20 stycznia 2026

Syndrom męża na emeryturze

Przeczytałem pewien artykuł w prasie kobiecej. Do czytania pism kobiecych przyznałem się przed Wam już kilka razy i nadal uważam, że wynikają z tego same korzyści. Jedne teksty są przyczynkiem do korekty mojego postępowania jako mężczyzny i męża, inne zabezpieczają mi część humorystyczną mojego życia, bo przecież jak w książce Johna Graya - Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus
Tak się złożyło, że tekst ten wpadł mi w ręce niedługo po stworzeniu panegiryku na cześć mojego małżeństwa z okazji rocznicy ślubu
Historia dotyczy małżonków na emeryturze którzy obchodzili 40 lecie swojego związku.  U nas to 44, a więc o 4 lata więcej. Być może pewne rafy niebezpieczne dla związku udało nam się już skutecznie ominąć. Po przeczytania artykułu ogarnęły mnie wątpliwości. Czy jest tak jak ja optymistycznie założyłem, czy może te problemu tylko bardziej nabrzmiały? Takie nabrzmiewanie lubi odbywać się w ciszy, ciszy która często zapada między kobietą a mężczyzną w pewnym wieku. Czy w relacjach z kobietą można być pewnym czegokolwiek?
Poprzez portal Onetu trafiłem na stronę Kobieta XL,  a zaintrygował mnie już sam tytuł : Mąż Teresy poszedł na emeryturę - Nie mogę na niego patrzeć.
Jest to historia równolatków których znajomość trawa od szkoły średniej. Obchodzili niedawno 40 rocznicę ślubu, a więc posiadają znaczny staż małżeński
Bohaterka artykułu skończyła 60 lat i przeszła na emeryturę. Mężowi pozostało do przepracowania jeszcze pięć lat. Dalej za artykułem :
" Te pięć lat w samotności Teresa wspomina z rozrzewnieniem. Rano Tadeusz wychodził do pracy, ona sprzątała po śniadaniu, wychodziła na zakupy, na spacer. Wracała do czystego domu, oglądała ulubione seriale, siadała w ciepłe dni z książką na balkonie. Kiedy Tadeusz wracał, jedli wspólnie obiad.(...)
- Posprzątałam po obiedzie, oddawałam mu telewizor. Ja sama wtedy prałam, prasowałam, przygotowywałam obiad na kolejny dzień. Nie wchodziliśmy sobie w drogę. Ja chodzę wcześniej spać, Tadeusz często przesiaduje w nocy. W sumie widywaliśmy się może przez dwie, trzy godziny.
I to Teresie bardzo odpowiadało. Czuła się wreszcie zadowolona, ba może nawet szczęśliwa? Trochę pogadali, wymienili uwagi, co kupić, co trzeba zrobić i każde szło do swoich zajęć.
- Ale nic nie trwa wiecznie – mówi Teresa. - I choć Tadeusz wcale nie chciał, wypchnięto go na emeryturę. To też trudno mu było przeżyć.
Zostali już w domu we dwoje i uporządkowany świat Teresy runął. Już nie ma czystego domu, nie ma seriali, bo mąż od rana okupuje telewizor. Ma swoje nieznośne nawyki, które Teresę doprowadzają do szału. Jak choćby jedzenie pączka bez talerzyka, a potem wkoło okruchy i lukier, który przykleja się do dywanu.
- Ileż razy prosiłam, by tego nie robił – wzdycha Teresa. - Podobnie jest z kładzeniem ogryzków na moje serwety po babci. On mówi, że przecież są „na stojąco”, to nie mogą niczego pobrudzić. A to nieprawda, bo sok z nich kapie."

Tadeusz snuje się po domu bez celu, w końcu siada w kuchni i doradza Teresie jak gotować, chociaż nie ma w tek kwestii żadnego doświadczenia
W efekcie:  
"Teresa jest stale poirytowana, ma kołatania serca, czasami drżą jej ręce, miewa dziwne nastroje, bywa, że płacze bez powodu. Mówiła o tym nawet swojej rodzinnej lekarce, ta poleciła zioła na uspokojenie. Ale nie pomagają.
- Bo we mnie jest coś takiego, że je nie mogę na niego patrzeć – mówi Teresa. - Wszystko, co mówi czy robi, doprowadza mnie do pasji. A przecież niby źle nie mamy, dwie emerytury, nie jesteśmy chorzy. Moglibyśmy żyć w miarę spokojnie."

Dochodzimy do sedna.
Ta dolegliwość która trapi Teresę to nie jest zwykła , prosta nienawiść do męża. To stwierdzony i udokumentowany Syndrom męża na emeryturze, a dosłownie „syndrom stresu z powodu przebywania męża w domu” RHS –( retired husband syndrome_)
Syndrom ten został zidentyfikowany przez Nobuo Kurokawę w 1991 roku Jest to psychosomatyczna choroba związana ze stresem, rozpoznawana w kulturze japońskiej, która według szacunków występuje u 60% starszych kobiet. Uważa się, że jest to stan, w którym kobieta zaczyna wykazywać objawy choroby fizycznej i depresji, gdy jej mąż osiąga lub zbliża się do emerytury.
Podobne problemy spotkać można i w innych kulturach. Na przykład w USA Europie Zachodniej i z tego co czytam u nas.
Nawet w dobrym małżeństwie, kiedy mężowie przechodzili na emeryturę, jakość życia ich żon szybko się pogarszała. Cierpiące żony tak opisywały ten stan :
: „Wariuję”, „Chcę krzyczeć”, „On doprowadza mnie do szału”, „Jestem zdenerwowana” lub „Nie mogę spać”.
"Amerykańscy mężowie wkraczali na teren na którym ich żony przyzwyczajone były do ​​posiadania własnego autorytetu: domu, a zwłaszcza kuchni, i wykonywania obowiązków domowych.
Kiedy mężowie rozładowywali poczucie straty, popadając w depresję, nieczułość lub przemoc, relacje między małżonkami pogarszały się do tego stopnia, że ​​żona czuła się źle fizycznie, emocjonalnie i psychicznie, rozwijając u niej zespół nadpobudliwości psychoruchowej.”
I to już koniec tego ciekawego skądinnąd tekstu.  
Problem jest rzeczywiście poważny. Przez okres swojej pracy zawodowej mężczyzna postępuje według pewnych schematów do których z czasem się przyzwyczaja. Wiadomo zaś, że przyzwyczajenia są drugą naturą.  
Kilkugodzinna nieobecność w domu skutkuje ożywioną konwersacją przy obiadowym stole, może i potem.
Można  przecież się wymienić poglądami i uwagami. Co zaś w sytuacji kiedy od rana do nocy małżonkowie przebywają razem ?
Podświadomie jakoś chyba przyjąłem pod swoją kuratelę ogród razem z warzywniakiem.
Instynkt obronny pozwala mi ewakuować się ze strefy rażenia, a jednocześnie odbyć serię gimnastycznych ćwiczeń.
- Ćwiczeń siłowych przy przekopywaniu ziemi,
- ruchowych: postawa skłon postawa, lub postawa skłon przyklęk.
- nawet  zwykły spacer kiedy muszę z kosiarką obejść te swoje 8 arów zieleni. Spokojnie mogę wtedy odhaczyć dzienną normę kroków. Tak mi mówi mój telefon ,który to liczy.
Że koszę z telefonem w kieszeni? Oczywiście, pracuję bowiem jeszcze od czasu do czasu. Nawet  nie dla pieniędzy a właśnie dla owego zdrowia psychicznego.
Czuję się potrzebny, a nawet jestem w tej pracy lubiany.
Kiedy zaś siedzę w ogrodzie, pod koniec dnia proszę, by żona zawołała mnie na serwis informacyjny w TV. Chcę wiedzieć czy dalej żyję w tym samym kraju w którym się obudziłem
Zona wtedy mówi wtedy z reguły - to może jutro bo jest już 20.30. Może byś już wracał do domu.
W razie braku prac ziemnych, rozwijam swój pęd do  majsterkowania lub naprawiania., Przy zupełnym braku zajęć, zawsze mogę wysprzątać samochód czy zająć się motocyklem.
Pilot do TV jest więc bezużyteczny przez większość dnia, bo żona do fanek seriali też nie należy.
Nie wtykam  nosa z sposób zarządzania kuchnią przez moją żonę, ale potrafię zrobić to czy tamto, może nawet trochę więcej. Oczywiście w ramach uzgodnień. Bez uzgodnień za to opróżniam zmywarkę czy robię śniadanie jaki i  kawę dla dwojga.
Być może w ten sposób, zupełnie instynktowny udało nam się ominąć rafy RHS .
Być może nie. Nie chcę być zarozumiały w swych stwierdzeniach.
Liczę na to, że chociaż uwielbiam mieć własne zdanie potrafię dać się  prowadzić niczym elegancki Bentley. Swoją drogę sztukę delikatnego prowadzenia narowistej maszyny, moja małżonka bardzo dobrze opanowała.

Mam też takie humorystyczne spojrzenie na całą  tę sytuację.
Mówi się, że jak facet mówi, że coś zrobi to zrobi i nie trzeba mu o tym przypominać co pół roku.
Jak w końcu  ma tyle wolnego, że przychodzi czas na tę robotę i facet postanawia, że pomoże na przykład w kuchni to wywołuje to stres a nawet syndrom RHS
Mówią, że kobieta powinna kochać i zrozumieć swojego faceta.
Facet zaś powinien kobietę bardzo kochać i pod żadnym pozorem nie próbować zrozumieć.

No to  smacznego
Dzisiaj robię pizzę Pepperoni, bez sprzeciwu ze strony żony. Sama mnie do tego zachęcała.

                                                                           

PS 
Chciałem zakończyć tekst jakimś miłym obrazem zgodnego małżeństwa i poprosiłem AI o stworzenie takiego sielankowego obrazu, mężczyzny który podaje żonie posiłek. Wiać tu z pewnością ciepło między tymi dwoma osobami
Kiedy pokazałem obraz żonie, oczywiście bez kontekstu, spojrzała na niego i powiedziała .
- Widzisz, facet ma na sobie elegancką koszulę.
Szybko pokazałem jej możliwości AI. Teraz obraz jest jakby bardziej do nas dopasowany.
Kolejny wniosek wynikający z tej sytuacji jest taki, że kobiety stosują inne kryteria do oceny sytuacji 


             

Ja już nie chcę się rozwodzić nad tym, dla kogo  w tym kochającym się związku AI przygotowała trzeci talerz?

18 komentarzy:

  1. Oj Antoni! Zaczynasz na poważnie, John Gray, Kobieta XL, syndrom RHS ... A kończysz tym pytaniem które wzbudziło we mnie atak śmiechu. Czyj jest trzeci talerz?🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są sprawy na tej ziemi o których się nawet filozofom nie śniło, a to życie właśnie. Miło mi, że Cię rozśmieszyłem

      Usuń
  2. Każdy niech sobie ten talerz interpretuje na swój sposób. Och te motyle, takie delikatne stworzenia, że aż strach budować na nich całe życie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...jak by to rzec... Sad but true? 😊

      Usuń
  3. Trzeci talerz? Jest dla niespodziewanego gościa. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, to nie jest opowieść wigilijna, a marzenie o tym jak powinna wyglądać szara codzienność

      Usuń
  4. Ale to ciekawe! Nie jestem mężem na emeryturze ani nie jestem żoną męża na emeryturze, ale miałam rodziców na emeryturze. Nie było żadnych zatargów ani syndromów.
    Trzeci talerz? Z pewnością dla zbłąkanego wędrowca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę broń boże widzieć wszędzie złych emocji, ale tyle dzieje się w głowach innych. Do tych niestety, albo dzięki bogu nie mamy dostępu.

      Usuń
  5. Cześć Antoni. Kiedy widzę, że moja ukochana Małżonka patrzy na mnie wzrokiem prokuratora oskarżającego wielokrotnego mordercę, a jej głos brzmi metalem jak mowa oskarżycielska tegoż prokuratora, to dzwonię do pracy, czy aby nie potrzebują mojej obecności tamże. I tym sposobem dzisiaj wstałem o godzinie 5.15, wsiadłem w dosyć sfatygowany samochód służbowy i udałem się w trasę około 170 km oczywiście w jedną stronę. Załatwiłem sprawę, wsiadłem znowu do grata i jak zwykle pojechałem z powrotem inną trasą, piękną górską drogą. Jechałem powoli, napawałem się widokiem, wolnością i spokojem. Wróciłem o 18.00. Na stole stał dobry obiadek. Uśmiechnięta i wyraźnie wypoczęta Małżonka powitała mnie ciepło dobrym słowem i nawet chyba się trochę ucieszyła z mojego powrotu. Rozmawialiśmy długo i bez wzajemnych złośliwości. Moje konto wzrośnie na koniec miesiąca, a zdrowie psychiczne nas obojga się poprawi. W przyszłym tygodniu planuję dwa takie wyjazdy. Niech żyje wolność. To program na zimę bo w lecie ewakuuję się do ogródka, robię także różne niepotrzebne rzeczy przy samochodzie, albo potrzebne przy zdezelowanym płocie. Pozdrawiam JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może my faceci jesteśmy już tak genetycznie zaprogramowani, chociaż nie wszyscy

      Usuń
  6. Przeczytałem ten tekst z dużym zainteresowaniem, bo rzadko trafia się głos mężczyzny, który mówi o emeryturze i małżeństwie bez pozy, bez skarg i bez udowadniania czegokolwiek komukolwiek. Najciekawsze jest dla mnie to, że cała opowieść o RHS nie prowadzi do łatwego wniosku w stylu „wystarczy się dogadać”, tylko pokazuje, jak bardzo krucha bywa równowaga, którą latami buduje się trochę mimochodem.

    Historia Teresy i Tadeusza nie brzmi jak dramat, raczej jak powolne rozjeżdżanie się dwóch światów, które przez lata działały obok siebie, a nie razem. I to chyba najbardziej niepokojące. Nie ma tu przemocy, zdrady ani wielkich awantur. Jest za to codzienność, która nagle przestaje się układać, bo znika coś, co było oczywiste – rytm, nieobecność, przestrzeń. Artykuł dobrze pokazuje, że problem nie zaczyna się w momencie przejścia na emeryturę, tylko dużo wcześniej, tylko że wtedy jest przykryty obowiązkami.

    Bardzo trafne wydaje mi się Twoje podejście „ewakuacyjne” – ogród, majsterkowanie, praca dorywcza. Nie jako ucieczka od żony, tylko jako zachowanie własnej autonomii. Wbrew pozorom to brzmi dojrzale, a nie defensywnie. Wiele konfliktów bierze się właśnie z tego, że nagle dwie osoby zaczynają być na sobie skazane przez 24 godziny na dobę, bez bufora w postaci pracy czy własnych ról. Dom przestaje być wspólną przestrzenią, a staje się polem negocjacji.

    Podoba mi się też brak triumfalizmu w Twoich wnioskach. Nie ma tu tonu: „my jesteśmy mądrzejsi, nam się udało”. Jest raczej ostrożna świadomość, że pewne rafy można ominąć, ale nie da się ich całkiem usunąć z mapy. To uczciwe i życiowe. Tak samo jak to, że nie wchodzisz do kuchni bez uzgodnień – to drobiazg, ale właśnie z takich drobiazgów robi się albo spokój, albo choroba psychosomatyczna.

    Humor na końcu tekstu działa, bo nie bagatelizuje problemu, tylko go oswaja. A puenta z AI i koszulą jest świetnym przypomnieniem, że nawet w najbardziej nowoczesnych narzędziach i teoriach i tak rozbijamy się o bardzo ludzkie różnice w postrzeganiu świata.

    Całość zostawia z refleksją, że emerytura nie jest ani nagrodą, ani karą dla małżeństwa. Jest testem – z uważności, z umiejętności zostawiania sobie miejsca i z tego, czy przez lata było się obok siebie, czy jednak razem. I to chyba ważniejsze niż sama nazwa syndromu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jest widzieć swoje życie z perspektywy kogoś innego. Dziękuję i pozdrawiam

      Usuń
  7. Świetny tekst o umiejętności bycia razem. Wiadomo, że trzeba dbać o związek, mieć wspólne pasje, wyjścia do kina, na koncerty, do kawiarni. Siedzenie w domu i patrzenie, jak partner zostawia ogryzki może zniechęcić do niego. Lepiej by było, gdyby wyszli na spacer, na lody czy szarlotkę z bezą.
    Bardzo podoba mi się Twoje zdroworozsądkowe spojrzenie na codzienność i problemy, a porównaniem: "potrafię dać się prowadzić niczym elegancki Bentley" byłam rozbawiona.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak Ty to robisz, że z każdego Twojego postu bije takie ciepło?
    A koszulka zacna. A przynajmniej z zacnym napisem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstrząs w życiu rodzinnym, spowodowany wypadkiem żony sprawił, że nauczyłem się cieszyć z rzeczy drobnych. Motyw na koszulce sam zaś wybierałem. Pozdrawiam metalowo🤘

      Usuń