pokolenie doskonale wiedziało czym są panowie Żwirko i Wigura a i nazwisko generała Andersa nie było nam obce podobnie jak pojęcie patriotyzmu. Choć szkoły nasze socjalistyczne były.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, znowu zapomniałam się zalogować. Wrrr....

      Usuń
    2. Oczy zasłonięte z powodu wszechobowiązującego RODO. To rzeczywiście utrudnia poszukiwania

      Usuń
  3. Janusz Meissner i jego książka "Żwirko i Wigura" wydanie z 1965. roku. Czytałem nocą w świetle ulicznej lampy bo wiadomo, w domu kiedyś trzeba było zgasić. A przecież mogłem poczekać do jutra. Na szafie leżał model szybowca o nazwie Czyżyk sklejony z zestawu kupionego w Składnicy Harcerskiej. Niezapomniane chwile dzieciństwa. Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dojrzewało się wtedy w kręgu całkiem innych bohaterów, choć i wtedy próbowali nam podrzucić
      na idola Pawkę Morozowa

      Usuń
  4. Będąc na studiach, celowo nazywaliśmy generała Andersa generałem Andersenem, a profesora Andresa - Andersem.
    Żwirko i Wigura nie pozwalają mi o sobie zapomnieć, bo blisko mojego miejsca zamieszkania znajduje się ich ulica .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie i dla żartu to się nie liczy. Kiedyś gdy na UJ rektorem był profesor Karaś, podeszła do niego jakaś młoda studentka pytając nie na żarty o gabinet rektora Okonia. Profesor Karaś na to spokojnie - Rybki się dziecku pomyliły.

      Usuń
  5. Znajoma mówi do dentysty: " Chciałabym mieć uśmiech Marleny Dietrich. A kto to jest Marlena Dietrich?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mam jak rozmawiam ze znajomym facetem około 40. Znasz takiego aktora, piosenkarza, film, książkę? Na wszystko słyszę jedną odpowiedź - NIe ! . To mi psuje całą koncepcję wypowiedzi

      Usuń