piątek, 31 października 2008

Pażdziernik 2008


31 października 2008
Odchodzą wielcy a jeżeli do tego są bliscy żal jest większy. Bardzo zasmuciła mnie wiadomość  o śmierci Williama Whartona.  Ten autor tak sztandarowych dzieł jak Ptasiek  i Tato   popełnił jeszcze przynajmniej dziesięć innych .Najbardziej podobał mi się  Dom na Sekwanie  nie ze względu na jakiś szczególny artyzm  lub wyjątkowy temat. W książce opisuje on krok po kroku problemy związane z  remontem i adaptacją starej barki rzecznej na  mieszkanie.  W  książce jest  wiele zabawnych  czasem irytujących ale z reguły pozytywnie  rozwiązanych problemów natury inżynierskiej związanych z wykonywaniem  tych prac przez artystę malarza i pisarza zarazem  czyli humanisty. Ten trud podjęty ponad miarę artystycznego usposobienia był mi bardzo bliski. Ja też otrzymałem w prezencie od życia możliwość remontu starej , zapadającej się chałupy.   W początkowym okresie wydawało mi się  że sprawne ręce  młotek piła i kilka gwoździ załatwią całą sprawę . Jak Wharton przyszło mi się zderzyć z realizmem życia  i popełnić wiele błędów. Książkę czytałem po tym remoncie  i co rusz odnajdywałem  analogie do sytuacji  które sam przeżyłem. Aż dziwne a zarazem śmieszne wydawało mi  się że  ludzie popełniają tak podobne gafy . Książka ta była bodźcem  do przeczytania innych . Nie żałuję.  Wharton poprzez swoją malarską  naturę  nie pisał a raczej malował swoje książki , pełne opisów , kolorów cieni i półcieni które   sprawiały mi prawdziwą frajdę. A pomyśleć że w młodości czytając  Nad Niemnem czy przygody Tomka  omijałem jak mogłem opisy przyrody . Nauczyłem  się od  Whartona  jak patrzeć na obrazy  . Z jakiej odległości  aby być najbliżej odczuć malarza w trakcie  aktu tworzenia  a także żeby pod żadnym pozorem w trakcie analizy dzieła nie pocierać  dłonią podbródka  bo to ponoć typowa cecha pozera.  Tamtej jesieni popełniłem pewien błąd   zaraz po Whartonie wziąłem się za Forrest Gumpa  Winstona Grooma  . Po przeczytaniu dwóch rozdziałów  musiałem odłożyć książkę na półkę i wróciłem do niej dopiero za jakiś czas . W porównaniu z Whartonem  książka Grooma wydawała mi się pisana wojskowymi komendami suchymi ,prostymi zdaniami. Tak Wharton potrafił  zepsuć czytającego .  Dzięki więc za to zepsucie i rozpasanie

                  
Antoni Relski
2 komentarze
29 października 2008
Jest taki dzień  czasem mglisty czasem słoneczny. W kalendarzu oznaczony czerwonym kolorem  . Dzień pamięci o  zmarłych - Wszystkich Świętych od jakiegoś czasu również  pierwszy dzień kiedy w jesienną pogodę zakładając futro nie będziemy de mode . Kult zmarłych tak ważny  w naszej obyczajowości  i równocześnie tak  swojsko polsko traktowany przez rodaków. Groby nawet te zapomniane przez cały rok teraz przemyte wybłyszczone , przybrane kwiatami. Pojawiamy się na nich od rana  zapalając znicze jednen , dwa , trzy .Niektórzy popadając w maksymalizm zastawiają cała płytę szkiełkami i cierpliwie parząc palce rozświetlają bańkę za bańką . Czyżby jakieś wyrzuty sumienia wobec zmarłego czy tylko chęć pokazania swego nowego statusu materialnego doprowadzają do takiego maksymalizmu. Mówi się że człowiek żyje tak długo jak długo żyje pamięć  o nim. Pamięć o czynach , gestach,  zachowaniach. Nie ilość zapalonych lampek , wielkości chryzantem w doniczce  i połysk uzyskany w polerowanym granicie. Ostatnio dzieje się tak  że wszechobecny granit czy marmur zagościły nawet na wiejskich cmentarzach które połyskują w słońcu zamaszystymi  złoconymi literami nazwisk zmarłych, załamaniami cudownie wyszlifowanego kamienia czy tez ostatni hit kolorowymi szatami Jezusa  przy tabliczce z nazwiskiem zmarłego. Zaginął gdzieś indywidualizm  cmentarzy .Takich z rzeźbionymi Chrystusami jak na Pęksowym Brzysku w Zakopanem . Nie ma rzecznych głazów  na mogiłach wszędzie niepodzielnie króluje granit . Z podrzuconego przez  kamieniarza prospektu wydanego na całą unię europejską wybieramy kształt  napis  i gotowe. Kamień pochodzi z Polski , Rosji Chin a nawet Południowej Afryki. Przykrywamy  naszych zmarłych prefabrykatami okładamy kamieniem  . Na nic zdają się apele nawet   wielkich umysłów. W trakcie licznych wizyt na Podhalu  ks Józef Tishner apelował o opamiętanie w tej dziedzinie  tłumacząc po chłopsku że murowana studnia  powoduje reumatyzm nawet po śmierci. 
Z okazji zbliżającego  się święta  pomstujemy więc  na konieczność  sprzątania grobów , na korki przed cmentarzami i brak miejsca na parkingach. I te ceny  złodziejskie . A potem wpadamy w ten młyn i napędzamy koniunkturę .Oprócz wszystkich świętych swój dzień ma również  Merkury . Dla kogo robimy to wszystko? Dla poprawy własnego samopoczucia? . Będąc dzieckiem chętnie spacerowałem z rodzicami na cmentarz i być może mniej zwracałem uwagę na  ustawienie lampki na grobie dziadka który zmarł 18 lat przed moim urodzeniem i był dla mnie tak bardzo odległy i nieznany   niż na inną coroczną tradycję . Braliśmy kilka lampek które zapalaliśmy na grobach żołnierzy i nie ważne było wtedy czy nad grobem dominuje krzyż czy czerwona gwiazda. Polityka była mi tak odległa  a żołnierz to żołnierz daleko od domu  . Wybieraliśmy też z ojcem mogiłę na której nie świeciła się żadna świeczka. Pamiętam że wywoływało to w moim młodym umyśle zawsze  duże wzruszenie . Podobały mi się warty harcerzy przy grobach i to właśnie na cmentarzu podjąłem decyzję że zostanę harcerzem . Był to  czas kiedy  marmurowy nagrobek należał do rzadkości. Posiadali go miejscowi przedstawiciele small biznesu bo na większy nie było przyzwolenia państwa. Prężyła się więc wdowa po piekarzu pocąc się niemiłosiernie w karakułowym futrze zapalała lampkę za lampką  budząc żywe dyskusje przechodzących.  Bohaterowie wojenni i zwykli  ludzie  posiadali mogiły obłożone świeża darnią  i wbitym metalowym lub drewnianym krzyżem .Groby te starzały się ,obumierały robiąc miejsca następnemu pokoleniu zmarłych biorąc udział w swoistej sztafecie pokoleniowej . Potem niebezpiecznie pojawił się wynalazek socjalizmu lastrico  i tak to się zaczęło  . Dzisiaj gdy patrzę na tą zimną  sterylną elegancję  nagrobków zastanawiam się dokąd doszliśmy. Dziewięćdziesiąt procent formy  i tylko trochę treści. Dokąd doszliśmy  ze złodziejami zniczy, wiązanek , w końcu liter z tablic i wizerunków Chrystusa  zabitego młotkiem i sprzedanego  w  składnicy złomu . Jest potrzeba jest profesja tylko gdzie więc zaszło ludzkie człowieczeństwo. Kasa misiu kasa jak słyszałem ostatnio w TV. Zabawne żaden z tych leżących poniżej poziomu gruntu  już jej nie potrzebuje. Podoba mi się forma czczenia pamięci zmarłych praktykowana w kulturze judaistycznej. Tam  przychodząc na grób bliskich kładzie się na nagrobku mały kamyk. Proste , tanie a dodatkowo powszechnie pogardzane przez złodziei . Nie czcimy więc rozbuchanego Merkurego który już próbuje dołożyć do tego niepowtarzalnego dnia w roku jeszcze haloween , tak obce naszej kulturze kultu zmarłych. Ale cóż słupki marży ze sprzedaży są bez uczuciowe i bezwyznaniowe. Dla ludzi z zagranicy szczególnie  tych nastawionych na poznawanie obyczajów innych  uroczystości wszystkich świętych są fascynujące i niezapomniane. W pamięci mam moją Francuzkę ,zafascynowaną polska kulturą która  adoptowała nawet  chore polskie dziecko . Nie chciała wyjść z cmentarza   podziwiając na nowo i na nowo podświetlone mogiły. Na zachodzie szczególnie po śmierci jesteś bardziej samotny. Wieczorem wygląda to fantastycznie  I jest to jedyny dzień w roku kiedy bez lęku mogę chodzić tu wieczorem. Odczuwa się paradoksalnie ciepło tego miejsca  i mam nadzieję że nie wynika to jedynie z mnogości zniczy. I mógłby ten dzień stać się polską specjalnością eksportową , oczywiście nie w znaczeniu handlowym. Cały czas pragniemy coś dać Europie . Zacznijmy od rzeczy prostych .Jednak najpierw wyczeszmy ideę z rozbuchanej komercji .
Słysząc jednak utyskiwania  na konieczność   wygospodarowania czasu do obsługi nowoczesnych grobowców , będąc przeciwnikami murowanych piwniczek  i tym podobnych architektonicznych form cmentarnych zapowiedzieliśmy z żoną  dzieciom naszym  i sobie nawzajem : po śmierci kremacja a urna z powodzeniem zmieści się w kolumbarium . Gdzie nie trzeba tyle zabiegów by miejsce wyglądało przyzwoicie. Wystarczy też jedna  świeczka czy lampka. Nie miałbym nic także przeciwko temu aby prochy  moje rozsypać  nad moimi ukochanymi górami  ale tego ponoć nie dopuszcza polskie prawo.
Przecież człowiek żyje tak długo jak długo żyje pamięć o nim.
A reszta to tylko dekoracje.

                                              
 foto : Fragment ulotki reklamowej popularnego marketu
Antoni Relski
5 komentarzy
27 października 2008
-  Einundzwanzig , zweiundzwanzig , drei mówiłeś  i rzucałeś śrapnelem. A co to znaczy dziadku?  - Dwadzieścia jeden , dwadzieścia dwa , trzy.   A nie można  było tak dziadku  po polsku raz dwa trzy  - Nie  bo takie były komendy. Mój dziadek nie z wermachtu a taki zwykły walczący w czasie I wojny Światowej w austriackiej armii  za Najjaśniejszego Pana Cesarza  Franca Jozefa. Walka ta i podróż po prawie całej europie wywarła  na nim tak niesamowite wrażenie że została w nim na zawsze . Wspomnienia z drugiej wojny  nie były już tak ostre i pomimo że cudem uniknął wywózki do Niemiec właśnie tej pierwszej wojnie  poświęcał więcej serca i wspomnień wprowadzając zamęt w naszej szczeniackiej niedouczonej  głowie i konsternacje u naszych rodziców na niektóre jego wiarusowe  opowieści. Ponieważ z dziadkiem widywałem się rzadko tak około trzech  razy w roku byłem dla niego świetnym słuchaczem . Wiejskie dzieci jego najmłodszej córki cierpiały od nadmiaru opowiadań i nie zwracały na nie uwagi co więcej widząc rodzącą się w oczach dziadka chęć wspomnień starały się nie wchodzić w strefę rażenia. Wchodziliśmy więc w drzwi domu dziadka początkowo starej drewnianej chałupy  krytej jeszcze wtedy słomianą strzechą  a później gdy wybudowano nową  stara szybko uległa zapomnieniu i oddała ostatnie tchnienie pod siekierami i piłami dzieci które ochraniała przez lata tak i dziadek nie bardzo wkomponował się w nowe miejsce i najpierw podupadł na pamięci potem na zdrowiu a potem odszedł cicho razem ze swoimi wspomnieniami. Od progu szukałem wzrokiem dziadka aby przywitać się z nim i spotkać z twardym siwym zarostem czego akurat nie lubiłem ale trwało to tylko chwilę i zaraz po tym jak wręczałem mu  karton papierosów  marki Sport .Dziadek wkręcał jednego w pożółkłą lufkę  fachowo pozbywając się poprzedniego peta wprawnym trzepnięciem dłoni o dłoń. Zapalał zaciągał się głęboko a następnie poklepywał siedzisko drewnianego zydla przyzwalając mi na  siadanie i włączając mnie do swego tajemniczego kręgu. Siadałem lekko spłoszony nie oswojony jeszcze  z dziadkiem a on zaczynał :  Siedzimy w okopach  w górze  cepeliny.  Masingwery  grają  , śrapnele latają  kur… dziod . - Tato nie klnijcie  - mówili rodzice. Ale w trakcie opowiadań  przerywników tych  nigdy  nie postrzegałem  jak przekleństw. Ojciec tłumaczył mi  później że  cepelin to taki wojskowy balon, masingwer to karabin maszynowy a śrapnel to granat . – W około ruskie a my strzelomy do nich od dwóch dni . - Dziadku pomyliłeś się myśmy z Rosjanami walczyli przeciw Niemcom . - Nie my walczyli z Niemcami przeciw ruskim. Boże mój wysilałem cały umysł aby ogarnąć tą sytuację która wydawała mi się tak nieprawdopodobna. Przeciw ruskim to zupełnie nie  możliwe. Przecież uczestniczyłem w tylu szkolnych akademiach na cześć . Przyjmując trochę  jak bajkę te dziadkowe opowieści w niedługim czasie  znałem już komendy musztry i fechtunku gwerami  a nawet takie rzeczy jak  kategorie diety w wojskowym lazarecie . Dziadek odtwarzał bowiem po kolei jak taśma magnetofonowa. Okraszone polsko austriackimi wierszykami  czasami romantycznymi  jak ( piszę bardzo fonetycznie ):
 Maine libe Kaśka pisałem do ciebie cwaj bryf a tyś mi nawet  ajc nie odśrajbowała.
Co miało znaczyć  :
 Moja Kasiu Kochana napisałem do ciebie dwa listy a ty mi nawet na jeden nie odpisałaś  
Lub takie całkiem pieprzne  O babie co to  wyszła na rynek i coś pokazała zgromadzonym tak  ludziom  . Wznosiło się wtedy głośne wypełnione dezaprobatą  :    tato !!!
Rodzynkiem było opowiadanie  o tym jak to dziadek wraz z grupą pojmał do niewoli kilku taliańskich  żołnierzy  i w nagrodę za ten wyczyn udekorowany został przez samego Cysorza  Franciszka Józefa  Krajcem drugiej kategorii . Cesarz pośratał się z nim ( podał mu rękę)  a potem powiedział  : róbcie tak dalej frajter. Ale ja se pomyślałem że jak będę tak dalej robił to mi w końcu  łeb odstrzelą. Proponowano mu również aby został gefrajtrem  ale odmówił bo  ponoć gefrajter musiał jako pierwszy wybiegać z okopów. Tak więc dzięki chłopskiemu poczuciu dystansu do rzeczywistości  dziadek zachował głowę na karku  i dotarł do morza śródziemnego gdzie wrzucił do  wody  karabin   i wrócił do domu z krzyżem zasługi drugiej kategorii , i bagnetem którym przez najbliższe 60 lat obierano buraki a który zmarł potem z nudów w wiejskiej izbie pamięci narodowej. Medal  również gdzieś się zapodział bo miejsca w starych chałupach gdzie chowano pamiątki zbyt często odwiedzały myszy i inne szkodniki wliczając w to dzieci.
Czasem dziadek dokładał jeszcze  opis cierpień jego kolegi z oddziału który w bólach umierał po wybuchu granatu  ,albo z udziału w plutonie egzekucyjnym. Ale tych opowiadań  nigdy nie dane mi było dosłuchać do końca  bo rodzice  zamykali temat. Uczestniczyłem natomiast  w lekcji fechtunku składając ręce jakbym trzymał karabin w ręce raz w trakcie takich zabaw dziadek już wtedy po 90- tce  zblokował mnie tak skutecznie aż spadłem z krzesła wzbudzając zdziwioną miną wesołość otoczenia.
Dziadek zdążył jeszcze  zaakceptować  mój ą kandydatkę na żonę  i pogrążył się w swoim świecie. Zamykając się w nim na dłużej coraz dłużej . Mylił osoby , daty , miejsca. Coraz bardziej uciążliwy  dla mieszkających z nim członków rodziny  . Ze smutkiem   patrzyłem na nieobecnego coraz bardziej dziadka.  On zaś  któregoś dnia zachorował na przeziębienie  w efekcie którego w ciągu tygodnia odszedł .  I tak to wiarusowi armii austriackiej  nie wojna a  bzdurne przeziębienie zdecydowało o kresie jego życia.  Po prawdzie  on już od kilku lat szykował się do spotkania ze swoją Kaśką  i może to ona przyszła po niego  tej jesiennej  nocy.   

                                            

Antoni Relski
7 komentarzy
26 października 2008
 Pracująca sobota. Upiorny poranek po piątkowym wyluzowaniu .Rano wstaję  i już wiem że nie pojadę do pracy samochodem .Już wczoraj przezornie z Internetu wydrukowałem sobie rozkład jazdy autobusów MPK tak więc wiedziałem jak wyjść z domu .Na pustawym o tej godzinie  w sobotę przystanku łapałem promienie  jesiennego ale jeszcze ciepłego słońca. Uzbrojony w gazetę pogodzony z sytuacją wyczekiwałem sylwetki autobusu która miała zamajaczyć  na horyzoncie. Pierwsze zdziwienie , bus podjechał  punktualnie . Mile zaskoczony  wszedłem do środka i zająłem wygodne miejsce siedzące. Zmieniły się czasy pomyślałem szeroko rozkładając gazetę . Panoramiczne szyby  i głośnikowa zapowiedź najbliższych przystanków dopieszczały mnie w tych trudnych chwilach człowieka z syndromem dnia wczorajszego.  Ponieważ kurs obliczony był na jakieś trzy kwadranse z nad gazety  dobiegać mnie zaczęły wspomnienia z czasów  gdy na liniach czerwonych autobusów kursowały tzw ogórki oraz pierwsze berliety . Przystanki zatłoczone do granic możliwości  autobusy  nie trzymały się żadnych norm i Tylko  umiejętne ułożenie się w pojeździe gwarantowało oddychanie również pomiędzy przystankami czy  ocalenie chociaż części guzików  w ubraniu. Zajmowanie miejsca w autobusach przypominało przygotowania do bicia rekordu pojemności . Ludzie wchodzili, wchodzili i ginęli gdzieś w czeluści pojazdu. Gdy maszyna była już pełna następowało tzw dopychanie . Kolega stawał na ostatnim stopniu wejścia łapiąc się oburącz poręczy zainstalowanych na drzwiach . Tworzył taką ścianę w którą pozostali dwaj uderzaliśmy z rozpędu aby dobić i ścieśnić to co już ubite i ścieśnione było do granic możliwości . Zwykle udawało się  uzyskać  miejsca jeszcze na dwie do trzech osób . Potem jeszcze  wciągnąć powietrze aby drzwi domknęły się automatycznie ponieważ kierowca nie ruszy. W ostateczności kierowca opuszczał swoje miejsce pracy i sam przy pomocy rąk i nóg a szczególnie butów  dokopywał drzwi w celu całkowitego zasunięcia . W takiej to atmosferze kursował na przykład autobus linii 129 z dworca w Krakowie już od pierwszego przystanku na Dworcu Głównym. Kiedyś w nowym berliecie  na wskutek naporu ludzi otwarła się szyba bezpieczeństwa i kilka osób co prawda z nogami w środku tułowiami wystawało na zewnątrz . W tak cudownie wygospodarowane miejsce  natychmiast zaparkowało klika nowych osób. A potem nikt nie chciał ustąpić. Raz jeden kolega nie mogąc znaleźć podparcia pod choćby jedną nogę jak małpa złapał się uchwytu sufitowego i razem z oderwaną rurką wylądował d..ą  na bruku . Trwał tak zdziwiony z rurą w ręce aż kierowca nie zabrał mu jej i nie pozostawił z bolącym tyłkiem na ziemi . W tej to atmosferze wyruszaliśmy a codzienne trasy. Niektórzy ryzykowali brak możliwości wysiadki na właściwym przystanku i wracali dwa przystanki na nogach  lub czym popadnie. Zjednoczeni wspólnym bólu i trosce staraliśmy się być mili i grzeczni wobec współtowarzyszy nie trasy  a niedoli. Kwitły więc mądre sentencje i odpowiedzi na pytania w stylu: Pan teraz wysiada ? . – Droga Pani nigdy między przystankami . Bądź apel do szturmujących pojazd:  - Ludzie kochani autobus  nie prezerwatywa nie naciągnie się . Czy też : Nie pchaj się Pan na chama ! . – Oj przepraszam bardzo ale nie wiedziałem na kogo sę pcham . Z ciekawych doświadczeń pamiętam kiedyś ścisk tak ogromny że tłum przyblokował mi dłoń na piersi jakiejś miłej dziewczyny . Spłoniła się ja w pierwszym odruchu  próbowałem wyrwać rękę ale bez rezultatu  .Poczuliśmy się nieswojo. Ona powiedziała w końcu nie szarp się nic nie szkodzi. A ja  chciałem żeby to było pomiędzy tymi  najdalej położonym przystankami. Zycie i dyskusje w autobusie  tworzyły  dowcipy  powtarzane potem na imprezach w stylu . W autobusie : Panie weź Pan tą rękę.  Nie do pana mówię , do tego drugiego .  W takiej to atmosferze powrotu z pracy czy uczelni hasło w stylu bileciki do kontroli wywoływało salwy szczerego śmiechu. Z zamyślenia wyrwała mnie nazwa mojego przystanku. Zmieniło się wyskoczyłem radośnie z autobusu wprost na rozchybotaną płytę chodnikową. Brudna woda z pod betonu  zachlapała mi buty i spodnie prawie do kolan. Zmieniło się ale nie wszystko.  


                           
Antoni Relski
5 komentarzy
24 października 2008
Żonie mojej dedykuję

Rzadko Ci mówię że Cię kocham
Przyznam to szczerze bez urazy
Ale przy innych rzeczach pragniesz
Żebym nie mówił  Ci dwa razy
Poglądy zresztą na uczucia
Mieliśmy różne  Ty i ja
Odmienność  jednak od ćwierćwiecza
Skutecznie  łączy  serca dwa  
 Czynić codzienność  nie tak szarą
W potrzebie poczuć bliskość czyją
Ważniejsze ?  niż usłyszeć  słowa
Co formą  jak pociskiem  biją
Szeptane niczym jakaś mantra
Wypowiadane wciąż od nowa
Przy których jedni czują przesyt
Od których innym szumi głowa
Bądź pewna  - masz się gdzie przytulić  
Choć czasem wzbudzam w Tobie złości
A wszystko co tu napisałem
 Wyznaniem mojej  jest miłości


Antoni Relski
4 komentarze
23 października 2008
Antoni Relski
Sofia i metalowa muzyka  a do tego chińska knajpa brzmi to może trochę orientalnie a jednak. Trzy lata temu  w ramach służbowych delegacji odwiedziłem Sofię stolicę administracyjną i kulturalną Bułgarii. Samolot  wylądował na lotnisku i taksówką udaliśmy się do zarezerwowanego hotelu. Wkraczając w świat cyrylicy nie czuliśmy się bardzo osamotnieni bo przecież  przez prawie 10 lat te wschodnie bukwy wciskano nam do głowy  w ramach uzewnętrznienia przyjaźni między państwami  demokracji ludowej. Czas najbliższy  pokazać miał jak bardzo mylące są te poglądy . O ile w hotelu  zameldowano  nas bez problemu ,może dlatego że pokazaliśmy imienne  rezerwacje o tyle zamówienie czegoś w restauracji  wymknęło się spod kontroli.  Menu po bułgarsku  i nie wiedzieć czemu niemiecku nie dało nam odpowiedzi na pytanie co chcielibyśmy zjeść .Zdaliśmy się na instynkt i znaki pradawnych ludzi - pismo obrazkowe. Na restauracyjnych serwetkach narysowaliśmy  barana z zakręconymi rogami ponieważ  stereotyp  kraju pasterskiego wyniesiony jeszcze z podstawówki zadziałał w nas silnie. Kelnerka zaprzeczyła kiwając głową na boki. Potem przyszły krowa, świnia i ryby  .Efekt taki sam . Narysowanemu kurczakowi zdecydowanie zaprzeczyliśmy.Nie wiedząc do końca na co kelnerka przyjęła zamówienie i ku naszej rozpaczy otrzymaliśmy półmiski z drobiem.  Cholera jasna  dlaczego ? Po drugiej butelce wina przypomnieliśmy sobie że Bułgarzy  inaczej kiwają  głową na potwierdzenie i zaprzeczenie. Bułgarskie wino ( dobre ) złagodziło żal  z nieudanego  biesiadowania .Decyzja na jutro  Fast food  tam też z reguły potrawy są sfotografowane wystarczy pokazać zdjęcie. To nasze dekadowe nauczanie rosyjskiego przydało się w Bułgarii psu na budę ponieważ ta najwierniejsza córka układu  RWPG  w obozie socjalistycznym demonstracyjnie wszem i wobec manifestowała  zerwanie więzów   łączących ją z wielkim bratem .Dzień następny .Negocjacje wizytacje czas wolny. Z egzotycznych  wycieczek zwoziłem synowi  płyty CD z muzyką  metalową z danego kraju. Czyż może być coś ciekawszego niż metal po bułgarsku .  Tutaj akurat poszło mi prosto  Trzy angielskie zdania zdziałały cuda i oto w rękach mych tkwiła płyta Cd Bułgarskiego zespołu Epizod . Groźne miny i długie włosy wykonawców  na zdjęciach wewnątrz płyty przekonywały mnie o  trafności wyboru. W poszukiwaniu Fast foodu  dotarliśmy do chińskiej knajpy Podjęliśmy to ryzyko i weszliśmy do środka. Obsługę prowadziła starsza Chinka  która z bułgarskiego  menu  znała tylko liczebniki  zamawiało się potrawę dwa , trzy lub siedem. Za pomocą wczorajszych rysunków na serwetkach  głośnego pochrząkiwania i stukania się po własnych żebrach  złożyliśmy zamówienie o dziwo otrzymaliśmy dokładnie wszystko co zamawialiśmy . Ogrom spożytego ryżu  i wspaniałe żeberka w ostrym sosie  rozleniwiły nas .Wino bułgarskie ( bardzo dobre ) ganiało już w żyłach  powodując ogólne zadowolenie . Jedynie muzyka w stylu Chin disco  nadawana przez satelitę  gdzieś z dalekiego wschodu  trochę przeszkadzała ale w tej sytuacji nie bardzo. Knajpa raczej pusta ponieważ poza naszą trójką gdzieś w kącie smętnie siedziała dwójka  starszych ludzi. W tej to atmosferze przypomniałem sobie  o zakupionej płycie. Rozpakowałem ja i  oglądałem wkładkę . Jakby z pod ziemi  wyrosła przede mną starsza Chinka . Składając w charakterystyczny sposób dłonie i kłaniając  się lekko na migi zaproponowała mi  odtworzenie płyty  w lokalu. Odmówiłem gestem . Nalegam  pokazywała Chinka. Co Ci zależy – powiedzieli koledzy. Co mi zależy stwierdziłem. I podałem pudełko kobiecie. Satelita wygaszona sprzęt  przygotowany. Płyta wystartowała . Pierwsze dźwięki cerkiewnego chóru z początku ciche spowodowały   pogłośnienie  sprzętu . Prawda przyszła za chwilę . Mocny akord gitary , uderzenie perkusji wyrwały cały lokal z letargu. Przestraszona  Chinka spojrzała mi w oczy . Podniosłem kciuk do góry manifestując  swoje zadowolenie. Gest ten został przez nią przyjęty w zamierzony przeze mnie sposób i kobieta odstąpiła od  sprzętu, zderzając się z kucharzem który z nożem do krojenia mięsa wypadł  z zaplecza ponieważ odniósł wrażenie że oto na spokojny lokal  dokonano napadu tak strasznego że walczyć o życie przyjdzie. Kobieta wskazała na mnie palcem i  uspokoiła personel. Wrócili na zaplecze a ona pozostawała w gotowości by natychmiast wyłaczyć sprzęt gdybym tylko  kiwnął palcem. Nie kiwnąłem natomiast aby przełamać  wszechobecne w lokalu Qui pro quo zamówiliśmy butelkę wina a potem jeszcze następną . Już po drugim utworze w knajpie zaczęli pojawiać się osobnicy w czarnych skórzanych kurtkach  rozglądając się ze zdziwieniem na boki węsząc  o co chodzi. Dodam że  jeden głośnik wystawiony był na ulicę. W połowie płyty cała knajpa tętniła życiem. Czasem o powodzeniu lokalu  nie decyduje menu  a muzyka . Wspominam to wydarzenie ponieważ wczoraj znalazłem  ta płytę w nieczynnym od   dwóch lat odtwarzaczu CD . Ot taki Epizod

  


Skomentuj mnie
22 października 2008

Pozwól mi Panie wznieść  się  ponad życia codzienność
Dostrzegać wszystkie barwy dnia  chociaż otacza mnie ciemność
Wystrzegać się wszelkich uprzedzeń  I ogólników  nie używać
Myśleć , działać, przewidzieć  co będzie z tego wynikać
W przyjazny dla innych sposób wykorzystywać  swą wolę
By w oczy bez wstrętu  spojrzeć  gdy rano przed lustrem się golę .
Zachwycać drzewem co stoi , cieszyć się wodą co płynie
 Podziwiać  ptaka  w locie  zanim to życie  przeminie.
A jeśli  to niemożliwe , Masz plan swój boski to wiem
Więc  proszę tylko  o jedno Daj przeżyć jutrzejszy dzień

  

Antoni Relski
Skomentuj mnie
21 października 2008
Sklepy cynamonowe  takie  jak u Brunona  Szhulza  należą  już do przeszłości .Umierały jeden po drugim zamęczone najpierw przez nie znoszące konkurencji Społemowskie sklepy a następnie w dobie wolnego rynku  Markety super  i hipermarkety  ogólnohandlowe. Te stare sklepy  pełne niepotrzebnych jak mi się wydawało rzeczy  , denerwowały swoją  prowincjonalnością , paździerzowym wyposażeniem  i zarozumiałymi sprzedawcami  którym ze względu na deficytowość dóbr konsumpcyjnych kłaniała się cała elita intelektualna miasta z panem doktorem ,panem sędzią  i innym ważnym osobom .Jedynie chyba księdzu dobrodziejowi kłaniał się taki  kierownik ponieważ tu już nie chodziło o zaspokojenie  cielesne  a o zbawienie duszy. Żyliśmy pośród tych małych sklepików  nie denerwując się na jakość towaru czy estetykę wnętrza z prostego powodu  nie znaliśmy alternatywy. Ci nieliczni którzy dostąpili zaszczytu zwiedzania  takiego na przykład  Paryża docierali zaledwie do TATI-ego gdzie co prawda w bród było  towaru z Chin , Egiptu i Indii ale i obsługa była na takim samym poziomie.
Tak więc wyrastałem przy kioskarzu który  prowadził sprzedaż wiązaną i gdy chciało się kupić Panoramę obowiązkowo dokupić trzeba było  Gazetę Krakowską  .
Sprzedawcę sklepu metalowego który prowadził sprzedaż części rowerowych  Alen gumkę na wentyle sprzedając ciął na kawałki aby nie robić  z nich procy. Jednakże zakupy dokonane w jego sklepie pakował  w stare strony  kolorowych gazet i przy odrobinie szczęścia można było kupić rowerowy łańcuch zapakowany w jakąś cycatą panienkę  których zdjęcia raz w tygodniu publikowała Panorama Zachodnia. Ze dwa razy zaliczyłem  się do grona szczęśliwców łącząc radość z naprawionego roweru z  kolejnym elementem samo edukacji seksualnej.
Sklep z bielizną pełen koszmarnych szaro burych majtek ,kalesonów  w którym obsługiwała  po szkole  pomagając matce koleżanka która bardzo mi się podobała . Sklepu  a w którym własna rodzona matka zrobiła mi wiochę  oglądając wielkie maciory i rozciągając je na cała szerokość  do tak zwanych granic wytrzymałości i  podsuwając   mi te malinowe slipy  pod nos i spytała mnie w obecności  koleżanki  – i co będą dobre? . Przybrałem na twarzy kolor slipów i uciekłem ze sklepu.
I  na koniec stara tęga na jakieś 150 kg babka która prowadziła budkę z oranżadą , galaretką  misiami z kremem i pierwszymi importowanymi z Jugosławii gumami do żucia. Godzinami staliśmy przed budką i lizaliśmy wystawy . właścicielka budki miała wnuczka mniej więcej w naszym wielu . Każdy z nas chciał być jego kolegą chociaż  wrodzony egoizm większy był od odziedziczonej po babce wagi.
Każdy sklep , inny człowiek , inna sytuacja.
Najmilej  wspominam  sklep na który trafiłem przypadkowo pod koniec lat siedemdziesiątych w Krakowie  przy ulicy Dolnych Młynów .  Sklep jak z przed wojny pełen pachnących owoców , kiszonych ogórków , białego barszczu własnej roboty , chrupiącego pieczywa a także  takich małych szczapek drewna troskliwie powiązanych w  wiązki  służących do rozpalenia w piecu. Sklep prowadziła stareńka właścicielka  taka po osiemdziesiątce .Przepasana białym fartuchem z troskliwością dobierająca  towar w taki sposób aby klient wyszedł zadowolony. To osoba która po podaniu mi ziemniaków lub innych warzyw myła ręce przed podaniem chleba  a nim zaczęła kroić biały ser wycierała nóż .Może to teraz wydaje się bzdurnie oczywiste, ale jeżeli ktoś kupował coś w latach  schyłku komunizmu doceni ten opis. W taki PSS - owskim sklepie  zostałem  kiedyś zjechany za utrudnianie pracy przez sprzedawczyni  która jednym nożem kroiła krwistą kaszankę a następnie mnie odkroiła kawał białego sera. Wracając do milszych wspomnień . Na wystawie tego sklepiku obok wystawionych towarów na kawałkach tektury  zamaszystym pismem właścicielki kopiowym ołówkiem (Czy ktoś wie co to było? ) wypisane było : wspaniałe jabłka, świeże bułeczki, pyszny Świeży ser. Było to tak przekonywujące w swojej prostocie  że stałem się częstym rzekłbym nawet stałym bywalcem sklepiku. Podobny  opis spotkałem w 1998 roku w dzielnicy łacińskiej gdzie mała żydowska piekarnia  wystawiła dwa opisy pieczywa po francusku i po polsku z  dopiskami  w stylu pyszne , znakomite .  Tu tez poczułem się  cofnięty w czasie o jakieś 50 lat .Pieczywo podawały dwie młode dziewczyny a kasę przyjmowała starsza tęga żydówka siedząca za dużym starym biurkiem z równie starą rzeźbioną metalową kasetką na pieniądze . Wracając jednak do Krakowa  Po dwóch latach sklepik zniknął z mapy miasta. Być może ziemski los właścicielki wypełnił się  lub przegrała wyścig z wszechobecnym chamstwem państwowych sklepów  . Potem było już tylko gorzej. Lata dziewięćdziesiąte przyniosły zmianę .Jak grzyby po deszczu wyrastać zaczęły markety. A tu stałeś się człowieku przedłużeniem koszyka sklepowego którego przy pomocy socjologiczno psychologicznych sztuczek próbuje się nakłonić do wydania jak największej  kwoty pieniędzy. Po kilkugodzinnym szkoleniu na front  i rzuca się tych niedouczonych niedopłaconych pracowników marketu n  co przypomina mi czasem  scenę wysyłania nowych żołnierzy   w filmie  Wróg u bram  . Kiedyś sprzedawca miał swoje  pomysły na pracę ale miał też swój honor  i nazwisko o które dbał jak umiał. Bo nie chodziło się do metalowego a do Zielińskiego ,i  nie do piekarni a do Piasnego . A teraz chociaż idziesz do Reala , Castoramy czy Tesco  jesteś absolutnie pewien że nie spotkasz osobiście Pana Tesco  ba powiem więcej Pan Tesco nie istnieje. A jak ktoś wkurzy Pana Janka  z obsługi stoiska  to na twoje pytanie o śrubki  do drewna powie ci że on jest z paneli  i listew przyściennych a więc nie wie  . A co mu tam cały ten wolny rynek.  Najważniejsza jest walka z koncernami bo one niszczą ducha narodu .I odciągają od niedzielnych powinności wobec Pana i rodziny
I już wiesz jak masz liczyć licz na siebie 
A tak na podsumowanie : Człowiek to swoją drogą dziwna istota z reguły zawsze nie zadowolona  z tego co ma ,  wspominający z rozrzewnieniem to co było i  minęło. Chociaż w czasie teraźniejszym  to co minęło też  go nie licho  wkurzało

                             
Antoni Relski
15 komentarzy
19 października 2008
 Matka kto taki ? Wikipedia podaje następującą definicję : Matka (mama) – kobieta, która jest rodzicem, urodziła i zazwyczaj jednocześnie wychowuje własne (lub cudze) dziecko. Jest to podstawowa relacja w rodzinie. Sucho skondensowane określenie Większość z nas ma miało lub pamięta swoją matkę .Osobę która pierwszy raz pokazała i nazwała najważniejsze ale i najdrobniejsze rzeczy , funkcje , zjawiska otaczające nas od pierwszego swego samodzielnego oddechu.
Oczy mlekiem zalewała wychowała jak umiała pisał o niej i śpiewał Wojciech Młynarski. Teraz jesteś dorosły sam – sama  jesteś matką lub ojcem i czy teraz z perspektywy czasu potrafisz wybaczyć własnej matce że tak cię wychowała. Że nauczyła by kierować się w życiu sercem. Dzięki czemu przegrywasz w pojedynku z osobami chłodno kalkulującym . Że zabraniała agresywnych zachowań dlatego również  przegrywasz  bo nie umiesz się w tym życiu rozpychać się łokciami. Stoisz cicho chlipiąc w kąciku - pieprzony humanista. Że nauczyła cię szacunku do starszych ,słabszych i chorych co odczytywane jest teraz jako przejaw twojej słabości. Gdy twoje zatrzymanie się przed przejściem  dla pieszych aby pozwolić przejść zgarbionemu staruszkowi  komentowane jest nerwowym trąbieniem  innych i  teatralnym  pukaniem się w czoło.
Za to że odkładała każdy grosz byś mógł uczęszczać na lekcje skrzypiec , fortepianu  czy gitary a teraz wysoko wykwalifikowany muzyk grasz siódme skrzypce w ósmym rzędzie  prowincjonalnej filharmonii . Że jeździsz piętnastoletnim Golfem zazdroszcząc zajeżdżającym  ci  drogę  gburów  w beemce czy modnym dziś Q7
Bo nauczyła Cię że pożyczone pieniądze należy oddać w terminie bez względu na czas i miejsce .Dlatego rozwaliłeś swój pierwszy i jedyny biznes.  Ty zapłaciłeś podatek i VAT  chociaż tobie  nie zapłacił za fakturę gość który rozłożył piątą już firmę  i jako totalny bankrut z którego komornik nie może nic ściągnąć rozpiera się w willi z basenem własności jego nie pracującej żony którą się rozwiódł już pięć lat temu i  mają dwoje dzieci  3 i 2 lata .
Za to że od Niej nauczyłeś się  że prawda to najważniejsza rzecz na świecie dlatego też szef pominął Cię przy awansie bo nie jesteś lizodupcem i brzydzisz się wazeliną , parę razy powiedziałeś za to co myślisz o nowych pomysłach szefa i nie pochwaliłeś nowego samochodu wystarczająco wcześnie przed innymi .
Ze nauczyła Cię że miłość i wierność to coś do czego trzeba dążyć . Wobec tego od dwudziestu lat masz tę samą żonę w sytuacji gdy co rusz słyszysz o nowych żonach kolejnych rozwodach, biurowych romansach. Czasem zazdrościsz tego wszystkiego ale z drugiej strony nie potrafisz tak podejść do panienki i spytać  -bzykniemy się ?  . Nawet do seksu potrzebujesz uczucia i tego czegoś co piknie w środku co zamgli oczy  zamiesza w mózgu . Poza tym jak później mógłbyś spojrzeć w oczy swojej żonie matce twoich dzieci i co czułbyś kochając się z nią w małżeńskim łóżku mieć przed oczami tamto zdarzenie  nieistotne nawet .Słuchasz więc stojąc w trzecim rzędzie opowieści rewelacyjnym seksie wielokrotnym orgazmie  , obfitym spełnieniu  i wyjątkowym powodzeniu na wczorajszej imprezie  i nie potrafisz nawet na poczekaniu wymyślić jakiejś pieprznej historii  ponieważ kłamstwo to dla Twej  Matki to  coś co bardziej boli od ciosu w klatę.
Wpoiła Ci ten dekalog  z mlekiem wsadziła do głowy przez włosy które tak staranie czesała . Przyfastrygowała  zasady obycia i obyczaje jak cerowała dziury w skarpetach i na kolanach spodni, przyszywała guziki .Wtarła poprzez plecy i piersi smarowane w eukaliptusową maścią w okresach przeziębień i infekcji .I potem na odległość zarażała cię swoją cierpliwości w odnajdywaniu tych cech w tobie  gdy stała za zasłoną okna  wypatrując czy już wracasz z rajdu , wycieczki a potem imprezy. A potem ukryła przed ojcem że wróciłeś  z tej imprezy podpity choć widząc ciebie bliską byłą obłędu
I jak w procesie takiej wielkiej pozytywistycznej pracy zaimpregnować się na to wszystko być nieprzemakalnym dla tych wszystkich jej teorii . W końcu  jest pierwszą interpretatorką rzeczywistości a my  na początku  widzimy świat tak, jak interpretuje go Ona. A potem już tak zostaje patrzymy więc na świat matczynymi oczyma . W zależności  od jej charakteru   może dawać nam pewność i otwartość albo rodzić lęk i niepewność w naszych  dalszych kontaktach ze światem zewnętrznym. Bez względu jak to czyni , czyni to z miłości . Czasem szalonej , czasem rozważnej ale zawsze wielkiej . Arnold Matthew  jest autorem stwierdzenia   Bóg nie może być wszędzie, dlatego wynalazł matkę. Miłość matczyna rzeczywiście ma w sobie coś z boskości ponieważ jak to stwierdził  Erich Fromm Nic nie musisz zrobić aby być kochanym – miłość matki nie jest obwarowana żadnym warunkiem.
Nie ma warunków są tylko nadzieje że będziesz porządnym człowiekiem.
I w tym cały problem czy w tym nieprzystającym do dnia dzisiejszego  oczekiwaniach porządności  która czasami  krępuje cię i pije jak za mały garnitur i ciasny krawat  matka nie zagubiła drogi do Twego popularnie rozumianego dziś szczęścia .
Czy potrafisz to wybaczyć swoje matce ?
Antoni Relski
4 komentarze
17 października 2008
Przedpokój wymaga regeneracji. może nawet reanimacji oraz paru przeszczepów. Na przykład nowa szafa wnękowa aż prosi się ustami żony od paru lat o wymianę. Ale ogólnie  wiadomo że szafę trzeba ustawić na  nowych panelach nie mówiąc o tych ściennych które na pewno nie będą pasowały  do nowej konstrukcji.. No i drzwi najważniejsze wymienić drzwi bo te stare pagedowskie  w białym kolorze  jak wyrzut sumienia po czasach komunizmu nie przystają do nowej rzeczywistości.
Kartka . Spis zadań bilans i już po wstępnym dosumowaniu tak zwanym grubym ołówkiem wiem że na remont ten mnie nie stać .Jestem jednak  już  długo w związku więc wiem że nie ma takiej kwoty której nie dasz dla spokoju  i pokoju domowego . Z szafą poszło najłatwiej  . Wynajęty fachowiec w kwadrans rozmierzył wszystko ,gotów do roboty strzelił tak zaporową kwotą którą patrząc na wyraz moje twarzy natychmiast skorygował w dół . To był chyba ten wyraz twarzy o którym żona mówi  że mam minę jakbym zaraz chciał kogoś zabić. Podanie ręki zakończyło negocjacje w sprawie szafy .Ustaliliśmy termin w którym wg naszego rozeznania  w spokojny sposób zorganizuję sobie wymianę drzwi .Z panelami i malowaniem sam dam sobie radę . Drzwi .Po czterech dniach oglądania ich w sklepach  miałem dość a one bezwstydnie śniły mi się  w nocy. Od zamknięcia więc oczu do porannej pobudki  otwierałem zamykałem przechodziłem przez te drzwi do następnych gładząc klamki  z czułością taką jak przeciąga się po szyi i plecach kochanej osoby. Już po tygodniu  żona określiła swoje warunki estetyczne i sporządziliśmy wstępne  zamówienie drzwi z montażem  . Ponieważ mieszkamy w tzw budownictwie wielko płytowym  niezbędne okazało się  wyrwanie futryn  i obsadzenie nowych w powstałe otwory w ścianie. Ale od czegóż w gospodarce rynkowej kompleksowe usługi .Usłużny szef sklepu umówił mnie jeszcze tego samego wieczora na pomiar  drzwi w miejscu mojego zamieszkania czyli w domu O oznaczonej godzinie  z tolerancja pól godziny ( brawo ) Panowie fachowcy pojawili się w moich skromnych progach. Bardzo skromnych jak za chwilę miało się okazać .
- To co chce Pan wymieniać te drzwi
- Tak jestem zdecydowany
- Ale wie Pan że to będzie dużo roboty , kucie wyrywanie ?
- Zdaję sobie z tego sprawę
- I zdemolujemy panu podłogi w każdym pomieszczeniu bo musimy wyrwać całe futryny
- Ale jeżeli wytniecie boshem to nie trzeba będzie demolować  - podsunąłem pomysł
Tak się nie da dokładnie – powiedział jeden z fachowców  zaniepokojony tym że trochę się orientuję i proces urabiania będzie dłuższy  .  - I płytki Panu pospadają w łazience i WC a te na podłodze na pewno popękają .
- Będziecie ostrożni może się uda – nie ustępowałem .
 - I dziury na drzwi ma Pan za małe trzeba będzie ciąć drzwi  - odkrył nowy problem
- .Każde drzwi trzeba dociąć  tak jest z zasady.- pochwaliłem się wiedzą
-  Tak ale te trzeba obciąć o 8 cm .
- Ok. - mówię .
- Powyżej 6 cm traci Pan gwarancję
- Trudno -  nie poddaję się
 - I będzie to kosztowało 50 zł od sztuki.. - .Jasiu  - tutaj jeden zwrócił się do drugiego  -   będziesz miał  w kur… kucia liczę że ze dwa dni.
- Panowie  bardzo przepraszam Was że mieszkam w bloku z wielkiej płyty Jest mi przykro że taki bloki w ogóle powstały ale nie ja je stawiałem  więc za pomysł wielkiej płyty nie będę przepraszał  wybuchnąłem w końcu.
- A wie Pani -  tutaj pan Józek zwrócił się do mojej żony  - że wszystko się Pani zakurzy .Kurz wejdzie do wszystkich szafek szklanek i kieliszków.
- To normalne ,nie jedno remontowałam już w tym domu -  rzekła nie zrażona żona.
Panowie fachowcy stracili oparcie i gwałtownie zaczęli poszukiwać innych argumentów przeciwko tej robocie.
-  Za wyrwanie drzwi bierzemy 250  .
Moje krótkie  - OK. -  jak przy rozgrywaniu partii brydża .
-  A za wstawienie 200
-  Rozumiem .
I już wydawało się że usłyszę trzy pasy jak w dobrej licytacji ale nie Panu Józkowi czoło rozjaśniło się nowym wspaniałym pomysłem
-  A pan wie że nie otynkujemy ścian wokół drzwi  do tego musi Pan wynająć innych.
-  Jak to przecież  jak wkładali mi drzwi wejściowe to zrobili wokół tynki.
- A bo to były inne drzwi my nie robimy.
 Zrozumiałem że jeżeli nie będą naprawiać i porządkować po sobie to mogą rozwalić po pół ściany i odejść w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Aby nie powiedzieć pas  rzekłem  -   mierzyć Panowie a ja jutro dogram szczegóły z szefem.
Panowie złożyli broń ,dokonali pomiaru i wyszli .
Zsumowałem wydatki:
Wyrywanie   250
Docinanie 50
Obsadzanie 200
To już 500 a koszty obrobienia drzwi przez inną ekipę podniosą tę kwotę o 100 – 150 zł,- .
Mamy więc 650 zł do każdych drzwi plus rujnacja całego domy z wyrywaniem fliz ze ściany razem z futryną ponieważ jak widać było z rozmowy z fachowcami troskliwość i dbałość nie były ich  hasłem wywoławczym  . Zagotowałem.  Następnego dnia  odwiedziłem zaprzyjaźniony sklep i jego kierownika.  
- Szanowny Panie ponieważ  handel nie jest mi obcy wiem jak trudno przy tak rozwiniętej konkurencji zyskać klienta a przez takich fachowców tak łatwo ich stracić .Pan stracił.
Drogą powrotną odwiedziłem  market budowlany  wybrałem podobne drzwi . Przycięto mi je na wymiar za jedyne 8 zł / szt. .W domu sprawdziłem wszystko pasowało do metalowych futryn zawiasy nawet  otwory na zamki. Rewelacja . Następnego dnia dokupiłem komplet i w jedno popołudnie dopasowałem wszystkie . Futryny zmatowiłem i pomalowałem na kolor drzwi . Wyszło super.  Reszta  montażu przebiegła bezboleśnie. .Cieszę się odświeżonym przedpokojem ,chociaż żona już chciała by umieścić gdzieś tutaj  legowisko psa  ( co to go już albo jeszcze nie mamy ). Nie. W tej sprawie jestem szalenie konsekwentny.
Do dzisiaj nie wiem  jednak  jaki cel przyświecał opisanym wyżej fachowcom .Sciągnąć  mi za wymianę  drzwi spodnie przez głowę  czy po prosty chronicznie   uczuleni byli na pracę ? Ale żeby w czasach gospodarki rynkowej?  Nie dajmy się fachowcom!

                        


Antoni Relski
10 komentarzy
16 października 2008
Współczesne filmy .Scenariusze wychodzą z komputera pisze je chyba jakiś program  bo są podobne do siebie. Wszystkie zawierają  to  co potrzeba aby spełnić wymagania hollywoodzkiej produkcji . Jest dobro , jest zło , miłość ,zdrada ,seks, morderstwo , odkrycie zagadki i na końcu smrodek ideologiczny .  Gdzie scenarzysta a priori zakłada że tępy widz nic nie zrozumiał z rozgrywających się scen  i trzeba jeszcze raz powoli w jakiejś najlepiej płomiennej mowie w parlamencie , sądzie lub szkolnym zebraniu  wykrzykuje z siebie że to zło co się zdarzyło tak naprawdę nie było złem bo doprowadziło do dobra    a dobro jest najważniejsze i najważniejszy jest naród   Najlepiej wybrany przez Boga i  bynajmniej nie chodzi tu o izraelitów  a najwspanialszy naród świata  amerykanów północnych.  Znalazłem wyjście z sytuacji , jeżeli drugi raz oglądam film nie dam się już naciągnąć na ten ideologiczny smrodek i wyłączam film w chwili artystycznego niedopowiedzenia. Zwykle to jest na 10 minut przed napisami końcowymi  . Łudzę się wtedy że producenci nie potraktowali mnie jak totalnego idiotę . Nie  zawsze jednak udaje się tak oszukiwać . Treści i akcje przelewają się przeze mnie jak piwo. Idę do kina wrzucam w siebie treść dialogów , ciąg obrazów i nie pozostaje mi nic w głowie .  Mieszają  się wątki, osoby tytuły. Po miesiącu nie zabierzesz głosu  w dyskusji  na temat : Fajny film wczoraj widziałem . Bo nie pamiętasz .   A może ja po prostu nie mam odpowiednio wyrobionej percepcji bo przecież moja moherowa sąsiadka z drugiej klatki doskonale pamięta kogo w 587 odcinku zdradziła Juanitta     i czy Hose był z tego powodu szczęśliwy.  Ponieważ w dalszym ciągu wierzę  że ludzie są z natury dobrzy  i piękni w środku nie pójdę tym torem  filmowej fascynacji.
Lubię filmy niedopowiedziane które zmuszają widza do  odpowiedzi na wiele pytań gdzie bohater nie jest jednoznaczny a jego zachowania jeszcze bardziej . Lubię czasem jeszcze po filmie posprzeczać się na ten temat. Uwielbiam zakręcone filmy czasem zakręcone totalnie .
Dla przykładu dwa tytuły .
Pierwszy to prawdziwy klasyk Akiro Kurosawa ale nie będę  tu mówił o Siedmiu samurajach czy Tronie we krwi . Otóż w 1990 odbyła się światowa premiera filmu Sny lub jak głosi inny tytuł Yume  w Reżyserii A. Kurosawy  do którego to filmu Kurosawa współtworzył scenariusz. Film składa się z ośmiu krótkich opowieści opartych na snach samego Kurosawy. Każdy z nich przedstawia inną prawdę o człowieku i świecie w którym żyjemy. Niezależnie od tego czy będzie to wizja nuklearnej zagłady wiszącej nad Japonią czy sielankowy obraz wsi odciętej z dala od cywilizacji, to mamy do czynienia z obrazem pełnym symboliki i wizjonerstwa .Sielskie obrazy kolorowej przyrody przeplatają się z wizjami bardzo brutalnymi. Przez typowo malarskie podejście do tematu bardzo piękne plastyczne widoki jakby obrazy z  dostojnych złoconych ram nagle ożyły .Nie spotkałem człowieka który by podszedł obok tego filmu obojętnie. Film albo podobał się bardzo albo bardzo nie podobał  i to i to  emocje. Dziwię się dlaczego w pakietach DVD  z dorobkiem Kurosawy  trudno szukać tego filmu .Nie był nigdy wydany w Polsce na DVD mam go w kolekcji i jak tu czasem nie puścić perskiego oczka przy dyskusji o piractwie filmowym.
Pierwszy raz film oglądałem dzięki Pani Basi z ITI  o której już wspominałem . Dzięki Ci za to Baśka !.
Film drugi całkowicie inny od pierwszego .tworzony przez mało mi znanych  chociaż popularnych w Szwecji twórców   powstała w 1978r. komedia  Przygody Picassa ze względu na wielką wyobraźnię twórców noszącą dopisek tysiąc niewinnych kłamstw o życiu. Reżyser i scenograf Tage Danielsson stworzył piękną opowieść o narodzinach cyganerii artystycznej przełomu wieku . Ta  swobodna opowieść pomaga zrozumieć akt twórczy wielkiego malarza. Jasno i zrozumiale tłumaczy powstanie kubizmu . Malowanie jabłka - na płótnie powstaje sześcian tylko dlatego, że ojciec malarza obgryza jedyne jabłko - model. Totalny absurd w filmie to amerykańska prohibicja, dotycząca malarstwa. Film kończy sfingowana śmierć malarza uciekającego przed komercją wraz z Dolores
W tej opowieści bez dialogów ponieważ to narrator snuje swoją opowieść a bohaterowie w zależności od miejsca w którym się dzieje  akcja wypowiadają pojedyncze wyrazy które brzmią jak francuski , angielski , lub rosyjski , Oczywiście bez sensu aby tylko oddać klimat miejsca . Tak dla przykładu Pisacco  wynajmując mansardę  pyta właścicielkę Paryżankę o wodę. Ona nic nie rozumie aby na końcu odpowiedzieć mu mercredi co z francuska znaczy środa niby bez sensu ale ta środa brzmi bardzo dobrze po francusku.
Film oglądałem na Konfrontacjach chyba w 1979 roku , Czy ktoś poniżej 45 wie jeszcze co to były Konfrontacje
W naszej dystrybucji również nie do zdobycia.
Wybrałem dwa filmy z gatunku tych bardziej pokręconych . Nie będę przecież  powoływał się na La Stradę czy Siódmą pieczęć  bo to pójście na  łatwiznę .
Daj Bóg abym jeszcze obejrzał film o którym z emocjami mógłbym mówić po trzydziestu latach Odchodzą i Ci co mogliby udźwignąć ten ciężar. Od paru dni o P. Newmanie mówimy już w czasie przeszłym. Żal.


                    
Antoni Relski
Skomentuj mnie
15 października 2008
Praktycznie od dziecka chciałem być starszy niż jestem . W czasach szczenięcych bycie starszym wiązało się z  wieloma bonusami a to kino stało przed tobą otworem a to wino a nawet dwa kupić można było bez podejrzliwego wzroku sprzedawczyni. A to. Ze względu na swoje warunki fizyczne a szczególnie mikry wzrost  w wieku kilkunastunastu lat  podobały mi się  starsze dziewczyny  ponieważ  rówieśniczki nie spuszczały swych oczu poniżej pewnej wysokości . Starsze koleżanki  szczególne po jakimś traumatycznym doświadczeniu doceniać zaczynały cechy inne  niż 180 cm wzrostu i fajne dżiny. I  znajdowałem się w polu widzenia  . Nawet drzwi dorosłego życia przeszedłem w towarzystwie  starszej koleżanki. Tak więc żyłem w takim świecie w którym co prawda trochę nadrabiałem miną i wirtualnym doświadczeniem ale już wtedy poczułem że być starszym niesie za sobą dużo dobra. I tak już chyba zostało. Z czasem zaczęła mi imponować  postawa takiego starszego , doświadczonego faceta  który ze względu na  przeżyte już życie upoważniony był jakby z urzędu do zabierania zdania i oceny zachowań nie zawsze zgodnym z głosami ogółu .Podobało mi się to może ze względu że zawsze miałem niewyparzony dziób  a okrycie go mgiełką doświadczenia  zmieniłoby postrzeganie.  Idealnie do tego wizerunku zaprojektowanego  dla siebie samego wpisał się Pan Jan Nowicki. Można się  zgadzać bądź nie z jego teoriami i ocenami ale stworzona przez niego w własny prywatny użytek postać wiekowego  mędrca  , trochę wkurzonego ale już pogodzonego z życiem  jest bardzo realistyczna.  Pan Jan wypełnił wszystkie moje oczekiwania w tej kwestii. I tutaj znowu dylemat Antoniego Relskiego  czy kiedyś w przyszłości potrafię wypracować wizerunek własny a nie wtórny. Ten kapelusz , broda trzydniówka , trochę niestaranne ubranie i ten cynizm na zawołanie . Kilka dni temu dotarło do mnie że Pan Jan ma raptem 69 lat a odbierałem go jako człowieka z 10 lat starszego.
I wszystko by było dobrze gdyby przywilejowi ciętych wypowiedzi  nie towarzyszyła cała kolekcja mnie widowiskowych dodatków przynależnych wiekowi  jak: nadciśnienie , dyskopatia ,problemy z prostatą , z sercem i z innymi bardzo istotnymi częściami  męskiego ciała  szczególnie z tą najważniejszą.
Więc chyba na razie na zapuszczę brody trzydniówki , kapelusz  też wyleciał mi z budżetu przynajmniej na najbliższe 10 lat . 
Boże dlaczego również w życiu wszystko musimy otrzymywać w pakietach  .

                                  
Antoni Relski
2 komentarze
14 października 2008
Byłem kiedyś w ZOO z małym jeszcze syneczkiem aby pokazać mu słonika ,krokodylka i coś tam jeszcze. W trakcie wycieczki  którą odbywaliśmy w dwie rodziny  zatrzymaliśmy się przed klatką z małpami .akurat było to po okresie rozrodu i klika małych małpiątek ganiało po klatce. Dla bezpieczeństwa rodzice trzymali je za ogony w sytuacji gdy młode  próbowały   wyjść poza okrąg bezpieczeństwa bez zbytniego zastanowienia ciągnęły za ogonej i maleństwo znajdowało się już u nóg opiekuna. Pomimo brutalności opisu  działania powyższe wynikały z troski i małpio rozumianej rodzicielskiej troski . Po jednej z takich akcji  szwagierka wyraźnie zaintrygowana powiedziała :  Spójrz jak ona opiekuje się tym dzieckiem. Zerknąłem i wtedy wzmiankowana ona podczas wstawania wypięła dupsko  w naszym kierunku i wszem i wobec  ukazał się dorodny atrybut męskości udekorowany dwoma dyndającym jądrami po bokach. Ależ Julitko odparłem to przecież on a nie ona.
Po czym pan to rozróżnia?  - usłyszałem zza siebie pytanie . Odwróciłem się  i oczom moim ukazała się starsza pani w wieku około osiemdziesięciu lat starannie ubrana jak przedwojenna turystka w beżowy prochowiec zapięty dokładnie na wszystkie guziki .Przepasana  po przekątnej  chlebakiem z płótna harcerskiego   w którym jak nic znajdowały się kanapki i termosik z herbatą . Siwiuteńka głowa starannie  przyczesana z misternie ułożonym przedziałkiem na środku głowy .Twarz zorana zmarszczkami blada pieczołowicie ukrywana przed słońcem, udekorowana okularami słonecznymi model wczesny Gomułka  na ubezpieczalnię. Starannie opisuję  panią turystę  aby uzmysłowić że nie miałem do czynienia z jakimś babolem ale subtelną delikatną starszą panią szczerze zainteresowana  moją odpowiedzią na jej jakże proste pytanie. Zamurowało mnie na chwilkę .Rzadko mi się to zdarza ,zwykle potrafię odpalić tak że adwersarza ścina z nóg. Tutaj zawahałem się .Bo cóż odpowiedzieć na to pytanie takiej starszej pani u schyłku jej życia . Jakimi słowami wypełnić pustkę  panującą w jej edukacji poruszyć tak fundamentalne  tematy damsko męskich relacji i w końcu czy tym edukatorem powinienem być koniecznie ja młodszy od niej wtedy o dobre 5o lat. Nie biorę na siebie tej odpowiedzialności  zdecydowałem .Trwało to kilka sekund i otoczenie nie zauważyło mojej wewnętrznej walki starsza pani też . Szanowna Pani – powiedziałem – ja je rozpoznaje po uszach , samce mają  bardziej spiczaste. Starsza Pani pokiwała ze zrozumieniem  i po chwili odeszła  alejką w kierunku wielbłądów . Wtedy dopiero zgromadzenia prze klatką  ludzie parsknęli  śmiechem .Widać ich też  zaskoczyło pytanie starszej pani Nikt też nie wyrywał się z odpowiedzią.. Ale wszyscy bez wyjątku  zachowując powagę  stanęli na poziomie .
Latka lecą  i nagle znalazłem się w wieku kiedy cudze a i  własne dzieci zastanawiają się czy rozmawiać jeszcze  z moim pokoleniem o seksie Bo przecież oni nie rozumieją. Nie są na bieżąco .Zachowują się czasami jakby seks był wynalazkiem pokolenia mp3. A starzy -
Bożeeee .
Mam osobiście całkiem inny pogląd   zbliżony bardziej do  J. Sztaudyngiera   który mówił :

Starość nie młodość musi się wyszumieć
bo żeby szumieć trzeba mieć i umieć .

I żeby wyprowadzić ich z tego mylnego przekonania zachowuję się czasem wyzywająco w słowie i gestach .Mam przy tym nadzieję że pokolenie depczące nam po piętach jeszcze mnie nie skreśla .Czytam więc i oglądam materiały od .Joya do  (tutaj nie potrafię określić granicy)
Korzystam z multimedialnych  pomocy aby w przyszłości nie zostać  spławiony  szpiczastymi uszami .Muszę przyznać jednak szczerze że edukacja ta idzie mi bez problemów i jest dużo ciekawsza od  np. ekonomii politycznej socjalizmu której nienawidziłem     




                                        


Antoni Relski
2 komentarze
13 października 2008
Antoni Relski

Zauważyliście że  codziennie  spotykamy ludzi którzy wywołują u nas nieodparte wrażenie że oto mamy do czynienia z osobami z innej planety .Jakimiś Innymi pochwyconymi siłą grawitacji i umieszczeni w naszych realiach  na czas jakiś czas naszego ludzkiego życia . Życia które być może dla innych jest tylko weekendową wycieczką . Jak wyglądają  ? W zasadzie nie różnią się od przeciętnego osobnika ludzkiego .Przybierają   płeć męską lub żeńską i tylko po niekonwencjonalnym zachowaniu poddajemy w wątpliwość ich ziemskie pochodzenie.
Oto kilka przykładów wśród moich

Pierwszy. Chłopak z  młodych lat który ze względu na rodzinę na zachodzie nie został dopuszczony do zaszczytu służby wojskowej. (Takie były czasy ) Wiedział już że nie pójdzie do poboru więc na komisji wojskowej wyczyniał cuda . Rzucał się pod nogi obejmując buty oficera mówił - weźcie mnie do wojska ja tak bardzo  proszę . Na pytanie  o ulubione zwierzę  ( przy badaniu przez psychologa ) opowiadał że miał na osiedlu zaprzyjaźnionego zaskrońca któremu nalewał mleko do miseczki. A jak wołał go po imieniu to wąż podnosił łepek tak do góry i kiwał nim na boki na przywitanie .

Drugi. Facet z dużą wadą wzroku który jakimś cudem zrobił prawo jazdy .Rozbił swojego fiata 126p  więc oddał go do warsztatu mechanika. Gdy nadszedł termin odbioru Andrzej bo tak nazwijmy go w tym opowiadaniu zapłacił fachowcowi pożegnał się i wyszedł. Wsiadł do auta i odjechał .Nie daleko jednak. Uderzył w słupek  bramy wjazdowej , zagiął zderzak, pas przedni i klapę do bagażnika. Wycofał więc na wstecznym pod biuro. Wchodzi do środka a zaskoczony mechanik pyta – Jeszcze coś ? .Jeszcze raz to  samo - odpowiedział Andrzej.     

Trzeci  Znajomy studiujący na dwóch fakultetach naraz. Przyszedł kiedyś na zajęcia w półbutach bez sznurówek Co to za buty spytałem . Wiesz odparł zachwycony kumpel – byliśmy wczoraj w fabryce obuwia ,wizytowaliśmy linię do produkcji. Na koniec Dyrektor pozwolił  nam wybrać sobie po jednej parze . A sznurówki ? . Sznurówek nam nie dawali odparł zdziwiony kolega.

Czwarty ,piąty  do pięćset sześćdziesiąt cztery . Niektórzy uczestnicy programu ” Mam talent” Nie trzeba komentarza każdy ma telewizor. 

Czym byłby świat bez obcych .Nudną szarą poczekalnią w której nic się nie dzieje . Oni sprawiają że uśmiech pojawia się na naszej twarzy chociaż na chwilę .  Dlatego mówię nie lękajcie się obcych  .Oni od dawna są wśród nas . Muszę kończyć  bo  zbliża się taka koniunkcja  planet .Centrala  żąda raportu …     pii pii pii

                                                        







2 komentarze
12 października 2008

 Siądź przy mnie Moja Kochana każdego  wspólnego  wieczora
Chwyć  mnie za rękę i trzymaj ,dnia koniec to dobra jest pora
Powiedzieć słów  prostych parę ,słów miłych dwa może trzy
Bo to nam musi wystarczyć na nadchodzące  dni
Nad kubkiem zielonej herbaty i ciastek własnego wypieku
 Zaprzeczymy że  miłość jest zależna od wieku 
Marzeń mam już  niewiele  bo  czas je wykreśla skutecznie
Ale jest jeszcze parę więc niechaj się spełnią  koniecznie
Budzić się w miłym uczuciu że leży ktoś obok w pościeli
Robić to wszystko dla siebie a nie by ludzie widzieli
Tak się na zapas zrozumieć  I odbudować wrażliwość
Na słowa co zabić potrafią albo rozbudzić miłość

                                           chociaż na chwilę odłóż więc  to prasowanie

     
Antoni Relski
5 komentarzy
11 października 2008
 Koncerny trują , zanieczyszczają ,emitują  i co tam jeszcze wszystko to prawda tak prawdziwa ,oczywistość tak oczywista że gdyby któregoś dnia okazało się że kombinaty przestały truć spuszczać i emitować nie bardzo umielibyśmy poradzić sobie z tą wiadomością . Napisano tak dużo tekstów chwytających za serce że powstała by z nich największa książka świata o nie odwzajemnionej  miłości planety do ludzi. Co stać się musi abyśmy wszyscy albo przynajmniej w większości zrozumieli że ekologia to nie tylko moda  i rodzaj  sztucznego tworzywa (skóra ekologiczna  - Boże któż to wymyślił  )  ale i sposób na życie . I czy w lansowaniu tego sposobu pomagają zdesperowani ekolodzy przykuci łańcuchami do drzew , czy  modelki  przeciwniczki futer  paradujące  nago przed obiektywami  fotograficznymi i kamerami TV. Czy oni wyznaczają ten właściwy styl życia czy to tylko modny ostatnio tzw event   oraz  do kogo ta kampania jest skierowana ?  Jedno wiem  na pewno nie do moich współmieszkańców  pięknej górskiej wsi na południu Polski. Wiadomości  które z takich happeningów   pokazuje  telewizja komentowane są przez Jaśka , Staszka , czy Franka kreśleniem zamaszystego kółka na czole. A dlaczegóż tak zależy mi na ich reakcjach .Bo oni sól tej ziemi poprzez swoje działania naciskają pierwszy klocek domina a potem to już jakoś leci.
Przykłady proszę bardzo . Jeżeli miniesz opłotki ostatniego  domu oczom twoim ukaże się droga na którą ktoś nawrzucał porozbijane płyty eternitu rozjechane przez koła .Początkowo służyć miały osuszeniu kałuży która utworzyła się tutaj wiosną ,. Kałuża wyschła eternit też a zawarty w nim  azbest tańczy w porywach letnich wietrzyków .Wysoką wiedzą ekologiczna popisał się inny członek społeczności  ponieważ wwalił cały dach bezpośrednio do  rzeki dzięki czemu nie ma mowy o pyleniu azbestu bo przecież kawałki cały czas są mokre.  Szkodzi ?  nie bo przecież nie śmierdzi. Żeby  szkodziło musi śmierdzieć .Taka jest zasada . Opylałem kiedyś trawnik płynem na babki , perz i inne chwasty . Dla bezpieczeństwa założyłem maseczkę na twarz .Chodzę pylę ,pompuję spotykam w końcu sąsiada .Miła rozmowa gadka szmatka i na koniec pytanie  A po co ci ta maska przecie nie śmierdzi ? Chłopie nie musi śmierdzieć żeby szkodzić . Dzięki tej wygodnej teorii można wsypać całe wiadro puszek z konserw  do pobliskiego potoczka przed burzą bo woda zabierze no i puszki nie śmierdzą . Można wlać też gnojowicę ta chociaż śmierdzi  spływa jednak szybko z nurtem wzburzonej wody w trakcie licznych górskich burz . A jak nie ma długo burz  to w nocy po ciemku chyba też nie szkodzi  .I  nawet wykonanie z pomocą  Europejskiej Unii  wiejska kanalizacja  nie uwolniła od obyczaju wylania resztek , wypłukania opryskiwacza umycia ciągnika  w krystalicznej wodzie która czterysta metrów dalej  radośnie wytryskuje spod powierzchni.  Nie wolno natomiast wysypać skoszonej trawy na oberwany brzeg strumienia ponieważ trawa zgnije i będzie śmierdzieć . No tak śmierdzi znaczy szkodliwe.  Wchodzisz więc w końcu do lasu i mijasz porzucone pralki ,lodówki , części samochodowe  akumulatory w szczególności. Utylizacja naturalna. O ile porzucona tu na początku lat osiemdziesiątych  rama od wsk-i  jest już cała skorodowana i za 10 lat nic z niej nie będzie   o tyle plastiki z lodówki poleżą w lesie ponoć do czterystu lat . A któż to doczeka . Może nikt  ponieważ czytałem wczoraj prognozę genialnego  sparaliżowanego fizyka   Hawkinga  który powiedział że jak ludzkość przetrwa najbliższe dwieście lat czeka ją świetlana przyszłość. Więc może   martwimy się na zapas. Z lodówek z czasem pozostały tylko plastiki ponieważ przedstawiciele mniejszości  romskiej którzy  tradycyjnie pozyskują na wsiach złom  wybrali największe części metalowe. Po puste opakowania po dezodorantach i lakierach nitro już im się nie chciało pochylić błyszczą więc w słońcu jak olbrzymie krople rosy pośród  wysokich traw. Spacerujesz więc pośród tych łąk zielonych słońcem umajonych  , polanek i zagajników myśląc że to człowiek człowiekowi gotuje ten los. O masowym wycinaniu  lasu bo mój  a węgiel  taki drogi już nie wspomnę .No może o tym że ze względu na cenę węgla jako paliwo zastępcze używa się plastikowych butelek ,resztek gumy i  skóry z produkowanych wokół na potęgę  pantofli regionalnych. Dzięki wyjazdowi w góry pierwszy raz widziałem w mroźny  poranek dym koloru pomarańczowego wydobywający się  w sąsiedniego komina . Śmierdziało ale w zimie okna są na głucho zamknięte w domu nie śmierdzi  więc pewnie nie  szkodzi.  Nie jest to niestety specyfika jednego osiedla , wsi ,regionu .Dwa tygodnie temu spędziłem weekend w Białce Tatrzańskiej. Wyczuwając koniunkturę wynikającą z rozwoju narciarstwa w Białce buduje się pensjonaty. Wieś to jeden plac budowy. Powstają trzy cztero piętrowe  wille w klimacie zakopiańskim. I może wszystko by było dobrze gdyby nie to że pozostałości remontu, gruz stare płytki, resztki pianki montażowej, puszki po emulsji czy plastikowe worki z opakowań  porzucone są  na lub obok dróżek polnych prowadzących do rzeki. Mocno zniechęcony docierasz do rzeki. I nie zawsze jej urok zrekompensuje ci widoki z trasy dojścia . Oczywiście nie mam nic przeciwko rozwojowi obszarów wiejskich .Zawsze byłem przeciwnikiem tworzenia  skansenów gdzie mieszkańcy chodzą w zgrzebnych koszulach i lipowych łapciach .Każdy tak jak ja ma prawo do rozwoju cywilizacyjnego ,byle by rozwijało się to w sposób przemyślany . A dumni mieszkańcy miast nie mają sobie nic do zarzucenia?. Wystarczy śledzić pobocza dróg  wiodących ze znanych miejscowości. Usiane są one reklamówkami pełnymi odpadków puszek i butelek. Nie można na parkingu ?. A co powiecie o rodzicach którzy akceptują to że ich pociechy  opakowania po fast foodach   wyrzucają przez otwarte okno z pędzącego samochodu .Bo tu już nie wrócą ? bo to nie ich kawałek ogródka? . Cholera ja swoje śmieci często wiozę sto kilometrów aby wrzucić do pojemnika pod domem a jak młody wyrzucił przez okno opakowanie z batonika to zatrzymałem samochód i szczeniak dymał na nogach po papierek. Nie powtórzył  tego już nigdy więcej. A kierowcy samochodów stojący w korkach  pstrykający kiepami  z papierosów  gdzieś  w dal bądź soczystym półkolem wypluwający zużytą  gumę do żucia. To najmniejsze z przewinień ale strasznie denerwujące. Zaczyna się właśnie od drobiazgów. Zaczyna się w młodości. Czy syn który z ojcem traktorem wywożą śmieci do lasu za kilka lat zada sobie trud  zastanowienia się czy dobrze robi wszak ojciec dziad i pradziad robili to samo. A że za cesarza Franciszka Józefa nie było plastikowych  butelek , i  dezodorantów w sprayu to już nikogo nie zastanawia. A że rzeka jest martwa  już kilometr od źródła bo są pestycydy i detergenty których nie było za babki Austrii  to nic ? . Edukacja  najważniejsza jest edukacja .Toczą się dyskusje nad nauczaniem religii w szkole ,wiele emocji wzbudza wychowanie seksualne natomiast nad ekologią nie  zastanawia się nikt .To jest już niby załatwione w ramach lekcji przyrody. Ale zawsze można to pominąć gdy spóźniamy się z programem .Zresztą nauczyciele nie są od nauczania jak mi to powiedział kiedy ś jeden a jedynie od realizacji programu nauczania . A program jest program. Najłatwiejszy jest apel , zrobimy akcje  każdy przyniesie  do szkoły  5 kilogramów  makulatury , albo lepiej pięć puszek  aluminiowych.  O aluminium jest na topie. Dzieciak przyszedł z takim hasłem ze szkoły . I co zrobiłem ja przeciwnik aluminiowych puszek aby syneczek nie zerwał pały w szkole .  Pokornie  udałem się do marketu  ,kupiłem dwa piwa trzy Cole oczywiście w aluminiowych puszkach które zużyliśmy po powrocie. W ten sposób mały zaliczył akcję z wychowania ekologicznego . Ja miłośnik szklanych butelek postąpiłem wbrew swoim przekonaniom . Ale czy chodziło właśnie o to  i jaką naukę młody wyciągnął  z tej lekcji .Ze nie ważna ekologia wpajana w domu ważne zaliczenie. A co później ?  Wykształcony młody człowiek otrzymuje strategiczne stanowisko w przemyśle i wzorem wyniesionej ze szkoły lekcji wie już że nie ważna jest ekologia bo kto go  za to pochwali Greenpeace  ? Liczy się wynik , wskaźnik i zaliczenie. A że po drodze zdechnie ostatnio   perhydrylis magnestikus  - dwugrzbietnik torfowy  czyli  taki gówniany motylek  z małymi skrzydełkami to tylko koszty tego zaliczenia .

                                
                                                  foto agencja fotograficzna DZ znalezione w sieci


Antoni Relski
2 komentarze
10 października 2008
Moja szuflada

Znalazłem w mojej szufladzie
Dwa długopisy  z tego jeden piszący
Czternaście  naboi do pióra  którego nie mam od roku
Dwa ołówki w tym jeden automatyczny
Automatyczny  to brzmi jak karabin
Karabinu nie mam ,ani rewolweru.
Znalazłem za to dwadzieścia cztery  wizytówki służbowe
Z pracy do której nie chodzę już od dwunastu lat
Zrobię z nich orgiami,  łąbędzie  pewnie
Albo jaskółki  bo na nie nie trzeba dużo papieru.
Cztery kartki pocztowe z Grecji , i Egiptu
Kto teraz pisze kartki pocztowe w dobie  maili?
Prawda nadane w dziewięćdziesiątym siódmym roku
Nadawcy jednej z nich już prawie nie pamiętam.
Jedną gumkę do mazania i trzy recepturki
Czyli gumki do spinania recept. Po co ?
Plik  wydruków   z bankomatu , wspomnienie wydatków
I czyjejś radości z otrzymanego  prezentu.
Czternaście wierszy napisanych na kartkach w kratkę
W tym pięć  o miłości  dwa że jest mi żle  
cztery że dobrze i trzy w obronie planety.
Wychodzi z tego że jestem szczęściarzem.
I jeszcze kwiat  róży , nie rozwinięty zasuszony pączek
Kiedyś  bordowy teraz prawie czarny ,szeleszczący w dotyku
Na pamiątkę .Nie potrafię sobie jednak  przypomnieć czego. 


 
Antoni Relski
2 komentarze
09 października 2008
 Dzisiaj wieczorem w Multikinie  leci koncert AC/DC z DVD .Co prawda nie jestem zagorzałym fanem tego zespołu ale  czwartek wieczorem świetnie mógłby się nadawać na  zanurzenie się w szumie rockowych nutek ,czemu nie . Otóż okazuje się że nie  .Nie znalazłem tak ad hoc nikogo z mojego przedziału z kim można by było zerwać się z ram konformizmu. Trudno będę z tym żył pomimo tego że na usta ciśnie się  cytat z innych rockmanów : hej prorocy moi z dawnych lat obrastacie w tłuszcz już was w szpony swoje porwał szmal i tak dalej . Nie zmieni to  mojego zamiaru  nawiązania do poprzedniego posta na temat snu
                                                                                                         Miałem sen , piękny sen  mówił Martin Luter King .I ja  mogę  tak powiedzieć . I nie chodzi tu o klasyczny męski  sen przewidywalny do bólu ale o coś zupełnie innego formatu. Siedziałem na wygodnie w fotelu obok  drzwi prowadzących na balkon Okna szeroko otwarte .Z oddali obserwowałem wolno  poruszające się w dole samochody  ich rozmyte kolory tworzyły  coś na kształt szarego węża leniwie snującego się pomiędzy  białymi liniami krawężnika. Ludzie z tej perspektywy jak małe kropelki rtęci toczyli się po chodnikach by z nienacka łączyć się w grupy  pęcznieć  i zatrzymywać się przed  przeszklonymi ,lustrzanymi  wystawami które  powodowały iluzje dalszego ich  rozrostu. Pogoda późnego letniego popołudnia bezwietrzna  statyczna taka pomimo  słońca które zawisło nieruchomo gdzieś w górze  i bardzo oszczędnie używało swoich promieni . Gdzieniegdzie przelatywały pojedyncze ptaki , które sprawiały wrażenie że  całkowicie opanowały  przestrzeń pomiędzy horyzontem ograniczonym linią dachów z sąsiedniej ulicy  a ścianą mojego bloku . W tej to atmosferze letniego znudzenia  zaczęło  narastać we mnie dziwne uczucie . Pragnąłem oto powstać  i zbliżyć się do skraju balkonu , mocno uchwycić poręczy i przechylić się nad nią daleko do przodu.Wstałem. Wykonywałem te wszystkie czynności  chociaż  uczucia  ciekawości i niepokoju mieszały się i plątały ze sobą . Ciekawości do czego to prowadzi  a niepokoju ponieważ od dziecka odczuwam lęk wysokości. Podszedłem do poręczy balkonu spojrzałem w dół perspektywa wysokości dławiła mi krtań i nie pozwalała  złapać powietrza  . Jak gdyby prowadzony na niewidzialnej linie , wbrew sobie nie mając siły ani odwagi  by powstrzymać ten samobójczy krok wspiąłem się na barierę . Balansując do przodu i tyłu  zacząłem przybierać postawę wyprostowaną .Stanąłem spojrzałem przed siebie .Napięcie narastało z chwili na chwilę stawało się nie do zniesienia ,Już nie miałem czym oddychać .Gotów  byłem skoczyć w dół  ponieważ  ponieważ  perspektywa śmierci z uduszenia była okrutna .Skoczyłem jak samobójca .Dziwnym i niezrozumiałym dla mnie sposobem zacząłem przestawać odczuwać lęk do tej pory mi towarzyszący. Rozpostarłem szeroko ramiona ,blokady minęły mogłem oddychać  nabrałem powietrze głęboko  najgłębiej jak mogłem  do samego dna aż  do miejsca gdzie skrywa się to pierwsze powietrze które wychodząc z łona matki wciągamy  i które nigdy więcej stamtąd nie ulatuje    . Najpierw ostro w dół ułamek sekundy ,ruszyłem ramionami i stała się rzecz niesamowita  spadek został zahamowany , ciało wyrównało poziom i zamiast spadać zacząłem  oddalać się od  domu balkonu , ulicy. Leeeeeeeeeccccccccccccęęęęęęęęęęęę   !!! krzyczałem . Płuca odzyskały dawną możliwość swobodnego oddychania a balansując ciałem i zmieniając geometrię rąk zacząłem poznawać  tajniki nawigacji  .Wznosiłem się i opadałem w zależności od  ułożenia rąk i własnych potrzeb  . Mijałem pojedyncze  ptaki które na mój widok  z głośnym   pełnym  strachu  krzykiem  skrzekotem  odfruwały jak najdalej od mnie .Trwało to dobrą chwilę kiedy opanowałem   wszystkie potrzebne  manewry. Poniżej szybko zmieniały się nitki ulic supły  rond i plątanina skrzyżowań . Wiatr rozwiewał mi włosy a ja trwałem  w tym uczuciu pełnym  euforii . Czułem się jak na porządnym spidzie . Co prawda nigdy nie doświadczyłem reakcji po jakimkolwiek narkotyku  ale tak wyobrażałem sobie to w tamtej chwili. Zmieniłem technikę lotu , zmniejszyłem szybkość . Teraz przelatywałem obok rzędu okien  zaglądając przez nie do środka .Jakimś  kolejnym  zrządzeniem losu  nikt nie spostrzegł mnie unoszącego się w powietrzu nikt nie podbiegł do okna  nie skazywano na mnie palcami. Spoglądałem  przez szyby zamkniętych  okien  czasem   w głąb mieszkań  przez otwory szeroko otwartych okien . Ludzie wykonywali różne codzienne czynności. Siedzieli wokół stołu jedząc spóźnione obiady . Gdzie indziej wygodnie rozłożeni na kanapach  patrzyli w telewizyjne monitory. Ktoś płakał zasłoniwszy twarz w dłoniach a obok w pokoju dzieci śmiały się głośno komentując  Internet . Na wyższym piętrze  jakaś para nie dbając o zasłony  kochała się na wielkim łóżku targając się w  dzikich konwulsjach . Wszystko to oglądałem  bez głębszego  zainteresowania szczegółami . Cieszyła mnie co prawda ta świadomość  możliwości ale  największe  zainteresowanie wzbudzał  sam lot  To nieprawdopodobne nagromadzenie adrenaliny , euforii i czegoś tam jeszcze.
I trwałbym tak pewnie w tym uniesieniu wieczność całą  gdyby nie to że w pewnej chwili  usłyszałem jakiś metaliczny  huk  który ogarnął mnie całego i odwrócił uwagę od porywających czynności. Otworzyłem szeroko oczy   leżałem na łóżku  ,oddychałem  płytko   i bardzo szybko .W głowie kłębiło mi się tysiące myśli .Za najważniejsze uznałem określić swoje położenie. Łóżko moje , otoczenie pokoju też własne .Wstałem i podszedłem do  okna . W dali słychać było jeszcze dźwięk łoskot  oddalającego sie motocykla. To pewnie on przerwał mi ten fantastyczny stan jakiego  do tej chwili nie doznałem i który pewnie już mi się nie powtórzy. Rozłożyłem ręce  , bolały ramiona i dłonie  takim bólem wynikającym bardziej przemęczenia niż fizycznego urazu . Chociaż czułem się wspaniale  brakowało mi tego przerwanego snu  . Czułem się najprawdopodobniej  jak kobieta po namiętnym  pełnym uniesień  seksie której brakło zaledwie  sekund do osiągnięcia  najpełniejszej z satysfakcji . Wypiłem  szklankę mocno schłodzonej wody i wróciłem  do łóżka Nie mogłem zasnąć do rana . Targały mną pojedyncze skurcze mięśni .w głowie szumiało . A przecież tylko…. latałem .A przecież tylko … śniłem o lataniu .     
  
                                                                                                                           foto Znalezione w internecie
Antoni Relski
2 komentarze
08 października 2008
Tak mnie naszło dzisiaj w nocy. Musiałem się rozliczać ze sobą we śnie  ale o dziwo zamiast koszmarów  obudziłem się  dziwnie zadowolony z życia o wiele bardziej niż w realu .  No może nie aż tak jak wtedy gdy śniło mi się że latam ale też warte odnotowania.       
Pochwała życia
Mam kuchnię  trzy pokoje
Dwóch synów zmienne nastroje
Żonę co lubi być żoną
Swoja historię nie skończoną .
 Jakie mnie jeszcze czeka  życie
W szarości  może w dobrobycie
Pewnie  życiowe komplikacje
Wino i sery na kolacje.
Trochę uniesień i dołów parę
Wszystko uszyte na moją miarę
Lecz gdyby  przyszło powiedzieć dość
Wyrzucić z trzewi  całą złość
Zamienić  ziemskie  na inne mienie
To  dobrowolnie nie zamienię

A rano najpóźniej do południa wróci realizm i proza (nie mylić z prozakiem) życia

  
Antoni Relski
2 komentarze
07 października 2008
Śniadanie dzisiaj mniejsze .Ale optymizm  trzymam na normalnym poziomie .Byle utrzymać w pracy. A w pracy  przeprowadzka. Cholera jasna znowu. Mądrość ludowa mówi że trzy przeprowadzki to jak jeden pożar. A ja w ciągu ostatnich miesięcy  trzeci raz przenoszę swoje graty z miejsca na miejsce . Pożar więc jest ale ten wewnętrzny który spala mnie bo muszę a nie lubię . A więc po kolei najpierw powrót z N do K  potem dwa razy w nowym miejscu pracy.  W perspektywie kolejna zmiana miejsca. Czy to się w ogóle da wytrzymać . Ja jak kot przyzwyczajający się do miejsca z początku z obawą obwąchujący miejsce  delikatnie układający się na próbę ,długo odczuwający  zapach nowości. Ale potem po wewnętrznej akceptacji, mocno wrastający korzeniami  w głąb  na wiele pięter .Dlatego tak trudno mi  spakować swoją  walizę i wyprowadzić się . Pozostaje sentyment .Sentyment do miejsc  i ludzi . Może to głupie może naiwne ale tak  raz do roku wpadam na kawę do  firmy w której nie pracuję już od 12 lat . Po co ? Może inaczej  sformułować pytanie - Do kogo ? . Miłe że jest do kogo. Zawsze czeka tam na mnie filiżanka wonnej i aromatycznej kawy i garść plotek o tych co to ich już nie ma , albo nie ma ich już razem . W moim przedziale wiekowym  rzadko już słyszy się – wiesz a oni są teraz razem. Skaza wieku. Do ostatniej z moich byłych prac też będę wpadał niech no tylko wygasi się  żar  emocji  bo z nią  odchodziłem. Zresztą z każdego związku po ponad dziesięciu latach odchodzi się z emocjami. Nawet jeżeli bardzo pragnie się już tego  odejścia.  Nie zagrzałem tu długo miejsca , nie zagubiłem w przepastnej szufladzie żadnych zdjęć ani bibelotów o których bym zapomniał . Nie ma więc przerw na wspominki nie wracam myślami do chwil i momentów. Mechanicznie i bezwiednie wrzuciłem  do kartonu  biurowe  wyposażenie  i  umarł król niech żyje król.

    
Antoni Relski
2 komentarze
06 października 2008
Filmy z lat siedemdziesiątych szczególnie te zaangażowane  pokazywały środowisko studenckie zawsze w tej samej sytuacji .Małe pomieszczenie gdzie wokół  jakiegoś stołu albo nawet butelki wina gromadziła się brać studencka żarliwie dyskutująca na temat założeń współczesnej filozofii w ujęciu wielopłaszczyznowych zachowań ludzkich . Cała ta dyskusja niestrawna dla statystycznego zjadacza chleba  zamiast kreować mit hermetycznej intelektualnie wybranej grupy reprezentanów narodu  zniechęcała tylko do  zadzierzgnięcia z nimi bliższych więzów  tworząc podział my i oni . W trakcie więc  spotkań w takim gronie gdzy ktoś naoglądawszy się wyżej wspomnianych filmów  zaczynał : a zaś  Foyerbach  razem z kumplem odpowiadaliśmy wznosząc kieliszki a propos  Foyerbacha to bach !. Prymitywne ale skuteczne , sprowadzało rozmowę na  ścieżki młodzieńczej  wesołości. Aby dać upust swojej  wybujałej inteligencji zawsze można było zapisać się do jakiegoś klubu koła czy stowarzyszenia.  Bez szkody dla innych.
W okresie przełomu lat  osiemdziesiąt  dziewięćdziesiąt   zacząłem korzystać z wypożyczalni kaset VHS . Jedną z pierwszych była wypożyczalnia ITI   Gdzie jakaś miła pani dodawała film ,proponując jakiś tytuł ( nie było jeszcze wtedy samoobsługi. Trafiła mi się więc taka Pani  Basia  która  jak to zauważyłem w kontakcie z klientami przede mną nabawiła się  jakiegoś  urazu w stosunku do męskiej części  społeczeństwa  .  i odreagowywała w pracy .Postanowiłem sobie być miły pomimo wszystko uprzejmy  i pozować trochę  na intelektualistę . Trafione ,ta gnębicielka męskich serc i charakterów  stała się w niedługim czasie  moją koleżanką .Miłe ale każdy medal ma dwie strony .Skończyło się wypożyczanie tego co chciałem .Na pytanie : Pani Basi ma pani ostatni film z  Bronsonem  ? słyszałem odpowiedź niech Pan tego nie bierze to jest kiepskie . Mam za to nowego  Kurosawę . Obejrzałem dzięki  temu całego Kurosawę , Felliniego  o Bergmanie nie wspominając . Nie mówię że stało się to bez korzyści dla mnie ale  w zależności od sytuacji i nastroju lubię uprzyjemnić sobie popołudnie czymś na temat .Tak więc są dni na dramat , kryminał  są też dni na głupiutką komedię ,może romansidło bądź coś czego jeszcze wtedy wypożyczalnie  nie proponowały. Nie dzielę filmów jak i mużyki na dobrą i złą tylko na tą która mi się podoba lub nie. Tak więc w pewnym momencie doszedłem do sytuacji w której mając ochotę na coś lekkiego zakradałem się  pod wypożyczalni  i patrzyłem czy Basia jest w terenie . Jeżeli jej nie było brałem to co mi nastrój dyktował. Drugi moment  pełen napięć  to zwrot kasety . Basia brała taką niegodną kasetę  jak bierze się zalaną pieluchę niemowlaka i odkładając na kupę zwrotów  z wyczuwalnym niesmakiem i widocznym grymasem pytała a  któż to panu doradził  ?. Uciekałem wtedy w wypróbowaną  odpowiedź : nie było Pani  Basiu więc wcisnęli mi taki chłam Byłem rozgrzeszony .I  dostawałem w nagrodę jakiegoś klasyka . Wybawieniem było dla mnie wprowadzenie wypożyczalni samoobsługowych . Treningi z asertywności stały się modne znacznie później.  
Kuzyn mojej żony w trakcie pierwszej naszej  wizyty  dyskutował ze swą matką o macierzach i przestrzeniach  zakrzywionych. Chciał mi zaimponować . Udało mu się tak bardzo że nigdy więcej  nie imprezowaliśmy razem
W drugą stronę w tejże wypożyczalni słyszałem taki dialog:  Niech mi Pan da jakąś komedię ale żeby była śmieszna bo wczoraj jak mi Pan dawał kasetę to mówił że będzie śmieszna a taka nie była . Bo śmieszność  to pojęcie względne-  powiedział  gość z wypożyczalni przy czym wyraz jego  twarzy  pasował bardziej do  żałobnika ,ale w tym smutku był bardzo szczery. 
De gustibus not diskutantum.  Jeżeli masz ochotę poklaskać u Rubika zrób to,  lubisz horrory czy romansidła   –oglądaj .  Jeżeli   jest ci  to potrzebne do tego aby dzień był  udany i pełny.  Pamiętaj tylko że ludzie różnią się od siebie  i bez naszej pozy wokół jest za wielu filozofów . Nie cierpię tylko  gdy  zmuszasz mnie do słuchania swych idoli szeroko otwierając okno w muzycznej ekstazie  lub w środku nocy  . Ja  na mojej wsi nie ciągnę  Jaśka do filharmonii a gdy przychodzi na  imprezę dobieram taką  muzykę która  tego wieczora ucieszy nas obu . Działa . Od piętnastu lat  lubimy wspólnie posiedzieć od czasu do czasu.
Pozowanie zawsze odwraca się przeciw nam .Nie tylko jest męczące ale zdarzyć się może że trafimy na znawcę  a on nie doceni  w nas  aktorskiego  wyjdziemy na parweniusza. Da Bóg jeżeli okażę się inteligentny  i litościwy  wtedy spyta słowami Młynarskiego ; Kogo udajesz przyjacielu kogo ? . W innym przypadku szkoda gadać .  Nie męczmy się by  być kimś kim nie jesteśmy.  Po latach maska wrasta nam głęboko w twarz  za późno by ją ściągnąć a po nocy piecze skóra na twarzy  i uwiera sumienie.

  

Antoni Relski
Skomentuj mnie
05 października 2008
 Góry w deszczu. Brrrr. W piątek po południu wyjechaliśmy małżeńsko do naszej chałupy w Gorcach. Tak taki dom w górach to czasem powód do dumy ,częściej obowiązek. Po zaproszeniu znajomych na weekend pędzimy na zakupy do marketu zaraz po ustaleniu karty dań a potem sobotę od rana kosiarka wrrrrrrrr !!!!!  do południa .Grabienie zbieranie i upychanie gdzieś zebranej trawy ,.Potem żywopłot ciach ciach   od sznurka. I jeszcze  zżółknięte liście przy tujach , żona w tym czasie jedzie podłogi  na szmacie  , rozciąga prześcieradła , obleka koce , wkłada kwiaty do pokoju żeby było tak swojsko. O już po 18.00 zaraz będą goście . Kiedy oddychamy rękawami zjeżdżają goście  -kochani imprezowicze. Gril już rozpalony , mięso w marynacie sztućce w pogotowiu, alkohole schłodzone . A  po dwóch kieliszkach  najczęściej facet zwraca się do swojej kobiety: może byśmy tak kochanie kupili sobie taki domeczek . I tak po południu kiełbaska ,piwko i te widoki. Oczy gości rozpalają się emocjami które ja pamiętam jeszcze  u siebie dwadzieścia lat temu w trakcie grili u znajomych. Nie wspominamy wtedy o kosiarce , grabiach czy tym podobnych nie istotnych wtedy narzędziach. Podobało się znaczy warto było tak zadymiać od rana.Jeszcze tylko pozmywać naczynia   i  do najbliższego grila. Teraz mija czas grili ,i imprez na świeżym powietrzu zostaje przygotowanie chałupy na zimę.  Jakieś garbienie liśći , zbieranie gałązek , taplanie się w błocie . I nikt tego nie pochwali chyba że kuna która z pobliskiego lasu zakrada się nocami po moje winogrona . Zdarza się  i tak jak w ten weekend że ze względu na deszcz pozostało na tylko dokładanie do pieca i oczekiwanie na zmianę pogody. Zmieniła się na lepsze dzisiaj na  godziny przed  wyjazdem  ze wsi . No cóż jeszcze kilka weekendów przed nami .  


  



Antoni Relski
3 komentarze
02 października 2008
Może Pan być albo szczupły albo szczęśliwy. Wybór należy do pana –powiedziała doświadczona życiem lekarka która chyba wolała być szczęśliwa o czym świadczył z lekka niedopinający się biały lekarski fartuch nadający  jej  ludzkich cech . Wielokrotnie życie potwierdziło mi prawdziwość  tej sentencji. Dzisiaj rano  stanąłem na wadze, cholera  75,3 kg .    Znaczy to że zbliżam się  do swojej górki wagowej  która z reguły wynosi   77 kg . Ostatnio co prawda  doszło do 78 ale to tylko wyjątek od reguły. Staje się  wtedy jowialny ,trochę ociężały zadowolony z życia ,poza  chwilą gdy muszę zasznurować buty ponieważ zmuszony jestem do maksymalnego wyciągnięcia rąk aż po same czubki palców czemu towarzyszy głośne sapanie . Psuje mi to wtedy  szeroko pojętą radość życia której nie poprawi nawet drożdżówką z dżemem  do kawy  i niestety przypomina o konieczności zrzucenia wagi . Po wypróbowaniu kilku diet uważam że najskuteczniejsza jest dieta NŻ ( nie żreć ) .Odrzucam  więc  pieczywo mój ulubiony chlebuś za który oddał bym wiele innych kulinarnych frykasów i zaczynam katować warzywa. Muszę  przyznać a nawet pochwalić się że w odchudzaniu potrafię być konsekwentny. Zrzucam wtedy  masę w sposób  zauważalny.  W pierwszym tygodniu ok. 3,5 kg w następnych po 1,5 –do 2 tygodniowo . Chociaż z upływem lat coraz trudniej osiągnąć mi zaniżoną wagę za cel stawiam sobie 70 -71 kg . Sznuruję wtedy bez problemu buty ,lekko  wbiegam po schodach i nie musze podświadomie wciągać brzucha gdy mija mnie atrakcyjna kobieta. Tracę jednak tą wewnętrzną radość  i przestaje Wierzyc tym szczupłym modelkom z reklam telewizyjnych które jedzą te ziarna dla ptaków popijają butelką wody mineralnej którą zawsze mają pod ręką i promienieją  radosną szczęśliwością . oszuści !  Humor i ochota do życia wraca mi tak po nabraniu 2 kg  i trwa  podnosząc się systematycznie  do wagowej górki. Po wewnętrznej walce uzyskuję triumf rozumu nad ciałem i zaczynam walkę z wagą . I tak cyklicznie .Uważam że łatwiej cyklicznie zrzucać 6 kg niż zmusić się do spadku o 15 .
Chociaż słyszałem skrajne komentarze działa na mnie dieta kopenhaska  . Próbowałem ą trzy razy zawsze z pozytywnym skutkiem. Obniżce wagi towarzyszą jednak efekty uboczne .  Jestem mocno osłabiony i co najgorsze dla faceta  zdarza się że obniża mi  się libido. Staram się więc  korzystać z niej nie częściej niż co dwa lata .
 Tak to w efekcie staję na wadze uczucie dumy rozpiera całe ciało ale towarzyszy temu brak chęci do czegokolwiek.  Szczupły czy szczęśliwy  ?  wybór  należy  do mnie. Od dwudziestu lat noszę ten sam rozmiar jeansów. W sytuacji gdy mierzę nowe w zadeklarowanym rozmiarze i mam problem z dopięciem na pytanie podać rozmiar większe niezmiennie odpowiadam ,  Dziękuję nie – wrócę za dwa tygodnie gdy powrócę do swego rozmiaru. Boże żebym umiał być tak konsekwentny w innych dziedzinach życia .
Te dwa tygodnie może zacznę liczyć od najbliższego poniedziałku

                                        




Antoni Relski
18 komentarzy
01 października 2008
Leonard  Cohen  koncertuje w Polsce. Dla mnie rewelacja .Jak już wspomniałem w poscie na temat wina jego piosenki bardzo ściśle związały się z moim okresem dojrzewania .Zaczynałem kochać i być kochanym wsłuchiwałem się setki razy w jego zachrypnięty  przepojony emocjami i alkoholem głosem . Uczyłem się na pamięć  tłumaczem Macieja Zembatego  .  Ba zrobiłem nawet własne tłumaczenia  Blue raincoat  oczywiście z dopiskiem : Gdziekolwiek  jesteś Leonardzie Cohenie wybacz mi  .Towarzyszył mi Leonard w chwilach radości smutku czasem  seksu . Cena biletów nie jest jednak  przyjazna nawet dla półwiecznych fanów   . Gdybym chciał zabrać że sobą moje Kochanie  przetransportować samochodem w te i nazad  na jakieś 600 km  i zająć jakiejś miejsce z którego coś widać z trudem zmieścił bym się w kwocie 1000 PLN. Wolę więc wmawiać sobie że  Suzane   czy Hallelujach   w kilkutysięcznej Sali trąci z lekka profanacją .Sam autor mówił zresztą w którymś z wywiadów że to dla kasy.  Wolę więc przepolerować  pomnikowe brązy  wspomnień bo  pomnikowych  idoli  coraz mniej  Okudżawa śpiewał  że : nad naszym zwycięstwem niejednym górują cokoły na których nie stoi już nikt .

   

Poniżej wiersz który napisałem w okresie fascynacji Cohenem tak  w 1979

Z bezsensów  w sensie zbudowany
Z tego co strzępem   jest uczucia
Duszę dalekie i te bliskie
Usta poufnie wielkich ludzi.
Dźwięk wibrujący  błoną ucha
Receptor w mózgu  gdzieś nawala
Uderzam w pustą strunę G
Radość młodości znów się spala
gdzieś szumią jodły moniuszkowskie
Cohen pijacko nuci z wola
Tylko tak cicho , po złodziejsku
Rwie się ma dusza niespokojna

  
Antoni Relski
3 komentarze