piątek, 29 listopada 2013

Zestaw niechcianych komplementów

Wszystko już było i rak i ryba ….

Czytam. Oczywiście, że czytam. Aktualnie materiały przeznaczone dla kobiet. Dzięki temu mam nadzieję, że wzbogacam swoją wiedzę o jakieś nowe aspekty. Spowodują one, że mój stosunek do kobiet a szczególnie do jednej poprawi się, a wzajemne relacje staną się jeszcze lepsze. Jednym słowem zapanuje idealny związek ciał i dusz. Co prawda czytając te brednie wyssane często wprost z małego palca od nogi, zastanawiam się po co mi ta wiedza?
Jej przydatność jest taka jak garba dla wielbłąda w zoo. Może już czas żeby zacząć pisać własne poradniki?
Przed tym powstrzymuje mnie obiegowa opinia, że teraz to wszyscy piszą a nie ma komu czytać.
Ale jak wspomniałem na początku ja czytam.
Ostatnio przeczytałem o zestawie najgorszych komplementów jakie kobieta może powiedzieć facetowi.
Gdzie ? W dziale kobieta w dzienniku pl.
Kiedy? Pewnie w łóżku, z pewnością po. A tak już całkiem dokładnie to dzisiaj, dzisiaj to czytałem
A więc uwaga, oto najgorsze komplementy jakie kobieta może powiedzieć mężczyźnie
1. Wyrobiłeś się - teraz jest mi z Tobą w łóżku znacznie lepiej niż na początku związku
To poniekąd prawda. faceci nie lubią słyszeć, że teraz są lepsi, bo to oznacza, że kiedyś byli gorsi.
Faceci zawsze są fantastyczni, nawet gdy jedynym ich doświadczeniem jest oglądanie materiałów „szkoleniowych” w internecie. Nawet gdy taki facet zgubi się w poszukiwaniu „tego” miejsca to jest to zagubienie fantastyczne i graniczące z jakimś mistycyzmem.
Pamiętam moje zagubienie, ale zupełnie nie czułem się wtedy mistycznie. Dzięki temu, że potrafiłem tupetem przykryć własne zażenowanie sytuacją, powiedziałem do partnerki
- Kochanie albo pomożesz mi ją znaleźć albo będziemy się bawili tak do rana.
Rzeczywiście pomogła i po chwili było już po zabawie.
Przy najbliższym spotkaniu mógłbym już usłyszeć komplement, że wyrobiłem się zwłaszcza w porównaniu z ostatnim razem.
Faceci nie lubią kobiet z doświadczeniem, bo one mają skalę porównawczą i może w tym tkwi zła sława zwrotu „wyrobiłeś się”.
Komplement tego typu od faceta nie boli, jest wręcz odwrotnie. Oczywiście mówię o sytuacji dalekiej od seksu.
Kiedyś gdy wracałem od Notariusza z jednym góralem, od którego kupiłem jeden ar ziemi, usłyszałem coś bardzo podobnego.
Franek siedział w samochodzie. Rękę trzymał w kieszeni, w tej samej w której miał pieniądze ze sprzedaży ziemi. Być może to ten namacalny kontakt z kasą tak go rozczulił, bo zamyślił się i po chwili powiedział:
- Jasiu mówił, że kiedyś to ciężko z tobą było wypić, boś się szybko spijał, ale teraz to hej!
Czy można sobie wyobrazić większy komplement do sąsiada z gór?
A to hej znaczyło mniej więcej a nawet dokładnie tyle, że się wyrobiłem.
2 Zmężniałeś, ale naprawdę Ci to służy; świetnie wyglądasz.
To tak jakby to samo w sensie wypowiedziane jak wyżej tylko, że lepiej ponieważ po słowach wyrobiłeś się złośliwi czasem dodają – jak gówno w betoniarce.
I tej betoniarki boimy się najbardziej.
3.Lubię Twoje szpakowate skronie - wyglądasz z nimi tak męsko
Tego nigdy nie traktowałem jak uszczypliwość. Siwizna od zawsze była męska.
Przynajmniej w moim mniemaniu.
Bo facet w ogóle powinien być metalowy.
Metalowy to znaczy że powinien mieć: srebro na skroniach, złoto w kieszeni i przepraszam za dosłowność, stal w spodniach.
Coś się może nie zgadza?
Poza tym w takiej Japonii mówienie komuś, że wygląda starzej a jeszcze lepiej, że grubiej jest od wieków traktowane jak komplement. Tam z pewnością największym zaufaniem darzeni są zawodnicy sumo na emeryturze.
4. Czuję się z Tobą jak ze starszym bratem
No tak. To jest nieręczne. To jest nawet bardzo niezręczne, a każdy gest wykonany później ma jakieś dewiacyjne zabarwienie.
Czy może być jeszcze gorzej?
Może
Kiedyś jeden facet poprosił żonę aby powiedziała mu coś co go równocześnie ucieszy i zasmuci.
Żona pomyślała chwilę i rzekła
- Masz większego penisa od swego brata.
No i proszę co za wyszukany komplement. I wiąże się w jakiś sposób z punktem pierwszym zestawienia. Z porównywaniem.
I na koniec
5. Miły z Ciebie facet i porządny człowiek...
To komplement który ma najwłaściwsze zastosowanie przy pożegnaniu odchodzących na emeryturę, albo odchodzących z tego świata. W innym przypadku trąci jakąś dalszą ale jednak perspektywą rozstania.
Bo przecież od czasu do czasu chcemy żeby nasz partner okazał się nie taki znów porządny i miły. Okazuje się, że ponad połowa kobiet ma fantazje w którym facet bierze ją siłą zdzierając z niej ubranie. Niechby jednak własny mąż zaciągnął rajstopy, robi się rejwach na całą okolicę.
A facet do tego rwania jest gotowy, boi się tylko konsekwencji. Najłagodniejsza z nich jest odkupienie owych rajstop.
Stuknę się jednak we własną pierś.
Kiedy pisałem list pożegnalny do jednej dziewczyny, użyłem argumentu, że muszę odjeść ponieważ zacząłem o niej myśleć jak o kobiecie, a nie zastanawiałem się jeszcze nad swoja przyszłością.
Byłem bardzo dumny z tej kwestii.
Dostałem bardzo krótką odpowiedź
- Mama mówi, że ja to mam szczęście do porządnych ludzi.
Nie przyjąłem wypowiedzi tamtej mamy jako komplement.
Bo chyba nim nie był.

Bezsenność

Pan Nieistotny spojrzał na zegarek rozświetlający mrok pokoju, było kwadrans po północy.
Przysnął na chwilę ale był pewien, że nie słyszał samochodu wjeżdżającego na podjazd.
Profilaktycznie jednak wstał z łóżka i spojrzał na podjazd. Lampa uliczna znajdująca się jakieś dwadzieścia metrów dalej, sączyła żółte światło które przeciskało się pomiędzy prętami ogrodzenia, tworząc wyraźnie proste cienie. Podjazd rzeczywiście był pusty.
- Nie dzwonił Młody?
- Nie - odpowiedziała cicho z drugiego pokoju Najważniejsza.
Ona też nie spała nasłuchując.
Dobrze znany dźwięk niskich tonów wydobywający się soundwoofera w samochodzie Młodego nie pojawił się tej nocy. Jeszcze od trzeciej trzydzieści Nieistotny powtórzył procedurę wyglądania przez okno i pytania małżonki o telefon lub krótką wiadomość tekstową czyli SMS od Młodego. Bez rezultatu.
- Za wcześnie było by wstawać i już chyba za późno by zasnąć głębokim snem – pomyślał. Leżał więc na plecach obserwując kątem oka elektroniczny zegarek. Cyfry zmieniały się bardzo powoli, a on rozważał czy bardziej martwi się o Młodego, czy też jest zdenerwowany jego niefrasobliwością.
Zdenerwowany? Może na początku.
- Niech no tylko przestane się martwić, wtedy się naprawdę wk..wię - obiecał sobie.
Kiedy zegarek pokazał szóstą piętnaście wstał i wszedł do łazienki. Codzienny rytuał trwał dokładnie tyle samo co wczoraj i przedwczoraj. Co to znaczy praktyka.
Wszedł do pokoju żony, ale spała więc postanowił jej nie budzić. W kuchni postawił wodę wrzucił dwie grzanki do tostera i włączył radio.
Tematem wiadomości było aresztowanie sporej grupy w jednym z krakowskich hoteli. Pogłośnił aparat i już oczami wyobraźni widział Młodego prowadzonego do radiowozu. Spiker nie podał więcej szczegółów więc wyobraźnia dopowiadała sobie co chciała. Korowód scen przewijał się przed jego oczami. A przecież nie miał do takich myśli żadnych podstaw.
Jednak Młody tak enigmatycznie wczoraj mówił, że jedzie do miasta coś załatwić. To „coś” nie dawało mu spokoju. Dlaczego umysł najpierw podpowiada czarne scenariusze?
Wrzucił do zmywarki naczynia i kiedy mijał pokój żony zauważył, że nie śpi
I co?
Przysłał wiadomość o szóstej trzydzieści. Zdał wczoraj egzamin w przedterminie. Potem został u Pauliny. Z jej ojcem wypili po kielichu i został na noc.
No tak, z łazienki nie słyszał piknięcia.
- To czemu nie dał znaku życia? - spytał jakby pro forma
- Bo telefon był a drugim pokoju. Jak zwykle.
- No to przestaję się martwić bo dodatkowo nakręciło mnie radio, teraz zaczynam się złościć.
Kiedy spotkali się wieczorem pogratulował najpierw zdanego egzaminu, podziękował za pomalowanie kratki, a na końcu dodał.
- Synu robię to tylko po to byś nie stracił wiary we mnie. Żebyś wiedział, że w każdej sytuacji dotrzymuję słowa. Pamiętasz jak po kilku nieudanych prośbach o informację, że nie wrócisz, podjąłem pewna decyzję?
-???
- Otóż powiedziałem, że jeżeli zrobisz tak raz jeszcze to nie zapłacę jednego miesięcznego abonamentu za twój telefon. Listopad jest więc pierwszym miesiącem. Mam nadzieję że nie przejdzie mi to w nawyk. Najważniejsze to dotrzymywać danego słowa – dodał na zakończenie.
Do terminu zapłaty jeszcze dziesięć dni. Jak będzie mądry spróbuje negocjować.
Szczególnie że ten egzamin zdany w przedterminie podziałał na wyobraźnię Jana Marii.


środa, 27 listopada 2013

Komu to przeszkadzało ?

Jest taki dowcip opowiadany przez Laskowika i Smolenia w programie „Z tyłu sklepu” jeszcze w czasie problemów z zaopatrzeniem w socjalistycznych sklepach.
Facet wchodzi do spożywczego i rozgląda się po pólkach. Widząc mizerię zaopatrzenia, pyta sprzedawcę
- A to jest ten sam sklep co tu był przed wojną?
- Tak ten sam.
- To tu Panie przed wojną stały beczki z czerwonym kawiorem, czarnym kawiorem. Panie, komu to przeszkadzało?
Czasy się zmieniły sklepy puchną od ilości towaru wyłożonego na półkach a pytanie pozostaje nadal aktualne
- Panie komu to przeszkadzało ?
Oczywiście pytanie dotyczy całego mnóstwa innych spraw.
A jedną z nich to telewizja.
Dwa kanały na obywatela i film dla drugiej zmiany i po słowiańsku przaśne i lniane.
Już nawet nie konopnie-lniane, bo moda na zioło pojawiła się później.
Było jednak coś co przykuwało obywatela do fotela w poniedziałkowe i czwartkowe wieczory.
Poniedziałkowy teatr telewizji i czwartkowa Kobra.
Czyli razem teatr dla wszystkich. Przewodniczący Radiokomitetu niczym Wyspiański mógł mówić - teatr swój widział ogromny, bo przecież przy takiej widowni.
Pojawiał się też teatr telewizji na świecie.
Dzięki temu mogłem oglądać jak z rolą Hamleta radzi sobie Jan Englert, Laurence Oliwier czy Inokientij Smoktunowski.
Może nie było kanału MTV, ale miałem to poczucie wyjątkowości. Wierzyłem w to, że jesteśmy w czołówce intelektualnej telewidzów na świecie.
A może i tak było, bo nam się chciało siedzieć na schodach w Stary Teatrze by tylko oglądać Dziady wg Świniarskiego?
Teraz gdy pytam Młodego czy obejrzy coś z klasyki, odpowiada dyplomatycznie – Już to widziałem
- Ja też – odpowiadam - cztery razy.
I co ? I siadam i oglądam.
Może wtedy nie było telewizyjnych oper mydlanych. Telenowele wypłukują mózg i uzależniają. O tym, że ogląda się na własne ryzyko powinna informować plansza przed każdym odcinkiem.
Kiedy słyszałem o misji telewizji publicznej, zauważyłem odejście od wspaniałej tradycji teatru w TV. A teraz kiedy zaczęło się mówić, że ta misja to bzdura, zaczęły się pojawiać.
Kiedyś Moralność Pani Dulskiej w ciekawej obsadzie, a w ostatni poniedziałek Kobra.
I co? I okazało się, że nie jest z nami jako świadomymi telewidzami źle. Jaki przeczytałem w Onecie: Teatr Sensacji "Kobra" zaliczył wyjątkowo udany powrót na antenę TVP– emitowane na żywo "Dawne grzechy" w TVP1 obejrzało prawie 1,6 mln widzów. Wynikiem tym "Kobra" przebiła równie znakomity tegoroczny wynik premierowej "Moralności Pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Marcina Wrony, którą 25 marca br. oglądało 1 mln 542 tys. osób (udziały: 9,5 proc.). Spektakl "Dawne grzechy" miał także większą widownię niż prezentowane na żywo 22 kwietnia trzy jednoaktówki Aleksandra Fredry.
Ja nie dyskutuję czy Idole telenoweli grali bardziej czy mniej płasko, to sprawa indywidualnego odbioru.
Mnie cieszy kolejna jaskółka, która mam nadzieję wiosnę uczyni.
Poza tym dobry teatr to role dla młodych i dojrzałych aktorów. Tu nie ukrywa się że starość jest ważnym elementem życia, a doświadczenie życiowe nie do przecenienia.
To szansa dla wspaniałych aktorów jak Pszoniak, Fronczewski, Englert, Seweryn.
Dla nich? To szansa dla nas abyśmy nie zapomnieli co to jest i jak wygląda prawdziwe aktorstwo.
Może te dane to będzie jakąś wskazówka dla młodych specjalistów od marketingu. Może warto iść w tym kierunku?
Nie mam nic przeciwko temu by przed dobrą sztuką teatralną usłyszeć, że sponsorem Teatru TV jest producent kabanosów wieprzowych Tatarkiewicz.
Przecież od zawsze sztuka na pasku bogatych. Dzięki kontaktom ze sztuką szelest ich pieniędzy stawał się jakby odrobinę szlachetniejszy. A korzystali na tym wszyscy
A więc co ?
Jak to co? Więcej teatru w telewizji

Profesjonalistki

Kilka lat temu, jedna pani poseł, dwojga nazwisk stwierdziła, że o pewnych zasadniczych sprawach nie może decydować przypadkowe społeczeństwo.
Wywołała tym spore oburzenie i komentarze.
Bo przypadkowe społeczeństwo nie mogło decydować, ale wybór tego powtórzę przypadkowego społeczeństwa prawomocnie namaścił panią poseł do takich decyzji?
Kto dziś jeszcze pamięta tamta panią?
Polityczne sympatie są bardzo kruche i noc stop nastawione na zdradę i porzucenie.
Problemy zaś jak były tak są i mają się całkiem dobrze.
Jakie one są różne w zależności od tego z której strony się na nie patrzy.
I w zależności od pozycji człowiek patrzy na problemy inaczej. Jak to powiedział klasyk w jednej ze swoich fraszek?
Na każdym etapie człowiek inaczej po dupie się drapie.
Tematem poniższych rozważań nie jest jednak jakże praktyczna umiejętność drapania tyłka, a ów profesjonalizm który z przypadkowością nie powinien mieć nic wspólnego.
A tu dookoła sami amatorzy. W rządzie amatorzy coś przeoczyli, w opozycji amatorzy zapomnieli, że sami będąc u władzy robili to samo. I tak w którą stronę nie spojrzeć są. Z wyjątkiem być może sportu amatorskiego, bo kto tylko założy na siebie sportowe majtki, chciałby pociągnąć kasę, choćby za udział w reklamie leku na wzdęcia.
Najgorzej jest tam gdzie tradycje profesjonalizmu powinny być najdłuższe, czyli w tak zwanym najstarszym zawodzie świata.
Panie oprócz łacińskiej nazwy swojej profesji nazywane bywały też pracującymi dziewczynami, lub właśnie profesjonalistkami.
Usługa profesjonalistki nie jest tania. W zamian otrzymuje człowiek pełny serwis usług, zgodnie z wcześniejszą umową oraz, co najważniejsze, dyskrecję.
Powtórzę to ostatnie słowo dyskrecja.
Znane są historie o terapeutycznych właściwościach takich usług, a przynajmniej o poczuciu ulgi po, z zaraz przed poczuciem winy, które prędzej czy później nastąpi.
Być może któreś z tych uczuć jest na pokaz, ulga albo poczucie winy, ale nie wiem, które nie jestem psychoterapeutą.
Mit dyskretnej dziwki można już między bajki wsadzić. A jeżeli już mowa o wsadzaniu to wróćmy do głównego nurtu.
Wszystkie media brukowe podają informację o tym, że niejaki Bieber czyli śpiewający idol czternastolatek skorzystał z obsługi profesjonalistki. Pewnie i nie pierwszy raz.
Dziwi tylko fakt że płacił za coś co większość fanek gotowe rzucić do stóp idola w prezencie.
Być może jednak on oczekiwał kwadransa profesjonalizmu.
Niestety profesjonalistka okazała się zwykłą amatorką i umieściła w Internecie film ze śpiącym po numerku idolem.
Zaraz też zaczęła prężyć się przed kamerami i aparatami, opisując dokładnie szczegóły budowy anatomicznej Justina.
Zrobienie loda i pokazanie cycków już predestynuje do stania na ściance i udziału w promocji nowych podpasek.
Gdybym był ojcem Bibera z pewnością przełożyłbym go przez kolano i stłukł dupę za całokształt, zanim zrobi to ktoś obcy. Licząc się nawet z tym, że syn obetnie mi kieszonkowe.
Tylko, że to jedna strona medalu. A druga to pytanie wołającego na puszczy
co się stało z profesjonalistami?
O tempora o mores !


poniedziałek, 25 listopada 2013

Katalog

Jesień wzorcowa. Wilgotno, chłodno, dodatkowo wieje. To co nie zrobione w ogrodzie pewnie pozostanie w tym stanie do wiosny. Trzeba przestawić się i szukać sobie prac w cieple czyli w domu.
Pan Nieistotny nie musi znowu tych prac tak specjalnie szukać. On się o nie potyka gdy tylko wejdzie do domu. Chce jednak dać sobie chwilkę, aby oddzielić jeden cykl od drugiego, inaczej to wszystko się pomiesza. Mówiąc krótko marzy o weekendzie w którym mógłby się mówiąc kolokwialnie poopieprzać. Tylko on fotel i pilot do TV. Że już o tym pisał?
Może i pisał, marzenie dalej pozostaje tylko marzeniem.
W ostatnia sobotę zerwał się jak co dzień a nawet wcześniej. Szybko zjadł śniadanie, wypił kawę i ruszył w drogę do domu rodzinnego.
Matka kupiła sobie nową pralkę automatyczną i ponieważ jest tam o kilka guzików za dużo, wymogła na nim te instruktażowa wizytę. A to tylko sześćdziesiąt kilometrów.
Matka też zdaje sobie sprawę z odległości i wykorzystała tę wizytę na maksa. A więc cmentarz i porządkowanie grobów, wymiana węża do prysznica, ocena stanu odpływu (do naprawy w drugiej kolejności) No i oczywiście instruktaż z pralki.
Kiedy wrócił było już po piętnastej. Po drodze jeszcze dzwoniła teściowa, odebrał nie bacząc na mandat. Pytał czy znajdzie chwilę by zajrzeć do niej w sprawie montażu szafki w łazience. Będzie musiał.
Po obiedzie wyciągnął dobre wino i otworzył w celu oddychania.
Kiedy wino raczyło się powietrzem, zajrzał do Internetu. Jako posiadacz pewnej platformy cyfrowej postanowił skorzystać z dobrodziejstwa wypożyczalni VOD.
Za niewielkie pieniądze można legalnie obejrzeć film w przyzwoitej jakości.
Niestety Jan Maria jest odrobinę wymagający. Nie jest fanem filmów w których pokazano w każdym możliwym ujęciu jak można dać lub dostać w mordę. Uważnie przeglądał ofertę.
Prawdę powiedziawszy już wcześniej napalił się na Wielkiego Gatsbiego z Di Caprio. Niestety z niewiadomych przyczyn film spadł już repertuaru, chociaż dopiero całkiem niedawno się pojawił.
W sumie okazało się, że nowości to raptem siedem filmów. To i tak dużo, bo wszystkich oferowanych filmów było dwadzieścia. Z prostego przeliczenia wynika, że co trzeci film był nowością. I to z zasadzie mógłby być koniec historii, gdyby nie katalog filmów dla dorosłych.
Znajdowało się tam aż sześćdziesiąt pozycji. Sześćdziesiąt pozycji, co daje nam statystycznie trzy pornosy na jeden film o neutralnej treści, wliczając w to horrory i filmy klasy C, D i E.
Jan Maria nie będzie psioczył, że to koniec świata, bo sam widział parę takich filmów. No dobra paręnaście i widok trzęsącego się tyłka nie jest mu jakoś specjalnie dziwny.
Chodzi o to, żeby za własne pieniądze miał ambitny wybór jak inni w pornosach. Bo tam proszę bardzo : są mamuśki i nastolatki, czyste i brudne, owłosione i wydepilowane, czarne i białe. Drobne i obdarzone przez naturę i tak ze dwadzieścia innych klasyfikacji, od koloru do wyboru.
Z drugiej jednak strony w czasach gospodarki rynkowej oferuje się to co klient chce oglądać.
Tak duża podaż filmów 3X świadczy o ogromnym popycie na owe trzęsienie tyłkiem.
Czyżby więc Jan Maria Nieistotny znalazł się w ambitnym gronie miłośników filmów niszowych, a ów Gatsby do takich się kwalifikował? 

Klepsydra

Z wiekiem przychodzi zmiana sposobu oglądania rzeczywistości. Facebook schodzi na plan dalszy a pierwszoplanowa jest informacja o terminach pogrzebów. Dodatkowo dla tych którym Facebook nic nie mówi a internet to siedlisko zła ta druga informacja jest w pewnym wieku całym życiem. No może poza dniem w którym listonosz przynosi emeryturę.
Od pewnego czasu obserwowała właśnie tę tablicę. Pomalowane na czarno, przyjmowały na swoją powierzchnię informację o tych co odeszli. Było ich kilka w mieście. Najbardziej oblegana była ta koło kościoła i druga w okolicy targu warzywnego. Baz względu na lokalizację wyglądały tak samo, klepsydra obok klepsydry. Bo bez względu na to czy jest kryzys czy gospodarczy wzrost ludzie umierają. Standardowa klepsydra zawiera najczęściej imię i nazwisko, wiek, termin pogrzebu i na samym dole informację kto o uroczystości zawiadamia.
A odchodzą zawsze najukochańsi i wspaniali. Wychodzi na to, że życie łaskawe jest dla wrednych i chamowatych. Zwyczajowo jest i krzyż, w górze z boku z elementem roślinnym lub na skromnie.
Zwykle dwie literki Ś.P. W tradycyjnie katolickim społeczeństwie jest to element wręcz niezbędny. W dalszym ciągu nikt nie chce manifestować i zadrażniać, zwłaszcza wobec potęgi śmierci. Podeszła bliżej i spojrzała na nazwiska. Od wielu lat biorą już z jej półki. Można nawet powiedzieć, że na jej półce zrobiło się już przestronnie i komfortowo.
- Marciniak – przeczytała – Pamięta tego pogodnego starszego pana. Mieszkał w okolicach kościoła i prowadzał się pod ręką z żoną, do czasu gdy ona nie odeszła z tego świata, po trzech miesiącach choroby. On sam stał się smutny i jakby nieobecny. Umarł po pięciu latach od pogrzebu żony.
Ona pamięta go jeszcze z podstawówki. Grał w piłkę siatkową w szkolnej drużynie. Gdzieś tam na świecie wojna znaczyła ofiarami pola bitew, a oni tłukli te piłkę na zajęciach fizycznych. Jakby pomimo temu wszystkiemu. Młodość ma w końcu swoje prawa.
Jastrzewska lat 77- zaczęła szperać w pamięci – To Kowalczyk z panny, po mężu Jastrzewska. Też pamięta, chociaż akurat z nią miała mniejszy kontakt. Córka przedwojennego adwokata nie bratała się z cała klasą. Trzymała się za rękę z Zosią co była córką lekarza. A potem ten zginął we wrześniu trzydziestego dziewiątego. W czasie okupacji Zosia z matką gdzieś wyjechały. Nie wróciły już na stare śmieci. Mówili, że to była Żydówką. To by tłumaczyło ten brak powrotu.
I jeszcze ta najwyżej.
Wspięła się na palcach by odczytać litery. Są chwile kiedy okulary do czytania przydają się bardziej.
W.... a... Co???
Zaniemówiła. Serce podskoczyło jej do gardła, ciśnienie skoczyło do góry.
Na białej kartce z czarną ramką dokoła odczytała swoje panieńskie nazwisko, zaraz obok znajome imię.
Klepsydra informowała o śmierci jej brata. Według tej informacji pogrzeb odbył się już dwa dni temu.
O smutnych uroczystościach zawiadamiały dzieci z rodzinami.
Zgadzało się wszystko, imię nazwisko wiek i rodzina. A więc dlaczego ona o tym nie wiedziała?
Fakt, że od tygodnia czuła się gorzej i nie wychodziła zupełnie z domu. Jak już to tylko po to by wyprowadzić psa. Zresztą mały pies od biedy siknął sobie na balkonie. Ona będąc nad wyraz dla niego wyrozumiała, nie krzyczała tylko szybko sprzątała ślady działalności, w przeliczeniu równie starego jak ona kudłatego pupila.
Jak pijana szła ulicami miasta, trzymając w ręce torbę z warzywami kupionymi na targu. Myślała o powodach tego pominięcia jej w uroczystości.
Brat miał osiemdziesiąt cztery lata i szorstki charakter. Prawdą jest też, że od zawsze krytycznie wypowiadał się o urzędnikach Pana Boga. Zawsze znalazł okazje by przywalić im z grubej rury, a wydarzenia ostatnich lat ze szczegółami opisane w popularnej brukowej prasie, znacznie mu to ułatwiały. Wiek i doświadczenie mają w końcu swoje prawa.
Stąd być może i brak krzyża na owej feralnej klepsydrze, którego braku w pierwszym odruchu nawet nie zauważyła.
Wróciła do domu i w podręcznym notatniku znalazła numer telefonu do bratanicy.
- Halina ? - Zapytała gdy nawiązano połączenie.
- Cześć Ciociu, to dobrze, że dzwonisz. Wiesz już jakie nas spotkało nieszczęście?
- Dzwonię w tej właśnie sprawie. Dlaczego nikt nie dzwonił z informacją o pogrzebie?
- Dzwoniłam, ale pojawiał się komunikat, że nie ma takiego numeru.
Fakt, jakiś czas temu zmieniła i zastrzegła sobie numer telefonu, mając dość nękania jej dziwnymi telefonami. Na nic zdało się zapewnienia własnych dzieci, że takie telefony od handlowców wszelkiej maści to już norma. Ona wiedziała swoje, a ponieważ jak to się mówi - płacę i wymagam - Wymusiła na firmie telekomunikacyjnej zmianę i zastrzeżenie numeru. Oczywiście brat znał jej nowy numer, ale po jego śmierci informacja stała się niedostępna a więc i niepraktyczna.
- Ciotka Zośka wiedziała, bo z nią rozmawiałam. Nie przekazała ?
- Nie.
- Może to dlatego, że uroczystości przy trumnie odbyły się bez obecności księdza.
Tak. To mógł być powód. Nie pytała czy to brat nie życzył sobie tej obecności, czy może zdecydowała o tym jego córka, które wraz mężem jest praktykującym Świadkiem Jehowy.
Jakie to ma teraz znaczenie. Jakie to ma w ogóle znaczenie?
W domu przedpogrzebowym odbyły się modlitwy nad urną z prochami, a potem odbył się pogrzeb.
Dlaczego jednak siostra nie zadzwonił do niej z tą informacją?
I tę zagadkę udało się wkrótce rozwiązać.
Siostra jest dumną matką księdza. Jej młodszy syn robi karierę w strukturach i od lat pełni w różnych miejscach odpowiedzialną funkcję proboszcza.
Wszyscy w rodzinie dbają bardzo o to by nic nie stanęło na ścieżce kariery księdza proboszcza.
Ponieważ wspomniana siostra uznała, że taki bezbożny pogrzeb to wstyd dla katolickiej rodziny, uruchomiła swoje kanały, to znaczy zadzwoniła do najbliższego jej sercu proboszcza.
Ten z kolei zadzwonił do córki zmarłego z żądaniami organizacji kościelnego pogrzebu.
Na nic zdało się pokrzykiwanie do słuchawki.
Halina nie planowała działać pod dyktando rodziny. A jeżeli takie było ostatnie życzenie zmarłego ?
Skończyło się na odłożeniu słuchawki, co wydaje się najbardziej kulturalnym sposobem zakończenia tego telefonicznego konfliktu. Halina zrobiła po swojemu.
W efekcie nikt z najbliższej rodziny księdza nie pojawił się na uroczystości, a siostra doszła z pewnością do wniosku, że nie warto zawracać sobie ani innym głowy takim wydarzeniem.
A wydawać by się mogło, że najważniejszy jest człowiek i jemu chce się towarzyszyć w ostatniej drodze, choćby z powodu pokrewieństwa krwi. Dla niektórych najważniejsze okazuje się jednak kropidło. Ktoś jednak w imię miłości bliźniego zdecydował, że bez kropidła takie towarzystwo jest całkiem zbędne.
- Ileż pracy przed Papieżem Franciszkiem – stwierdził Syn któremu opowiedziała tę historię.
Była mocno zbulwersowana tym brakiem informacji i chociaż należy do osób głęboko religijnych nie miałaby nic przeciwko tej uroczystości.
- W końcu - jak mówi – Brat zawsze mówił źle o księżach.
Dodaje jeszcze jedno - Przecież każdy z nas sam będzie musiał odpowiedzieć za swoje życie.
- I w tym mamo jest cała nadzieja – podsumował jej syn

czwartek, 21 listopada 2013

Syk węża

Ta wiadomość normalnie poraziła mnie i wbiła w fotel. Doczekałem do kolejnych wiadomości by ją potwierdzić. Stało się.
Teraz to już niemal pewne: pięciu żyjących członków słynnej grupy komediowej planuje wspólny występ na scenie. Szczegóły tego spektakularnego powrotu zostaną ujawnione w czwartek czyli dzisiaj, podczas konferencji prasowej.
O kogo chodzi?
O nich. To  Michael Palin, John Cleese, Terry Jones, Terry Gilliam i Eric Idle.
Brak w tym towarzystwie Grahama Chapmana który zmarł w 1989 roku. Wszystko wskazuje więc na to, że  sławni Pythoni powrócą.
Na razie nic nie wiadomo, ponoć na scenie, a nie w filmie lub serialu telewizyjnym. Nie wiadomo też, czy komicy przygotowują nowy materiał, czy też bazować będą na klasycznych skeczach jak ten o chrupiącej żabce czy treserze lwów.
Każdy oglądał, nielicznym tylko nie podobał się ten absurdalny angielski humor. Sam uważałem, że nakręcony w 1979 r Żywot Briana ociera się o granice przyzwoitości i poprawności religijnej.  Ale piosenka końcowa wpadła mi w ucho zaraz. Kto nie słyszał tej piosenki - Zawsze patrz na jaśniejszą stronę życia. Ileż to razy przywróciła mi wiarę w sens tego co robię.
Dla Monty Pythons nie było nic świętego. Uwielbiam w dalszym ciągu i pasjami oglądam przy każdej okazji "Sens życia według Monty Pythona" z1983r.
Tam dołożyli wszystkim. Sprawiedliwie i po równo dostało się  grubym i chudym, mądrym i głupim, chrześcijanom i protestantom.
A telewizyjne skeczy w serii - A teraz z innej beczki?
No to w czym problem?
W tym, że John Cleese od tamtego czasu znacznie postarzał się i z pewnością nie powtórzy z taką gracją skeczu o Ministerstwie Głupich Kroków. Jestem gotów jak to się mówi postawić dolary przeciwko orzechom.
To bardzo trudne po latach zejść z ołtarza uwielbienia pomiędzy normalny lud.
Sam lud już nie jest taki sam, wyrosło nowe pokolenie, a młode wilki za nic mają autorytety.
Oni po prostu  na dupę mówią dupa. Pythoni bazowali na niedomówieniach.
Po co więc ten come back?
Z pewnością nie brakuje firm które gotowe wyłożyć okrągłą  sumkę dla każdego z członków zespołu tylko po to by firmować to wydarzenie. W domyśle ściągnąć kasę od sentymentalnych pięćdziesięciolatków. Starsi oszczędzają na emeryturze.
Chyba mam w tym trochę racji, ponieważ Terry Jones zażartował w następujący sposób
- Mam nadzieję, że dzięki temu zbijemy fortunę i wreszcie spłacę hipotekę
A sam Cleese też ma wydatki. Kolejny rozwód kilka lat temu chyba mocno nadwyrężył portfel artysty. O reputacji nie wspominam z litości, bo młoda żona ze szczegółami opisywała  doświadczenia z sypialni, albo raczej ich brak.
Legenda wielu grup rockowych, czy innych artystów trwa pomimo upływu lat tylko dlatego, że grupy te kiedyś się rozpadły. Słuchamy i tęsknimy. Tęsknota zaś potrafi wiele wybaczyć
Świadomy tych mechanizmów lider Perfectu chciał zamknąć interes pod tym szyldem, wtedy kiedy wszyscy uważali, że to szkoda dla muzyki.
A Lady Punk? Powszechna opinia brzmi - tak ale z pierwszych płyt.
I tak to leci.
Gdzie tam Borysewiczowi do Pythonów. Nie ta waga nie ta branża. Zasada jednak ta sama.
Kiedy minie pierwszy zachwyt, że oto na scenie legenda, że jestem świadkiem tego co się zdarzyło a zdarzyć nie powinno pozostanie sympatia. Dużo sympatii, bo czy syk pytona z użyciem sztucznej szczęki będzie brzmiał tak samo czysto?
Mam głęboko w sercu całą ekipę, pytanie które sobie stawiam to czy chcę ich widzieć na scenie.

O stawianiu spraw do pionu

Z niechęcią ale aby być na bieżąco, Pan Nieistotny śledzi zmiany na polskim rynku politycznym.
Coś tam się rodzi coś umiera. Ktoś ewoluuje ktoś inny wykonuje Twój Ruch.
- Mój ruch? - zdziwił się Nieistotny – Przecież mój ruch należy do mnie.
Ja by to nie zabrzmiał złowieszczo to jednak prawda. W dobie powszechnej cyfryzacji i podglądactwa w jednym, nie dość, że całe tabuny wiedzą jak wygląda każdy twój ruch to jeszcze go naśladują.
I nie pomaga nawet świadomość, że to tylko nowa nazwa starego ugrupowania.
Jan Maria z definicji olewa cała politykę, bo trudno znaleźć ludzi którzy w tak profesjonalny i zawodowy sposób mówią jedno a myślą drugie.
Znając swojego męża, Najważniejsza mocno zdziwiła się kiedy ten wczoraj siedząc w salonie, zaraz po wieczornym serwisie informacyjnym zapytał ją tak od niechcenia
- Czy ty wiesz co oznacza skrót PJON?
- Tak to nazwa tej partii politycznej co to się tak źle odmienia – odpowiedziała po namyśle i na własną rękę zaczęła nawet rozszyfrowywać skrót - Polska Jest …... Oczywiście Najważniejsza. Skończyła zadowolona z siebie, ale zaraz dodała - Nowa Minister od szkół kiedyś tam była.
- Była była ale się zbyła – potwierdził częściowo wypowiedź żony - Pytanie jest o tyle podchwytliwe, że zadałem je w tej chwili. Otóż partia nazywa się w dalszym ciągu PJN co znaczy Polska Jest Najważniejsza. Natomiast owo tajemnicze PKON to „ Pozycja Jednoczesnego Orgazmu Natychmiast” Tu nawet jest napisane, że wspólny orgazm nie musi być mrzonką.
- Wspólny orgazm po statystycznych trzech minutach seksu? Czyli skończyć równocześnie to wyczyn taki jak dostać się do Sejmu z list...
- A coś ty się kobieto tak rozpolitykowała – przerwał jej Nieistotny - O zadowoleniu wspólnym rozmawiamy.
- No to co trzeba zrobić ?
Tu piszą, że trzeba uruchomić fantazję, wydłużyć grę wstępną i odnaleźć wspólny rytm czyli dopasować się. A cha i w którymś momencie chyba unieść nogę.
- Też mi wynalazek ten PJON – żachnęła się Najważniejsza.
- Ja też podejrzewam - posumował Jan Maria - że ten skrót to element negatywnego PR-u, wymyślonego dla tej partii przez konkurencję. A poza tym każdy facet wie, że pjon a w zasadzie pion jest najważniejszy.
-To męski punkt widzenia – stwierdziła Najważniejsza.
- I szowinistyczny – dodał samokrytycznie Jan Maria. - Ty jesteś dla mnie najważniejsza.
- Mam nadzieję, że nie tylko w tym kontekście – odgryzła się.
- Ech te konteksty - zaczął Jan Maria, ale musiał na tym poprzestać bowiem w drzwiach pojawił się Młody, który jak widać nie da rady żyć samą miłością.
- Jest co do jedzenia? - spytał od progu.
- A może tak na wstępie zacząć od choćby małego „cześć”
- Ty jak zwykle ze swoją gra wstępną. To co ? Jest coś do żarcia?
- Jaki od podobny do ciebie stwierdziła uspokajająco Najważniejsza.
To ostatnie stwierdzenie małżonki wcale nie wpłynęło kojąco na Jana Marię


środa, 20 listopada 2013

Kwalifikacje

Ponoć gentlemani porzucili zegarki. W komórce też można sprawdzić godzinę, a mniej wpada w oko na konferencjach prasowych.
Co prawda Pan Nieistotny w żadnych prasowych konferencjach nie występuje, ale postanowił uderzyć się w piersi. Jest wyjątkiem bo bije się we własne.
Posiada kilka zegarków, przy czym dwa są prezentem od małżonki. Nie dość że wszedł w ich posiadanie w ten potępiany ostatnio sposób, to jeszcze jeden z rocznicowych zegarków dostał rzeczywiście prawie dwa lata po jubileuszu.
Dodatkowo jak w jakimś prawie serii, nie zgłosił faktu uzyskania korzyści w żadnym formularzu PIT. Sam nie wie czy jest to jakaś okoliczność łagodząca ale i on zrewanżował się swojej ślubnej ofiarując jej zegarek z okazji urodzin.
Z tych dwóch otrzymanych zegarków oba są oryginalne, stwierdził to zegarmistrz wymieniając w jednym, tym droższym cały tak werk czyli tak zwaną maszynerię
Mówił, że to się nie opłaca, ale Jan Maria stwierdził - wartości emocjonalne nie mają dla mnie ceny.
Z przyzwyczajenia chodzi z tym starszym i tańszym uważając, że w przypadku uszkodzenia strata będzie mniejsza.
A drugi? Drugi sobie tyka spokojnie za szybą szafki stojącej w pokoju Nieistotnego.
Czy w ten sposób Nieistotny nie posiada kwalifikacji do bycia ministrem?
A może tylko do odwołania? Ale żeby odwołać to trzeba najpierw być, a więc kwalifikacje są.
Są w jego kolekcji również dwa zegarki od lobbystów. Jeden z przemysłu gipsowego, a drugi papierniczego.
W obydwu najdroższym elementem są baterii zasilające mechanizm, a więc z tego powodu na kwalifikowały się do żadnego rejestru korzyści.
A więc - Panie Premierze, tu jestem – zawołał Jan Maria Nieistotny.
A tak na marginesie, ktoś mądry wytłumaczył dlaczego dorośli faceci paradują z tak drogimi zegarkami.
Zegarek to dyskretny symbol statusu społecznego i poziomu materialnego.
Po pierwsze, wartość oceni tylko człowiek znający się na rzeczy a więc również majętny. Maluczkich nie kłuje w oczy. To okazało się nieprawdą bowiem jak widać znają się na tym również upierdliwi dziennikarze.
Po drugie drogi samochód może być służbowy, albo w leasingu a dom wynajęty. Rzadko zdarza się dostać służbowego Patka, albo leasingować taki.
Dobrym dodatkiem może być i wieczne pióro. Ale kto teraz pisze piórem?
Choćby bohater tego bloga.
- Panie Premierze tu jestem, mogę używać pióra.



poniedziałek, 18 listopada 2013

Vintage

Pan Nieistotny poczuł się staro. Za sprawą pędzącego jak oszalałe życia, Jan Maria coraz częściej czuje się staro. Do tej pory starał się nadążać za nowinkami technicznymi i z powodzeniem używał nawet dotykowej karty płatniczej. Na tym jednak poprzestanie, bowiem nie jest zupełnie przekonany do płatności telefonem. Jest poza tym w wieku w którym zakupy nie powodują już takiej radości. Beztroskie sypanie groszem na lewo i prawo wiąże się z konsekwencjami. Tą konsekwencją jest choćby debet. Bliżej mu do hasła propagowanego przez pewnego byłego już aktora - zaoszczędziłeś, wpłać na konto. Albo przynajmniej z niego nie ruszaj.
W ten to sposób sam jest dobitnym przykładem na powiedzenie, że kto nie idzie do przodu ten się cofa. Nie ważne, że tym powiedzeniem szermowali komuniści. Dla nich niestety sam marsz był najważniejszy. Było nawet takie pytanie przypisywane Radiu Erewań - dlaczego skoro idziemy do socjalizmu (w domyśle do przodu) to nie ma co jeść?
Odpowiedź była wymijająca – jak się idzie to się nie je.
Na szczęście ten czas mamy za sobą. Pan Nieistotny czuje się więc Vintage.
To bardzo modne ostatnio określenie. Vintage - to według Wikipedii kierunek w modzie, w której zaistniał w XIX wieku, polega na noszeniu rzeczy z innej epoki albo stylizowanych na takie
Obecnie słowem tym określa się produkty, które jedynie nawiązują do poprzednich epok.
Kilka dni temu na skrzynce mailowej Jana Marii znalazła się propozycja zakupu zegarków Vintage. Oczami wyobraźni Pan Nieistotny widział już te zegarki z dewizką, grube srebrne cebule z poprzedniej epoki. Kiedy kliknął w link oczom jego ukazał się następujący widok.

Tak z całą pewnością jest już człowiekiem z poprzedniej epoki. Na to wychodzi.
I teraz Jan Maria ma przed sobą dwa wyjścia. Jedno to uwierzyć we wskazania, albo po prostu stłuc termometr.
Jest bowiem i drugie a w zasadzie pierwotne znaczenie tego słowa.
Słowo vintage pochodzi z terminologii winiarskiej, a odnosi się do wina wyprodukowanego w jednym sezonie. Decydujące jest tu zatem zachowanie pewnej spójności i jednoznacznego pochodzenia winogron użytych do jego produkcji.
I tej wersji oraz tego znaczenia Jan Maria będzie się trzymał.



Kocia inspekcja

Zima nie nadchodzi pomimo zapowiedzi. Czy jest mi do niej tęskno? Nie, w żadnym wypadku. Bardziej to jest takie uczucie, żeby mieć już to co nieprzyjemne za sobą. Pierwszy śnieg, pierwszy mróz i może pierwsza plucha. Potem organizm przyzwyczaja się i chłód staję się normą. Człowiek to jednak przedziwny mechanizm. Nie ma takich warunków do których nie przywyknie.
Dowodem na to są choćby liczne historie małżeńskie.
Korzystam z tych ostatnich chwil ciepła i odwalam zaległości. Właśnie opryskiwałem miedzianem drzewka owocowe. Zmotywowała mnie do tego tak zwana kędzierzawość liści brzoskwini. Pryska się jesienią gdy opadną liście i drugi raz wiosną, zaraz gdy pojawią się pąki.
Wiem, że liście spadły już jakiś czas temu, ale czasu nie było.
Nie pryskane z mojego sadu. Jest coś takiego?
Zaraz po tym jak obszedłem ogród z opylaczem, wyciągnąłem z garażu swoją prawie nową piłę łańcuchową. Uzupełniłem paliwo i olej do smarowania łańcucha i udałem się do sąsiadów.
Poprzednią piłe pomimo tego że została wyprodukowana w Państwie Środka służyła mi prawie sześć lat. Na koniec umarła i nie odezwała się pomimo nachalnego szarpania za sznurek.
Młodym sąsiadom obiecałem, że potnę stare palety które zalegały im za płotem. Pozbędą się nieestetycznej kupy i zyskają materiał na podpałkę do kominka – poradziłem.
Miałem i ja swój interes w tej dobroci.
Kupa palet widoczna i od mojej strony szpeciła widok na ogródek.
Odpaliłem piłę już w ich ogrodzie i ciąłem chyba dobry kwadrans, gdy pojawiła się gospodyni.
- Myślałem, że Was nie ma. Zrobię to póki mam czas, bo złożona obietnica już mi ciąży z powodu braku realizacji.
- Ja chciałam żeby to mój mąż zrobił własnoręcznie.
- Jeżeli myślisz, że powierzę tak niebezpieczne narzędzie w ręce kogoś kto nigdy nie pracował piłą to się mylisz. Przy okazji, palety są zdradliwe i można sobie coś niechcący obciąć.
Wtedy to miałabyś do mnie z pewnością pretensję.
Przyznała mi rację i narzekając na szpital w domu, wróciła do dzieci. Ja zdążyłem już zapomnieć co to znaczy chore dzieci w domu. Z drugiej strony nie pamiętam również co znaczy zdrowa żona, ale to już całkiem inna historia.
Kiedy tak teraz patrzę na swój plan dnia wychodzi na to, że był napięty i różnorodny. Po cięciu palet pomogłem Młodemu zamontować spoiler w samochodzie. Całkiem ciekawe są te Jego priorytety.
Ja z pewnością w pierwszej kolejności założyłbym opony zimowe. Zresztą ja je już mam założone.
Na koniec kiedy wróciłem do ciepłego domu w którym radośnie buzował kominek, sprawdziłem nowy przepis na placki z dyni.
Wyglądają jak placki zwykłe ziemniaczane. Zamiast ziemniaków jest starta dynia, no i między innymi ser feta. Pierwszy raz zrobiłem niewolniczo według znalezionego przepisu. Teraz wiem, że warto zdać się na swój instynkt. Popracuję jeszcze nad tym póki jest świeża dynia w sprzedaży.
Oczywiście ukoronowaniem wieczoru była butelka wina, którą z żoną wypiliśmy niespiesznie przy zapachowych świecach. Wcześniej była jeszcze kąpiel.
Dlaczego piszę o tej kąpieli? Od czasu kiedy dopasowaliśmy łazienkę do potrzeb żony, prawie nie zauważam tego faktu. Kiedyś wiązało się to z moim sporym wysiłkiem fizycznym.
Teraz przez chwilę czułem się prawie niepotrzebny. Wiecie jakie to głupie uczucie?
W łazience wszystko pachnie świeżością. Nie dojechały jeszcze szafki, ale mam nadzieję, że do Barbary dojadą. Oczywiście zaraz po otwarciu drzwi, swoje ciekawskie wąsy musiała wsadzić naszo-sąsiedzka kotka.
Po chwili przymierzyła się też do muszli na której z gracją zasiadła. Może i dobrze że klapa była opuszczona. Zaraz też sprawdziła działanie przycisku do spłukiwania.
Kurcze, ona się tu czuje naprawdę swobodnie.
Kiedy wracamy do domu i otwieramy drzwi wejściowe, słychać tylko świst połączony z głośnym miauczeniem. To kotka wpada aby się zagrzać. Zauważyliśmy, że czeka na nas w tujach.
Chyba jednak będę ją musiał polubić.
Problem w tym, że ja ją już lubię