05 września 2023

Wspomnienia są zawsze bez wad

Rok szkolny rozpoczął się, wakacje skończyły i chociaż nie mam już dzieci w wieku szkolnym w dalszym ciągu celebruję ten stan przejścia jednego w drugie.
Od lat mniej więcej w tym właśnie czasie organizowałem imprezę lub cykl imprez pod tytułem " Pożegnanie lata"
W czasie gdy mieliśmy jeszcze dzieci w wieku szkolnym i niepohamowaną fantazję rozwijaliśmy skrzydła szeroko. Bezpośrednio zaś po takiej imprezie nakładaliśmy sobie z małżonką kaganiec i przez 30 dni nie tykaliśmy nawet alkoholu w żadnej postaci, aby odtruć i odzwyczaić organizm. Nie żeby panowała u nas jakaś patologia, niebieska karta czy coś takiego. Byliśmy typową rodziną, ale mieszkając przed trzy miesiące w roku wśród gorczańskich górali, przyzwyczailiśmy się jakby do tego, że to piwko po obiedzie pęknie, a kieliszek wina wyschnie przy zachodzie słońca. Najbardziej jednak popularny w tym rejonie był " drynk" czyli coctail "Gorczańskiej" pędzonej nocą z Pepsi w proporcji 50/50. Oczywiście w szklance, ale bez tych burżuazyjnych kostek lodu czy choćby wstępnego schłodzenia. Myślicie, że się nie da do tego przyzwyczaić? Do ciepłego alkoholu o mocy 60%? Mylicie się.
Z tamtych to czasów pochodzą wspomnienia które wyłażą w czasie spotkań, bo z Gorcami utrzymujemy ciągły i sympatyczny kontakt.
Wspominają jak słowo wystarczyło, by zorganizować składkowe spotkanie które trwało do późnych godzin nocnych lub też wczesnych porannych, zależy jaką kto do tego przykłada miarę.
A to jak stękali niezadowoleni sąsiedzi że nie wyspania szli na niedzielną mszę. Niewyspani z powodu radosnego gwaru nocnego. Narzekali jednak tylko niezaproszeni, a obiekcje ich gasły jak papierosy w popielniczce już po pierwszym ich zaproszeniu.
I chyba nie było to jakieś wyjątkowe wydarzenie czy cykl wydarzeń w tamtych latach, o czym świadczy kulturowa zmiana w odmianie słowa gram.
Wyborcza w swoim tekście tak o tym informuje:
Gram - często czytamy w przepisach kulinarnych 100 gram mąki, 100 gram cukru, itd. Jednak słowo gram może występować w mianowniku tylko z liczebnikiem jeden (1 gram), w połączeniu z liczebnikiem sto, dwieście, trzysta, itd. mówimy już gramów (100 gramów cukru).
Czy powszechne 100 gram wyprze kiedyś poprawne 100 gramów? Nie wiem. Prof. Mirosław Bańko na stronach Poradni Językowej PWN pisze: „W języku potocznym, zwłaszcza gdy chodzi o pewną ilość alkoholu, dopełniacz gram jest normą. Niektóre słowniki już o tym informują".
W pewnym sensie więc to co się działo miało jakiś wpływ na kulturę i rodzimy język. Jak człowiek pomyśli, że miał w tym swój malutki udział.
To się jednak nie wróci. Jest czas siania, czas zbioru, a na końcu orzą ściernisko i jest pozamiatane.
Od 10 lat nie używam mocnych alkoholi bo mi po prostu nie służy. Pielęgnuję swoje słabości lub jak kto woli zachwyty na bazie wina, bawiąc się odmianami i szczepami.
Do czego zmierzam z tym wspominaniem niezdrowych chwil swojego życia?
Otóż przywołując do życia zwyczaj pożegnania lata, zaprosiłem do siebie kolegę z którym regularnie spotykaliśmy się na przemian u siebie bądź w moich ukochanych Gorcach. Na degustacjach, wariactwach i szalonej czasami zabawie.
Dla siebie przygotowałem jak zwykle czerwone wytrawne i raczej solidne - hiszpańską Roję.
Dla żony zaś leciutkie o owocowych nutach winko białe z rejonu Gaskonii
Żona kolegi jako kierująca otrzyma schłodzone piwo owocowe 0% a kolega zmrożoną wódeczkę.
Przezornie przygotowałem większą butelkę i takąż butelkę Coli, którą kupuje do domu wyłącznie z okazji odwiedzin tych właśnie znajomych, Nawet syn, kiedy zagląda do lodówki i widzi Colę, pyta - Piotrusie byli czy będą ?
Żona stanęła na wysokości zadania przygotowując paprykę faszerowaną beszamelem i pozostało nam jedynie czekać.
Jak w reklamie kiełbas długo dojrzewających stwierdziłem, że czekanie jest najtrudniejsze.
W końcu pojawili się o czym dużo wcześniej wiedziała już moja suka, kręcąc się przy furtce i radośnie machając chwostem.
Po miłym przywitaniu brutalna prawda wyszła na wierzch. Kolega nie pija wódki i to już od prawie roku. Wyciągnął z plecaka schłodzone piwko i towarzyszył moim podróżom winnym. Pociągał swoje piwo z wysokiej szklanki, pamiątki z jakiegoś irlandzkiego pubu.
Musze z zadowoleniem stwierdzić, że jest też otwarty na poznanie wina i lubi słuchać moich winnych opowieści. Gustami swoimi lokuje się po stronie raczej delikatnego białego wina, co niespecjalnie mnie martwi. Przecież te butelki na wino robią coraz to mniejsze chociaż ponoć mają nadal 0,75 l. Nie? Takie mniej więcej odnoszę wrażenie.
Pogadaliśmy o wnukach, poszpanowaliśmy zdjęciami w telefonie i posiedzieliśmy na tarasie. Potem sprzątnąłem puste butelki ze stołu ponieważ niczym Zagłoba nie cierpię pustych naczyń.
Pewnie odhaczyłbym to spotkanie i o nim zapomniał z czasem gdyby nie mem na jaki trafiłem w sieci

Zdjęcia dotyczą muzyków rockowych, ale z powodzeniem może znaleźć zastosowanie i do ich sympatyków
Tak to się robi teraz, a tak bywało w przeszłości. Nawet daty jakby się zgadzały.
Jakież to biblijne. Może i upadliśmy kiedyś, ale powstaliśmy i tylko czasem w środku nocy marzymy by tak jeszcze raz upaść ale tylko na chwilę. Walnąć się na miękkie i w ściśle określonym czasie. Nie palnąć jakiejś głupoty, by nie obrazić żony. Rano zebrać się w sobie i punktualnie pojawić się w pracy.

10 komentarzy:

  1. Pięknie to napisałeś Antoni: Jest czas siania, czas zbioru, a na końcu orzą ściernisko i jest pozamiatane. Ja ponieważ, i tu muszę znowu zacytować bo brzmi świetnie: ..pielęgnuję swoje słabości lub jak kto woli zachwyty jeszcze na bazie alkoholi nieco mocniejszych.., aby nie dopuścić do owego zaorania, regularnie robię tzw próby wątrobowe czyli Alat I Aspat i inne, aby w porę wyczuć ów przykry moment uświadomienia sobie że wczorajszy kieliszek był ostatnim. Poza tym wydaję dużo pieniędzy na profilaktykę, czyli łykam essentiale forte w pokaźnych ilościach. I pomyśleć że to wszystko dla owego niepokojącego aromatu nawet niespecjalnie drogiej whisky. A przecież można przejść na np. herbatkę z imbirem, którą też bardzo lubię. Można, ale się nie chce. A w ogóle to fajny tekst napisałeś. Pozdro, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje i pozdrawiam. U mnie próby wątrobowe i cholesterol również w porządku

      Usuń
  2. Ludzie mający i szanujący wspomnienia, są szczęśliwi i bogaci. Tego zatem życzę na dalsze lata. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł jest cytatem z piosenki Skaldów "Szanujmy wspomnienia". Czasem trzeba dorosnąć by zrozumieć.

      Usuń
  3. A wiesz, że ja też miło wspominam dawniejsze imprezy i myślę, że z pewnego typu imprezowania po prostu "się wyrasta":)) Ważne aby nie stracić zainteresowania spotkaniami z przyjaciółmi. To cóż, że w innym stylu teraz?
    Pielęgnowanie słabości jest tym na co powinniśmy sobie pozwalać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo życiowo piszesz o tym pielęgnowaniu słabości.

      Usuń
  4. "Nocne rodaków rozmowy", to mnie najbardziej ciągnęło w imprezach. A do rozwinięcia jęzora najczęściej służyły procenty. No... a teraz Internety, komórki- gadasz, aż się nagadasz, do telefonu pić nie będziesz.
    Poza tym, jest jakaś granica nasycenia i mam wrażenie, że przynajmniej ja już do niej doszłam. I to dotyczy zarówno imprezowania, jak i drinkowania w ogóle. Ale powspominać zawsze warto:) Mamy w sobie właśnie takie bogactwo- wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś dziwiłem się Ojcu że nie chciał posiedzieć w wesołym towarzystwie dłużej. Teraz i jak inaczej niż kiedyś pojmuję słowo dłużej.

      Usuń
  5. To nieprawda z tymi wspomnieniami. Mam takie, które są koszmarne i chciałabym, żeby nie istniały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mówi się że łaskawa pamięć zachowuje tylko te lepsze wspomnienia.

      Usuń