poniedziałek, 15 września 2014

Dojrzeć z nudów

W czasach zamierzchłej niestety przeszłości, mieliśmy z kumplem pewną manierę. W chwili gdy któryś z naszych interlokutorów kończył jakiś silnie naukowy wywód i kończył ostatnie wypowiadane zdanie na przykład słowem „grupa”, odpowiadaliśmy mu całkiem niemerytorycznie
- Mam dobry chociaż brzydki rym do słowa „grupa”.
Mieszaliśmy szyki nawiedzonym dyskutantom i leczniczo powodowaliśmy, że spuszczali trochę powietrza z nadętego do granic możliwości ego.
A jeżeli to nie nastąpiło i zdenerwowany człowiek zarzucał któremuś z nas - Głupi jest dowcip twój, wtedy odpowiadaliśmy zgodnie z wzorcem - Do „twój” ma równie dobry co brzydki rym.
Z perspektywy czasu myślę, że może rzeczywiście to było trochę głupie. Myśleliśmy jednak, że jest czas na picie wina i słuchanie płyt jak i czas na dyskusje o Ludwigu Feuerbachu. Nie powinno się w żadnym razie mylić a tym bardziej mieszać tych dwóch okazji.
Pisałem kiedyś o tym, że niektórzy naoglądali się w młodości niewłaściwych filmów o studentach.
Dlaczego przypomniałem sobie o tej naszej manierze właśnie teraz?
Bo zauważyłem, że słowo „starzeje” rymuje mi się z „dziadzieje”. Rym może i dobry ale czuję, że trochę brzydki.
W ramach tego rymu do „starzeje” zredukowałem jakby ilość wypijanego alkoholu. Moja cukrzyca była zresztą świetnym pretekstem do tego.
Wiem już że nie w każdej imprezie trzeba uczestniczy, tak jaki i nie każda kolejka jest do obowiązkowego wypicia.
No bo niby co zrobią jak nie wypiję? Cholera coraz bardziej mam to w dupie.
Najczęściej pijamy sobie z żoną w piątkowe lub sobotnie wieczory, a w chwilach większej fantazji w piątki i soboty. Butelka na dwie osoby do meczu co trwa trzy godziny, to chyba żaden wyczyn.
To straszne ale coraz rzadziej sięgam po drugą butelkę, tego samego wieczora.
Coraz mniej mi wystarcza.
No chyba, że to jakaś między rodzinna impreza wtedy się mobilizuję.
Nie chcę tutaj chwalić się jakąś podjętą decyzjąś w intencji, bo wszystko jest względne. Zaraz też ktoś napisze, że z tą ilością to za kołnierz nie wylewam. Mało i dużo to są wielkości względne.
Po tym jednak co przeczytałem w artykule Agnieszki Komosy ( Na temat pl ), poczułem się się źle a nawet gorzej. Gorzej niż przysłowiowy Mały Pikuś.
Otóż znany i lubiany kiedyś aktor francuski ( to znaczy i kiedyś lubiany i kiedyś francuski) Gerard
Depardieu sam przyznał że dziennie wypija do czternastu butelek wina. Nie stroni też od innego alkoholu.
– Pić zaczynam już przed dziesiątą. Zwykle sięgam wtedy po czerwone wino lub szampana. Następnie nalewam sobie pastis, anyżowy francuski likier – wymienia aktor. Przy każdym posiłku towarzyszą mu nieodłącznie przynajmniej dwie butelki wina. Popołudniami lubi rozsmakować się w szampanie, piwie, ponownie pastis oraz produktach własnej winiarni. Dzień kończy z przytupem – wódką lub whisky.
Aktor na końcu dodaje, że picie jest jego sposobem na nudę.
Boże – pomyślałem jak on się musi haniebnie nudzić.
Niestety ze względu na moją cztery razy mniejszą masę niż Depardieu nie mogę sobie pozwolić na taka nudę.
Odezwała się moja wątroba. Zrozumiałem, że westchnęła tylko -  Może i na szczęście.

23 komentarze:

  1. to mówisz, że pijamy tylko jedną butelkę na dwoje z powodu starości? u mnie to nie starość, to nieludzki ból głowy na drugi dzień;)
    Ty wiesz, jak ja się dowartościowałam, bo mam wyrzuty, że ta jedna flaszka to może już nałóg, ale skoro ten Francuz jedną flaszkę łyka do śniadania..
    miłego popołudnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się wybierać te gatunki które nie powodują bólu głowy
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Vulpian de Noulancourt15.09.2014, 16:03

    Żerar Renejewicz Depardjo został Rosjaninem z wyboru. Nie wiem dlaczego Belgia pozwala mu rezydować na swoim terytorium.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On jest klasycznym zobrazowanie powiedzenia strzelić sobie w stopę
      I pomyśleć że tylko dla pieniędzy
      POzdrawiam

      Usuń
  3. Grono towarzyskie i alkohol to szeroki temat. T., mąż znaczy 7 lat temu w sposób gwałtowny musiał zaprzestać udzielać się alkoholowo, co początkowo w zaprzyjaźnionym gronie wywołało współczującą wyrozumiałość. Jednak wraz z upływającym czasem coraz rzadziej uczestniczyliśmy w spotkaniach tego grona, bo towarzystwu ewidentnie coraz bardziej ciążyła świadomość, że jeden nie pije. T. przyjął postawę, którą mogę określić Ciebie cytując: "No bo niby co zrobią jak nie wypiję? Cholera coraz bardziej mam to w dupie." Jednak nie ma co ukrywać, że "odstawanie" od grupy znacznie wpłynęło na nasze samopoczucie w gronie znajomych oraz luzik znajomych na naszej obecności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam odwrotnie, wśród znajomych prawie nikt nie pije i patrzą na nas jak na patologię, u nas w domu nie ma na stole masła i cukierniczki bo nie używamy i gość się musi upomnieć, natomiast w rodzinie niepijącej nie uświadczy trunku. Rozwiązanie jest - zachodzimy z butelką wina w prezencie i na protesty "a po co przecież my nie pijemy" odpowiadam - to poczęstujecie gości! Dodam, że abstynencja jest z wyboru, nie z przymusu.

      Usuń
    2. No w wypadku mojego T., męża znaczy z przymusu jak najbardziej. Grono towarzyskie najpierw było pełne zrozumienia, a nawet poruszenia faktem, że jednemu z nas przytrafiła się taka kich zdrowotna. Z czasem jednak, niby wszyscy wiedzą, niby rozumieją, niby wszyscy ze stanem faktycznym się oswoili, ale takie "wyłamanie się" ze stylu zabawy zaczęło Im ciążyć. Tym sposobem i nam też.

      Usuń
    3. Presja znajomych jest czasem nie do przejścia, a regułą jest że w takich przypadkach więży stają się dość luźne.
      No i co? w końcu to oni tracą
      Pozdrawiam

      Usuń
    4. Jasne, że nie dzieje się nic wielkiego, jednak co tu dużo gadać, to przykre doświadczenie, skoro grupę towarzyską tworzyło się 40 lat.

      Usuń
  4. Nie żebym chciała straszyć :)) - wyborcza.pl/1,76842,7830366,Smiertelne_przypadki_watroby.htm..
    Znam kilka podobnych ,równie drastycznych wśród ludzi,którzy tylko "okazjonalnie",w kontekście których nikomu by nawet nie przeszło przez myśl słowo alkoholik.
    Mężczyźni podobno mają bardziej wytrzymałe wątroby, ale Depardieu niekoniecznie,przy jego tuszy dochodzi jeszcze stłuszczenie,co też wątrobę bardzo upośledza.
    Pozdrawiam
    EO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile kto może wypić? To jest tajemnica która wychodzi po fakcie.
      Polecam czeski film z Jaromirem Nohavicą Rok diabła
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Może ta butelka to w zwykłych warunkach nie wyczyn, ale dla cukrzka zdecydowanie tak. Opamięrtajcie się, Kolego Antoni:))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jest napisane w ulotkach dla diabetyków?
      Alkohol okazjonalnie i w małych ilościach. Jedno i drugie określenie jest dyskusyjne
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Cześć Antoni
    No...no...Ten Depardieu. Niestety nie mam tyle pieniędzy, ale spróbuję 14 flaszek w miesiąc...ha ha. Pozdro JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba zacząć od drobnych sukcesów
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Rym do starzeje - mądrzeje. Nie musi być "dziadzieje":)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dlaczego mówi się, że człowiek całe życie się uczy a i tak głupi umiera
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Słowo "butelka" niewiele mi mówi. Chyba, że żywisz się krzemionką, ale to ponoć niezdrowe. Butelkę czego masz na myśli? Bo "polihumorek" może przyjmować różne postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem tradycyjnie winny
      Czerwone i wytrawne.No chyba że Tokaj
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Słaby umysł który się nudzi. Przypomniał mi się naukowiec gdzieś pod koniec dziewiętnastego wieku albo może trochę później, biedny popełnił samobójstwo, bo "wszystko już zostało odkryte już nie będzie nic nowego." Smutne nudzić się w tak pięknym świecie i dalej niepoznanym nieznanym mimo pozorów znanego i dobrze poznanego.
    A tam zaraz głupi umiera, ten kto mądrzeje głupi nie umiera i nie dziadzieje. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mówią, że przysłowia mądrością narodu są
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. wątroba dała ci lekkie ostrzeżenie, znacznie lepiej nudzić się bezpieczniej, albo spróbowac się nie nudzić wcale. :) nigdy się nie nudzę, pewnie dlatego jestem abstynentką :) ach jakbym chciała się tak ponudzić, czasem serio marzę by byc już na emeryturze, zyc swoim rytmem, i robić tylko te rzeczy, ktore sa moja pasja, a na ktore nie mam czasu. I nie wstawać na zawołanie :) a tu ciagle perspektywa emerytury dalej i dalej... a ja ją gone jak zając marchewkę, pewnie się okaże, że jej wcale nie będzie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak jakoś jest że na emeryturze nie poświęca się czasu swoim pasjom a dzieciom i dzieciom naszych dzieci
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń