czwartek, 17 listopada 2016

Cytując siebie

Umarł król, niech żyje król – to średniowieczne słowa marszałka dworu francuskiego wygłaszane  były po śmierci monarchy, od razu wskazywały też jego następcę.
Żyjemy jednak w czasach kiedy królowe co i owszem umierają, trudno jednak i coraz trudniej wskazać ich godnego następcę
- Nic już nie będzie takie samo jak wczoraj – powtarzamy w atmosferze wielkiej smuty.
Ja przynajmniej tak robię, wymieniając zmarłych ostatnio pisarzy, poetów, pieśniarzy i w końcu ludzi wielkiego serca, wielkiego umysłu lub ogromnej dobroci.
Nie zrobię tu listy by broń boże nie pominąć kogoś z tych co już na zawsze odeszli.
Leonard Cohen jako jeden z ostatnich dołączył do tej listy. Nie chcę tu rwać szat i lać łez, przypomnę tylko post jaki zamieściłem na blogu 1 października 2008 roku czyli na samym początku mojej blogowej przygody. Jakoś tak wpadł mi w oczy właśnie dzisiaj.

O Leonardzie Cohenie - 1.10.2008
 Leonard Cohen koncertuje w Polsce. Dla mnie rewelacja. Jak już wspomniałem w poscie na temat wina, jego piosenki bardzo ściśle związały się z moim okresem dojrzewania.
Zaczynałem kochać i być kochanym. Wsłuchiwałem się setki razy w jego zachrypnięty, przepojony emocjami i alkoholem głos i uczyłem się na pamięć tłumaczeń Macieja Zembatego. Ba, zrobiłem nawet własne tłumaczenia utworu „Blue raincoat” oczywiście z dopiskiem: Gdziekolwiek jesteś Leonardzie Cohenie, wybacz mi.
Towarzyszył mi Leonard w chwilach radości, smutku, czasem nawet seksu.
Można by na koncert ale cena biletów nie jest jednak przyjazna nawet dla półwiecznych jego fanów. Gdybym chciał zabrać ze sobą moje Kochanie, przetransportować samochodem w te i nazad na jakieś 600 km i zająć miejsce z którego coś widać, to z trudem zmieścił bym się w kwocie 1000 PLN.
Wolę więc wmawiać sobie, że Suzane czy Hallelujach w kilkutysięcznej sali koncertowej trąci z lekka profanacją. Sam autor mówił zresztą w którymś z wywiadów, że ta trasa to dla kasy. Wolę więc wypolerować pomnikowe brązy wspomnień, bowiem pomnikowych idoli coraz mniej. Okudżawa śpiewał, że : nad naszym zwycięstwem niejednym górują cokoły na których nie stoi już nikt.
Poniżej wiersz który napisałem w okresie największej fascynacji Cohenem, tak w 1979 roku.

Z bezsensów w sensie zbudowany
Z tego co strzępem jest uczucia
Duszę dalekie i te bliskie
Usta poufnie wielkich ludzi.
Dźwięk wibrujący błoną ucha
Receptor w mózgu mi nawala
Uderzam w pustą strunę G
Radość młodości znów się spala.
Gdzieś szumią jodły moniuszkowskie
Cohen pijacko nuci z wola
Tylko tak cicho, po złodziejsku
Rwie się ma dusza niespokojna


Tego koncertu sprzed ośmiu lat niestety już nie nadrobię.Żal

12 komentarzy:

  1. Odchodzą....
    Coraz więcej tych pożegnań, a za każdym razem unieruchamiają się "myślennice". Kiedy ja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba być przygotowanym,ale dalej głodnym życia
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. I Błękitny prochowiec i Jane i Maleńka i Tańcz mnie - ale to były pościelówki, w moich czasach. A teksty i wykonania Zembatego !! Mam jeszcze kasety i czasem na skraju, pod lasem, przy ognisku puszczam sobie te pieśni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Zembatego dotarłem później, ale wtedy mój Cohen stał się kompletny
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Skoro umierają łajdusy, to muszą także umierać porządni.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zasadzie równowagi. To logiczne
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ty potrafisz napisać. Ja nie...
    U mnie skończyło się "dniem Cohena": siedziałam i słuchałam. A Starszy chodził i zaglądał, że jak to tak, ja nic nie robię, tylko siedzę przy kompie i słucham jakiegoś schrypulca...
    Dla mnie Cohen był późnym odkryciem... Wspomnień nie przywołuje w sensie kojarzenia sytuacji... Raczej z zamyślenia nad tekstem i dźwiękiem.... Na szczęście ten dźwięk pozostanie i to jest optymistyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem taką taśmę na szpulowym magnetofonie która leciała na okrągło.
      Teraz sterylne CD i czegoś mi brakuje
      POzdrawiam

      Usuń
  5. Nie powiem, że to był mój idol i wielka muzyczna fascynacja. Ale z pewnością był to jeden ze znaczących artystów "naszych czasów", którzy odchodzą w raz z całą epoką. Nadzieja, że spotkamy się ponownie w tym "lepszym świecie" i damy "czadu".

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć Antoni
    ...też skojarzenie ze szpulowym magnetofonem i przewijaniem taśmy, aby znowu od początku...Pozdro JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
  7. Klik dobry:)
    Jedni odchodzą... Przychodzą inni... Takie zycie...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kawal dobrej historii muzycznej odeszlo, ech!...

    OdpowiedzUsuń